Sąd w Łodzi skazał dwóch mężczyzn za znęcanie się nad karpiami

Na kary: roku oraz roku i 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych skazał łódzki sąd dwóch mężczyzn, uznając ich winnych znęcania się nad karpiami. Ryby były utrzymywane w brudnej, zakrwawionej wodzie, rzucane oraz zabijane i patroszone bez ogłuszania.

 

Zobacz wideo

O wyroku poinformowała w czwartek PAP Fundacja Viva! Przedstawiciele organizacji przypomnieli, że tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2018 roku jej łódzcy aktywiści, monitorując sprzedaż żywych ryb na Rynku Bałuckim w Łodzi, byli świadkami jak sprzedawcy zabijali i patroszyli nieogłuszone karpie, przetrzymywali je w skrzynkach bez wody, rzucali nimi i utrzymywali stłoczone w brudnej, zakrwawionej wodzie. Przedstawiciele fundacji wykonali filmy i zdjęcia, następnie wezwali na miejsce policję. Złożono także zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami.

- Wszystko, co zobaczyli nasi aktywiści, było szokujące i oburzające, ale klienci zdawali się tego nie dostrzegać - mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! Według niej to jest smutna rzeczywistość polskich targowisk przed świętami Bożego Narodzenia. Ma ona nadzieję, że ta sprawa uświadomi sprzedającym, że takie zachowania są nie tylko nielegalne, ale również spotykają się ze zdecydowaną reakcją organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

Ze zbiornika ryby wyławiane były durszlakiem, wrzucane do skrzynki transportowej na owoce i utrzymywane tam bez wody do czasu ważenia lub uboju. Karpie, które spadły na płyty chodnikowe podczas ważenia, podnoszone były za pokrywy skrzelowe i umieszczane z powrotem w skrzynce bez wody albo wrzucane do zbiornika wg. woli klienta. Jeden z oskarżonych dodatkowo zabijał ryby nieogłuszone lub nieskutecznie ogłuszone za pomocą tłuczka do mięsa z tasakiem, co narażało karpie na uszkodzenia mechaniczne okolic głowy, w tym oczu.

W trakcie postępowania w sprawie zasięgnięto opinii biegłej sądowej zoolog, która stwierdziła, że ryby były utrzymywane w zbiornikach w znacznym, przekraczającym dopuszczalne normy przegęszczenia, uniemożliwiającym swobodne przemieszczanie ryb, powodującym uszkodzenia skóry i oczu. Karpie były w złej kondycji, skupiały się przy powierzchni wody, co jest charakterystyczne dla braku dostatecznego natleniania wody.

Zdaniem biegłej, w warunkach niedotlenienia następuje znaczne zakwaszenie środowiska poprzez zwiększoną ilość dwutlenku węgla, co prowadzi do duszenia się, bólu i cierpienia, a w konsekwencji do ostrego stresu, śnięcia a nawet śmierci.

Również stosowana przez sprzedającego metoda ogłuszania nie pozbawiała ryb świadomości, ryby nadal ruszały się i wyrywały. Uśmiercanie też nie było przeprowadzane prawidłowo, nie przecinano rdzenia kręgowego.

Jak informuje fundacja, Marcin L. oraz Krzysztof B. oskarżeni zostali nie tylko za znęcanie się nad zwierzętami, ale także za prowadzeniu uboju i sprzedaż ryb mimo niespełnienia wymagań weterynaryjnych i braku zgłoszenia takiej działalności do Inspekcji Weterynaryjnej.

Sąd Rejonowy dla Łodzi Śródmieścia uznał Marcina L. za winnego znęcania się nad karpiami ze szczególnym okrucieństwem, prowadzenia uboju bez wypełnienia wymagań weterynaryjnych i zgłoszenia działalności nadzorowanej, nieodpowiednie postępowanie z odpadami poubojowymi i wymierzył mu karę roku i 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych (30 godz. miesięcznie) oraz trzyletni zakaz handlu rybami. Musi też m.in. zapłacić 2 tys. zł nawiązki.

Z kolei Krzysztof B. został uznany za winnego znęcania się nad karpiami, prowadzenia uboju bez wypełnienia wymagań weterynaryjnych i bez zgłoszenia działalności nadzorowanej, nieodpowiednie postępowanie z odpadami poubojowymi. Został skazany karę roku ograniczenia wolności w postaci prac społecznych (30 godz. miesięcznie) oraz roczny zakaz handlu rybami. Musi też m.in. zapłacić 1 tys. zł nawiązki.

To już kolejny taki wyrok

- To już trzeci wyrok skazujący za znęcanie się nad karpiami, który zapadł w tym roku z zawiadomienia Fundacji Viva! - mówi adwokat Katarzyna Topczewska, reprezentująca fundację. Jej zdaniem to pokazuje, że prokuratury i sądy zaczęły dostrzegać cierpienie ryb, choć przecież przepisy w tym zakresie od lat się nie zmieniły.

Przekonuje, że te wyroki odzwierciedlają coraz większą "wrażliwość społeczną, ewolucję norm etycznych i w konsekwencji brak zgody Polaków na cierpienie zwierząt".

DOSTĘP PREMIUM