Psychologia zakopiańskiego tłumu. "Gdy prawo jest lekceważone przez rządzących, rodzi się bunt"

- To może być przejaw anarchizacji życia społecznego. Ludzie widzą, że w zasadzie nie ma praworządności - tak psycholożka, prof. Krystyna Skarżyńska komentowała weekendowe wydarzenia w Zakopanem, gdzie tłum szalał na Krupówkach.
Zobacz wideo

Zakopane w weekend doświadczyło scen niczym z filmu. Słynne Krupówki pełne były tańczących i śpiewających ludzi, wielu z nich pod wpływem alkoholu, niektórych policja musiała wręcz zbierać z zasp. Maseczki na twarzach były rzadkością, a o dystansie społecznym właściwie nie było mowy. Tylko w nocy z soboty na niedzielę policja interweniowała prawie 140 razy, kilka osób zatrzymano. 

- Jak obserwowałam te sceny, to się szczególnie nie zdziwiłam. Można sobie było wyobrazić, że do tego dojdzie - komentowała w "Pierwszym śniadaniu w TOK-u" prof. Krystyna Skarżyńska, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS. W rozmowie z Piotrem Maślakiem podjęła się próby analizy psychologicznej zakopiańskiego tłumu.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Wskazywała, że o bawiących się na Krupówkach, ale również wypełniających zakopiańskie stoki czy hotele ludziach nie wiemy zbyt wiele. Wszyscy jednak znaleźli się w sytuacji, w której "właśnie coś się zmieniło i można zrobić coś, czego wcześniej nie można było zrobić - pojechać w góry, legalnie skorzystać z wyciągów, zamieszkać w hotelu. - Ale czy w Zakopanem było otwarte kino? Czy można było iść do klubu? Ludzie są wygłodzeni kontaktów, chcą być razem z innymi - wskazywała rozmówczyni Piotra Maślaka. Jak mówiła, ludzie poczuli się "spuszczeni z łańcucha".

Prof. Skarżyńska wskazywała również na kontekst wydarzeń - pogoda dopisuje, leży sporo śniegu, a mróz nie jest zbyt silny. Do tego wielu studentów korzysta właśnie z przerwy semestralnej. Ale jest też głębszy aspekt, na który zwracała uwagę ekspertka. - To może być przejaw anarchizacji życia społecznego. Ludzie widzą, że w zasadzie nie ma praworządności. Kiedy prawo jest lekceważone przez osoby, które nami rządzą, wtedy rodzi się bunt. Jest wiele historycznych dowodów na to, że gdy prawo jest postrzegane jako niejasne, niestarannie tworzone, gdy sędziowie są postrzegani jako zależni, to wtedy ludzie nie przestrzegają tego prawa - mówiła. 

Wskazywała również na to, jak w takiej sytuacji może zadziałać psychologia tłumu. Po pierwsze, ludzie zarażają się od siebie emocjami. Z drugiej strony, ci, którzy są rozdarci, nie mają jasnego rozpoznania własnych emocji, chcą być razem z innymi, ale jednocześnie towarzyszy im niepokój - takie osoby są podatne na wpływy innych. - A poza tym: to wszystko z nudów, proszę sądu. Nie ma co robić w mniejszym gronie - dodała psycholożka. 

DOSTĘP PREMIUM