Weekendowe szaleństwo w Zakopanem. "Po dwóch ostatnich nocach jesteśmy pewni, że obostrzenia wrócą"

- Część przedsiębiorców zdecydowała się, wbrew prawu, otworzyć dużo więcej, niż powinniśmy, czyli powyżej 50 procent pokoi, ale się do tego nie przyznają - mówił w TOK FM Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. Jak dodał, jest niemal pewien, że po tym, co wydarzyło się w weekend w Zakopanem, rząd znów pozamyka hotele.
Zobacz wideo

Karol Wagner - pytany o wrażenia z ostatniego weekendu w Zakopanem - przyznał wprost, że jest przerażony tym, co widział. Chodzi o tłumy turystów, którzy bawili się na Krupówkach, często pod wpływem alkoholu i bez maseczki. Tańczyli, bawili się, jakby pandemii dawno już nie było. Policja interweniowała ponad 300 razy. - To, co się wydarzyło, przerosło nasze oczekiwania - powiedział w TOK FM Wagner. 

Z drugiej strony przedstawiciel Tatrzańskiej Izby Gospodarczej przyznał, że najazd turystów był do przewidzenia. - Już w grudniu, kiedy negocjowaliśmy z rządem próbę uruchomienia turystyki, zakładaliśmy, że utrzymywanie gości poza rejonem Podhala spowoduje w pewnym momencie ich nagły wysyp. Te nasze przewidywania spełniły się w stu procentach. Natomiast wtórnie do tego nastąpi transmisja wirusa i rykoszetem branża turystyczna znów zostanie ukarana - przewidywał.

Dopytywany przez prowadzącego "Magazyn EKG", czy spodziewa się powrotu obostrzeń, odparł bez cienia zawahania: "niestety tak". - Baliśmy się tego już w zeszłym tygodniu, natomiast po ostatnich dwóch nocach jesteśmy tego właściwie pewni - stwierdził.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Gość TOK FM podkreślał, że setki tańczących na Krupówkach to "tylko kilka procent wszystkich gości, którzy na Podhale przyjechali", więc "nie należy generalizować" i negatywnie oceniać kultury wszystkich przyjezdnych.

Pytany zatem, jakie było obłożenie w zakopiańskich hotelach i kwaterach podał, że realnie trudno to zweryfikować. - Dane są dość mocno kamuflowane. Nie ma co ukrywać, że część przedsiębiorców zdecydowała się, wbrew prawu, otworzyć dużo więcej, niż powinniśmy, czyli powyżej 50 procent pokoi, ale się do tego nie przyznają - powiedział Wagner.

W innych miejscach, jak dodał, rygor 50 procent zajętych pokoi był przestrzegany, ale w pokojach kwaterowano znacznie więcej ludzi niż można było wcześniej. Dlaczego przedsiębiorcy zdecydowali się na łamanie obostrzeń? Zdaniem Wagnera powód jest jeden. - Większość zakłada, że ten dopust, który teraz nastąpił przez dwa tygodnie, to jedyna szansa na jakiekolwiek zapewnienie płynności finansowej i zdobycie gotówki z rynku - mówił.

Wśród przedsiębiorców, jak tłumaczył gość Macieja Głogowskiego, często funkcjonuje przekonanie, że "wszystkie ręce na pokład, uruchamiamy wszystko, a co się wydarzy, to się wydarzy". - Może się wybronimy, ale na pewno będziemy mieć pieniądze, żeby zapłacić komornikom, bankom i pracownikom. (...) Gotówka, która zostanie w rękach, będzie bardziej wartościowa niż kara, którą mogą otrzymać - dopowiedział. 

Wagner z jednej strony apelował do turystów, żeby nie przyjeżdżali na Podhale w jednym momencie. Jak mówił, warunki atmosferyczne pozwalają na to, aby sezon trwał do końca marca. Z drugiej strony jest jednak obawa, że rząd znów zamknie hotele i pensjonaty, nawet wcześniej niż za dwa tygodnie. 

- Bo po tych ekscesach, które miały miejsce nie tylko w Zakopanem, ale też w innych górskich gminach, to na pewno wybrzmi w koronawirusowych statystykach i wydaje mi się, że te dwa tygodnie mogą być jednak skrócone - powiedział przedstawiciel Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. 

Wiceminister ostrzega przed "krokiem w tył"

Wydarzenia z Zakopanego od rana komentują w mediach członkowie rządu. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska powiedział, że to, co działo się w stolicy Tatr, było "przerażające". Ostrzegł, że jeśli liczba zakażeń i hospitalizacji wzrośnie, trzeba będzie "zrobić krok w tył".

- Dla nas warunki gospodarcze są bardzo ważne, ale na drugiej szali musimy położyć stan zdrowia i życia Polaków. Jeżeli będzie zdecydowanie więcej nowych zakażeń, więcej osób będzie trafiało do polskich szpitali, będzie więcej zajętych respiratorów (...), wtedy będziemy musieli zrobić krok do tyłu - stwierdził wiceminister.

Rząd od piątku otworzył warunkowo, na dwa tygodnie, w reżimie sanitarnym i przy 50 proc. wypełnieniu miejsc m.in. hotele i miejsca noclegowe. Otwarte zostały też stoki narciarskie. Miejscowości górskie przeżywały w weekend oblężenie. W Zakopanem np. po sobotnich zawodach skoczków narciarskich na Wielkiej Krokwi, na Krupówkach było kilka tysięcy turystów.

DOSTĘP PREMIUM