Dziennikarka Polskiego Radia nie chciała dyskryminować ze względu na narodowość. Teraz ma problemy

Dorota Nygren, wieloletnia dziennikarka Polskiego Radia, w 2017 roku została zawodowo zdegradowana za to, że nie podała informacji na antenie w taki sposób, jak chcieli jej przełożeni. Z pracy przed mikrofonem trafiła do radiowego archiwum. Pracuje tam do dziś, jednocześnie walcząc przed sądem.
Zobacz wideo

Jest wrzesień 2017 roku. Dorota Nygren, dziennikarka z ponad 15-letnim doświadczeniem pracy w Polskim Radiu, jest wydawcą serwisu zagranicznego w Informacyjnej Agencji Radiowej. W trakcie dyżuru dostaje telefon, że ma podać informację o napadzie na księdza w małym kościele we Włoszech. Zamawia zatem materiał od włoskiego korespondenta Polskiego Radia. Po jego otrzymaniu informuje dziennikarza, że opublikuje korespondencję bez podania narodowości napastnika.

Uznaje, że podanie takiej informacji będzie niezgodne z zasadami etyki zawodowej i standardami rzetelnego dziennikarstwa. - Dla mnie w tej historii to, czy sprawca był Marokańczykiem, Polakiem, Szwedem czy Finem nie miało znaczenia. To jest po prostu jedna z wielu kryminalnych historii. Opublikowanie narodowości byłoby, według mnie, niezgodne z prawem, ponieważ wtedy dopuściłabym się dyskryminacji, stygmatyzacji i szczucia na kogoś tylko dlatego, że jest Marokańczykiem - mówi Dorota Nygren. Informacja o napadzie zostaje opublikowana, ale bez podania narodowości sprawcy.

Wezwanie "na dywanik"

Kilka dni później dziennikarka zostaje wezwana przez przełożonych. Tłumaczy, dlaczego nie podała narodowości sprawcy napadu. - Argumenty strony przeciwnej są jednak takie, że powinnam była opublikować narodowość, ponieważ jako dziennikarka muszę być rzetelna i muszę publikować wszystkie detale dotyczące tej osoby - mówi.

Niedługo potem dowiaduje się, że za to, iż nie stosuje się do obecnych wytycznych redakcji - zostaje przeniesiona do Działu Dokumentacji i ma archiwizować radiowe dźwięki. - Jestem w zawodzie od 1991 roku, więc jest to dla mnie degradacja. Zresztą powiedziałam o tym mojemu szefowi - opowiada. W międzyczasie pojawiła się też "propozycja" jej zwolnienia, na co nie zgodziły się związki zawodowe.

Dorota nie ma wątpliwości, że postąpiła słusznie. Zresztą stanowisko Rady Etyki Mediów z listopada 2020 roku zdaje się to potwierdzać. Rada napisała, że "dziennikarz nie powinien wskazywać na narodowość lub pochodzenie etniczne sprawcy przestępstwa".

"Zdaniem Rady Etyki Mediów informowanie w mediach o narodowości lub pochodzeniu etnicznym sprawców przestępstw i czynów zabronionych, gdy okoliczności opisywanych zdarzeń nie mają nic wspólnego z narodowością lub pochodzeniem uczestniczących w nich osób, przyczynia się do ich dyskryminacji i utrwala niekorzystny wizerunek tych mniejszości, funkcjonujący w świadomości społecznej" - czytamy w oświadczeniu

Droga sądowa

Dorota Nygren poszła do sądu - z pozwem o dyskryminację. Pomaga jej Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego. Wspierają też koledzy dziennikarze z Towarzystwa Dziennikarskiego, a także Fundacja OKO.press. Ma również wsparcie niewielkiej części swoich radiowych koleżanek i kolegów, którzy założyli Stowarzyszenie Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego.

W pierwszej instancji dziennikarka proces wygrała - sąd potwierdził, że doszło do dyskryminacji. Sąd drugiej instancji jednak ten wyrok zmienił. Dziennikarka, wspólnie ze swoimi prawniczkami, czeka teraz na uzasadnienie, by przygotować kasację do Sądu Najwyższego. - Jeżeli to nie pomoże, to będziemy chciały, by sprawą Doroty Nygren zajął się Europejski Trybunał Praw Człowieka - mówi jedna z jej adwokatek. - Nie może być tak, że dziennikarka jest gorzej traktowana, bo stoi na straży standardów - dodaje.

Polskie Radio od początku nie uznaje pozwu Doroty Nygren. Jego przedstawiciele twierdzili w sądzie, że rozgłośnia postępuje zgodnie z zasadami etyki dziennikarskiej, a to, że wymagano podania narodowości, wynikało z faktu, że informacja powinna być pełna i zawierać jak najwięcej szczegółów. W szczególności - depesza agencyjna.

Jak mówi pełnomocniczka dziennikarki, mecenas Weronika Papucewicz, przełożonym Nygren zależało na podaniu narodowości sprawcy z jednego, zasadniczego powodu. - Ten szczegół był istotny, bo był osadzony w pewnym kontekście - kontekście związanym z ówczesną atmosferą w Polsce, atmosferą antyuchodźczą. Tu mamy obywatela Maroka, prawdopodobnie wyznania islamskiego, a to oznacza dla niektórych, że jest to potencjalny terrorysta - mówi prawniczka. 

Pozew przeciwko Polskiemu Radiu dotyczył dyskryminacji z powodu dwóch przesłanek. Po pierwsze: narodowość - chodzi o to, że Dorota Nygren padła ofiarą dyskryminacji przez asocjację. Tak mówią przepisy unijne. Co to znaczy? - Krótko mówiąc, by być gorzej traktowanym w miejscu pracy ze względu na jakąś przesłankę dyskryminacji, nie musimy zawsze jej posiadać. W tym przypadku chodziło o sytuację, kiedy pani Dorota niejako wstawiła się za osobami narodowości marokańskiej, bo nie chciała się zgodzić na stygmatyzację tej grupy. I z tego powodu została gorzej potraktowana w miejscu pracy - wyjaśnia Karolina Kędziora z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.

Ale była też druga przesłanka - dyskryminacja z uwagi na przestrzeganie zasad etyki zawodowej. - To nie było tak, że pani Dorota powiedziała, że nie poda narodowości, bo wydaje się jej to niewłaściwe. Ona powoływała się na konkretne standardy, które mówią o tym, że dziennikarz musi się w swojej pracy wystrzegać stygmatyzacji, by szkodliwie nie oddziaływać na opinię publiczną. To jest właśnie ta wielka odpowiedzialność w ramach tego zawodu - argumentuje mecenas Kędziora.

Adwokatka Weronika Papucewicz nie ma wątpliwości, że sprawa jest precedensowa. - Chcemy wykazać, że w Polsce nie wolno pogorszyć sytuacji pracownika wtedy, gdy zdecydował się bronić osoby pochodzenia marokańskiego poprzez niepodawanie narodowości. Kiedy ta narodowość odpadnie nam z tego newsa, nie ma o czym mówić. Bo co kogo obchodzi sytuacja w kościele w Mantui? - mówi pełnomocniczka.

Dorota Nygren dalej pracuje w Polskim Radiu, w archiwum. Wtedy nie odeszła, bo ważniejszy był - według niej - sprzeciw. Jak sądzi, w mediach publicznych najważniejsza jest postawa samych dziennikarzy.

Przyznaje przy tym, że w pełni solidaryzuje się z protestującymi 10 lutego 2021 roku dziennikarzami wolnych mediów. - Chciałabym żyć w państwie, w którym władza wspiera wolne media i robi wszystko, by tych mediów było jak najwięcej, by wymiana opinii była jak najszersza. Ważne, by media były wolne, abyśmy mieli niezależność redakcyjną - tak istotną właśnie w takiej sytuacji, w jakiej ja się znalazłam - podsumowuje Dorota Nygren.

DOSTĘP PREMIUM