"Zamknięcie szkół to dla najmłodszych uczniów dramat, ja załamuję ręce"

- Ponowne wyprowadzanie najmłodszych uczniów z grupy, w której próbują budować swoje relacje rówieśnicze to ogromny dramat - mówiła w TOK FM Iga Kazimierczak z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, odnosząc się do zamykania szkół. Na razie rząd zdecydował się na ten krok jedynie na Warmii i Mazurach.
Zobacz wideo

W środę minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że od przyszłego tygodnia szkoły w województwie warmińsko-mazurskim będą całkowicie zamknięte, także dla klas I-III. Na razie na dwa tygodnie, choć Niedzielski nadmienił, że sytuacja jest dynamiczna i jeżeli epidemiczne wskaźniki zaczną maleć, możliwe będzie otwarcie po pierwszym tygodniu. Decyzje w tej sprawie mają być podejmowane na bieżąco, w porozumieniu z ministrem edukacji Przemysławem Czarnkiem. Na razie sytuacja na Warmii i Mazurach jest zła, liczba nowych przypadków rośnie tam najszybciej w całym kraju, dlatego rząd zdecydował się zaostrzyć obostrzenia tylko w tym województwie.

W pozostałej części Polski dzieci z klas I-III będą mogły dalej uczyć się stacjonarnie. Starsi uczniowie - zostają w domach. 

Iga Kazimierczyk z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji - na antenie TOK FM - wskazywała, że już od jakiegoś czasu liczba placówek, które i tak muszą przechodzić w tryb zdalny, systematycznie rośnie. 1 lutego było to 38 szkół, a 23 lutego - już 72. Wśród przedszkoli proporcje są podobne. Powodem zamykania placówek najczęściej są sytuacje, kiedy grupy nauczycieli kierowani się na kwarantannę lub mają izolację z powodu zakażenia COVID-19.

Decyzje o zamknięciu poszczególnych szkół są podejmowane wspólnie z sanepidem. Ale, jak mówiła Kazimierczyk, bardzo często zdarza się tak, że dyrektor musi reagować natychmiast. - Bo jeśli spora część kadry jest na kwarantannie, to dyrektor nie ma możliwości, by zapewnić bezpieczne warunki do pracy czy nauki - tłumaczyła.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Według Igi Kazimierczyk, całkowite zamknięcie szkół dla klas I-III oraz przedszkoli byłoby "fatalnym" posunięciem. - Ja załamuję ręce, choć tego nie widać na antenie. To byłby naprawdę dramat i ogromna krzywda - powiedziała rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego.

- To jest problem oczywiście dla wszystkich uczniów. Ale ja zawsze zwracam uwagę na tych najmłodszych, dlatego, że klasy I-III to jest moment, w którym uczniowie uczą się siebie i tego, kim są w roli ucznia. Uczą się szkoły, relacji, nauczyciela, też przeżywania swojego komfortu i dyskomfortu w szkole - wyliczała ekspertka.

Podkreśliła, że dzieci z klas pierwszych i drugich i tak większość swojej edukacji spędziły w domu, a nie w szkole. Wrócili do stacjonarnego trybu ledwie miesiąc temu. - Ponowne wyprowadzanie ich z grupy, w której próbują budować swoje relacje rówieśnicze to ogromny dramat - wskazywała. 

Ilu uczniów "zniknęło z systemu"?

Prowadzący audycję Jakub Janiszewski pytał też o uczniów, którzy "wypadli z systemu" - nie biorą udziału w zajęciach zdalnych i nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Kazimierczyk przyznała, że wciąż nie wiadomo, ile takich osób jest, choć edukacja on-line odbywa się już blisko rok! 

- Ministerstwo Edukacji mówi, że monitorowanie obowiązku szkolnego nie należy do ich obowiązków, ale do samorządów. I zgodnie z literą prawa, urzędnicy resortu mają rację. (...) Ale od roku mamy bardzo nietypową sytuację. Podstawą jest dobro dziecka i wydaje mi się, że w interesie ministerstwa powinno być to, żeby wiedzieć, jak dużej liczby uczniów dotyczy problem znikania z systemu - podsumowała Kazimierczyk. 

DOSTĘP PREMIUM