I prezes SN wzięła na cel ust. o dostępie do informacji. "Nie będzie można pytać o Polską Fundację Narodową czy TVP"

Kierująca Sądem Najwyższym Małgorzata Manowska skierowała do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności niektórych przepisów regulujących dostęp do informacji publicznej. - To bardzo niebezpieczny wniosek - ostrzegał w TOK FM Patryk Wachowiec.
Zobacz wideo

Ustawa o dostępie do informacji publicznej nakłada na władze i osoby pełniące funkcje publiczne obowiązek jawności działań. Według I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej jawność nie ma pierwszeństwa nad prawem do prywatności i ochroną danych osobowych, a sama ustawa jest pełna niekonkretnych pojęć.

Jeśli Trybunał Konstytucyjny przyznałby rację Manowskiej, to dziennikarze, ale też organizacje pozarządowe i wszyscy obywatele, mieliby bardzo utrudniony dostęp do wiedzy o poczynaniach władzy czy spółek Skarbu Państwa. Znacznie trudniej byłoby dowiedzieć się na przykład, na co rządzący krajem, samorządowcy i inne osoby publiczne wydają pieniądze. 

Z kolei osoby pełniące funkcje publiczne nie musiałyby się martwić karą za to, że nie zdecydowały się na ujawnienie informacji, które wszyscy mamy prawo znać. Obecnie za niedopełnienie tego obowiązku grozi co najmniej grzywna, a nawet rok więzienia.

Jak wyjaśniał w Pierwszym Śniadaniu TOK FM Patryk Wachowiec, analityk FOR, dostęp do informacji publicznej to ważny mechanizm kontroli władzy między wyborami i jedna z wyróżniających cech państwa demokratycznego. A reglamentowanie wiedzy, szczególnie dotyczącej rządzących, to domena poprzedniego ustroju.

– Pani I prezes podnosi różnice między Konstytucją RP a ustawą, które na pierwszy rzut oka wyglądają na nieistotne, ale mają szalenie ważną funkcję. Ustawa poszerza nam zakres prawa do informacji zawarty w ustawie zasadniczej. Na przykład według konstytucji prawo do informacji ma tylko obywatel, a przecież w naszym kraju teraz mieszka wiele osób, które obywatelstwa nie posiadają – mówił prawnik.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

– Konstytucja ma ponad 20 lat i nie wyobrażam sobie, żeby w toku rozwoju społeczeństwa, nie poszerzać prawa do informacji. Weźmy na przykład Polską Fundację Narodową. Formalnie ona ma statut, władze i działa według prawa prywatnego. Jednak w rzeczywistości to państwo ją dotuje, nadzoruje i daje różne narzędzia. Wniosek pani Manowskiej zmierza więc do tego, że moglibyśmy pytać np. właśnie o PFN czy choćby TVP– wyjaśniał rozmówca Piotra Maślaka.

Zdaniem Wachowca kierunek, w którym zmierza prezes Manowska, jest bardzo niebezpieczny. - Z jej argumentacji bije przekonanie, że władze publiczne nie powinna być z automatu jawna. Choć tutaj sądy administracyjne mają zupełnie inne zdanie, bo mówią, że wszystko powinno być transparentne, jeśli zakazuje tego ustawa, np. o tajemnicy przedsiębiorstwa – podkreślał ekspert.

Dla gościa TOK FM niedopuszczalne jest, by to władza sama decydowała, co będzie jawne, a co nie. – Politycy PiS mają często na ustach wypisane frazesy o pełnej transparentności. Nawet pan minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, z którym pani Manowska współpracowała przez wiele lat, tak twierdzi. A nie znamy np. wydatków Funduszu Sprawiedliwości (podlegającemu resortowi sprawiedliwości). Pamiętamy też, ile trwała batalia, o upublicznię list poparcia do KRS. Jeśli już faktycznie Trybunał Julii Przyłębskiej zajmie się tą sprawą, to spodziewam się - niestety -  jak najgorszego orzeczenia z punktu widzenia dostępu do informacji publicznej – podsumował Wachowiec.

Kontrowersje w sieci

Podobnie sprawę wniosku do TK skomentował Mirosław Wróblewski z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. "16 lutego I Prezes #SN złożyła do #TK wniosek o uznanie niekonstytucyjności ustawy o dostępie do informacji publicznej K 1/21 w tak obszernym zakresie, że nie będę zaskoczony, że datę tę zapamiętamy jako koniec jawności władz publicznych" - napisał na Twitterze.

"Kolejny zamach na jawność życia publicznego. I najbardziej groźny" - ocenił Krzysztof Izdebski, prawnik i aktywistka. 

SN odpowiada 

Rzecznik SN Aleksander Stępkowski, odnosząc się do tych zarzutów, powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że "formułowane w przestrzeni publicznej przepowiednie o końcu dostępu do informacji publicznej są bardziej emocjonalne niż racjonalne".

- Jeśli byłaby to prawda, to oznaczałoby to, że obecna ustawa o dostępie do informacji publicznej jest niekonstytucyjna, a z całą pewnością tak nie jest. We wniosku chodzi natomiast o doprecyzowanie zakresu pojęć, którymi posługuje się ustawa tak, aby w odpowiedni sposób wyważone zostały zakresy ochrony takich konstytucyjnie chronionych wartości jak prywatność obywateli, którzy nie pełnią funkcji publicznych oraz jawność życia publicznego - zaznaczył Stępkowski.

Zdaniem sędziego "na gruncie konstytucji konieczne jest harmonijne wyważenie zakresu ochrony tych wartości konstytucyjnych i Trybunał Konstytucyjny będzie miał do tego okazję rozpatrując wniosek Pierwszej Prezes".

TK lekiem na bolączki władzy

Warto przypomnieć, że pomysł zgłaszania do TK wniosków w sprawach niewygodnych dla rządzących, jest regularnie praktykowany. Tak było np. w styczniu 2020 roku w sprawie głośnej uchwały połączonych izb Sądu Najwyższego w sprawie sędziów powoływanych przez upolitycznioną KRS (wniosek premiera).

Powołana za czasów rządów PiS Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego z kolei skierowała do trybunału wniosek dotyczący orzeczenia TSUE, które dotyczyło zawieszenia działania... Izby Dyscyplinarnej SN (kwiecień 2020 roku).

Także do TK, którym kieruje Julia Przyłębska, trafił wniosek Mateusza Morawieckiego dotyczący przepisów, na podstawie których przedsiębiorcy próbują uzyskiwać od państwa odszkodowania za lockdown.

DOSTĘP PREMIUM