Czy można było zapobiec śmierci 3-letniej Hani? "Nasze radary nie są nastawione na krzywdę dziecka". Wracają pytania o RPD

- Jesteśmy jednym z nielicznych krajów, który w ogóle nie ma ustawy przeciwdziałającej krzywdzeniu dzieci - przypomniała w TOK FM Anna Krawczak z UW. Po śmierci Blanki z Olecka pojawiła się inicjatywa, by zmienić przepisy, wprowadzić ustawę. Przez dwa lata nic z tego nie wyszło, a Polską wstrząsnęła przed tygodniem śmierć 3-letniej Hani. Jak oceniła Krawczak, w naszym kraju system skupia się na rodzinie, a nie dzieciach.
Zobacz wideo

Trzylatka zmarła w nocy z piątku na sobotę w szpitalu w Kłodzku. Jej matka przyznała, że w umieściła dziecko pod prysznicem i polewała zimną wodą po tym, jak zmoczyło się ono w łóżeczku. Według relacji kobiety dziewczynka miała przebywać pod zimną wodą od trzech do pięciu minut. Pogotowie zostało wezwane po tym, jak dziecko przestało reagować i straciło przytomność.

Okazało się, że przyczyną śmierci 3-letniej Hani były obrażenia wielonarządowe. Jak poinformowała prokuratura, dziewczynka była niemal codziennie bita przez matkę i jej konkubenta. Lucyna K. i jej konkubent Łukasz B. przyznali się do pobicia dziecka, w wyniku czego dziewczynka zmarła. Prokuratura Okręgowa w Świdnicy postawiła obojgu zarzut zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem.

O to, czy można było uniknąć tragedii, Karolina Głowacka pytała w TOK FM Annę Krawczak z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem przy Uniwersytecie Warszawskim. Dziennikarka przypomniała, że rodzina z Kłodzka była pod opieką pracowników socjalnych.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

- Chciałam powiedzieć, że mechanizm krzywdzenia dziecka w rodzinach, które stały się już przedmiotem zainteresowania służb społecznych, nie jest rzadkim. Bo, jak pamiętacie państwo sprawę Blanki z Olecka, która miała niespełna rok i została zamordowana, a wcześniej zgwałcona, to ona zaraz po urodzeniu została zabezpieczona w rodzinie zastępczej. Tylko sąd rodzinny podjął decyzję o tym, żeby powróciła do rodziny biologicznej i dwa miesiące potem nie żyła - przypomniała ekspertka.

Sprawa śmierci Blanki z Olecka, do której doszło w 2019 roku, jest warta przypomnienia także dlatego, że po tym tragicznym wydarzeniu pojawił się pomysł poważnej zmiany przepisów i procedur obowiązujących w naszym kraju.

Jak przypomniała Krawczak, Fundacja Dajmy Dzieciom Siłę przesłała do premiera petycję, by powstała ustawa o ochronie dziecka.

- Częścią tej ustawy byłoby wprowadzenie w Polsce procedury stosowanej na Zachodzie, która polega na analizowaniu każdego przypadku pobicia dziecka ze skutkiem śmiertelnym albo maltretowania dziecka ze szczególnym okrucieństwem. Chodzi o sprawdzanie, co doprowadziło do tragedii - pokazanie, gdzie jest luka. Minęły dwa lata, kolejne dzieci zostały zabite w rodzinach, bo Hania nie jest jedyna, były też przypadki ciężkich pobić dzieci... A nie mamy żadnych sygnałów na temat tej inicjatywy - przyznała ekspertka.

I dodała: "Jesteśmy jednym z nielicznych krajów, który w ogóle nie ma przewidzianego takiego mechanizmu, jak zespół ochrony praw dziecka czy ustawy przeciwdziałającej krzywdzeniu dzieci". - Jedynym dokumentem obowiązującym w Polsce, który ma w nazwie słowo "dziecko", jest Konwencja o Prawach Dziecka. To, przypominam, dokument międzynarodowy - wyjaśniła.

- Ale mamy rzecznika praw dziecka, przynajmniej formalnie - wtrąciła Karolina Głowacka, podkreślając, że nie znalazła żadnej wypowiedzi czy inicjatywy Mikołaja Pawlaka po śmierci trzylatki z Kłodzka.

Co robi Rzecznik Praw Dziecka?

Krawczak przyznała, że także nie zna żadnej wypowiedzi RPD po śmierci Hani. - Nie umiem powiedzieć, czy dzieci mają aktywnego obrońcę. Z mojego punktu widzenia - nie - powiedziała.

Gościni TOK FM powołując się na doświadczenia dotyczące pieczy zastępczej, którą się od lat zajmuje, przypomniała, że w szczycie lockdownu w 2020 roku Mikołaj Pawlak opublikował apel, by rodzicom biologicznym dzieci, które przebywają w domach dziecka czy rodzinach zastępczych, umożliwić kontakt z nimi.

- Już pomijam, że byłoby to niebezpieczne z powodów epidemicznych. Ale dzieci, które znalazły się w pieczy zastępczej, w dużej mierze znalazły się tam, bo były krzywdzone przez rodziców, w sposób, który zagrażał ich zdrowiu i życiu. I dla wielu z nich przeniesienie kontaktów z rodziną biologiczną tylko do internetu, ograniczenie ich do rozmów przy pomocy Zooma czy telefonu okazała się okolicznością wyciszającą i łagodzącą. Wiem to nie tylko z rozmów, ale również z badań, które w czasie pandemii robiła doktor Marta Danecka. Wiele dzieci przez zawieszenie bezpośrednich spotkań z rodziną wyciszyło się, przestało się moczyć, mieć gorączkę o spotkaniach z rodzicami - wyliczała.

Zdaniem Anny Krawczak "symboliczne" wydaje się, że RPD w czasie pandemii, która, jak pokazały badania, przyczyniła się do wzrostu przemocy w domach, zareagował w sprawie rodziców, a nie dzieci.

Rodzina jest najważniejsza

Jak podkreśliła eksperta z UW, są mechanizmy, procedury, dzięki którym można zapobiegać takim tragediom, jak to, co wydarzyło się w Kłodzku.

- Możliwe jest wprowadzenie takich mechanizmów oraz takiego stopnia wyszkolenia pracowników socjalnych, żeby umieli rozpoznawać sygnały krzywdy. Np. w Norwegii od dwóch-trzech lat nie zdarzyła się śmierć dziecka z powodu przemocy rodzinnej - podkreśliła.

Przywołała też przykład Wielkiej Brytanii, która po bulwersującej śmierci trzyletniego dziecka zdecydowała się na przebudowę systemu. - To dziecko zostało zakatowane na śmierć w swoim domu, dzień po wizycie pracownicy społecznej. Już podczas tej wizyty dziecko miało poważne ślady, ale pracownica tego nie zauważyła, bo mama posmarowała dziecku buzię czekoladą, żeby nie było widać siniaków - przypomniała Anna Krawczak.

Najważniejsze jest nauczenie, wymaganie pewnych zachowań i uwrażliwienie na krzywdę dziecka. - Ale mam wrażenie, że nasze radary nie są nastawione na krzywdę dziecka, niespecjalnie chcemy szukać jej śladów. Bo nasze radary są gdzie indziej, nasza uwaga jest w integralności rodziny, we wsparciu rodziny - oceniła rozmówczyni Karoliny Głowackiej.

Wyjaśniła też, że aby być pewnym, czy nie dochodzi do maltretowania w rodzinie, pracownik socjalny może np. poprosić o przewinięcie małego dziecka, by sprawdzić, czy nie ma na jego ciele siniaków, czy innych śladów przemocy.

Jak podkreśliła, dzieci niezwykle rzadko wprost powiedzą, że coś złego się dzieje. - Komunikują to pozawerbalnym zachowaniem, mową ciała, ale też ciałem w rozumieniu bardziej fizycznym, czyli obrażeniami. Chodzi o to,  jak i gdzie tych śladów szukać - podsumowała ekspertka z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem przy Uniwersytecie Warszawskim.

DOSTĘP PREMIUM