"Nie damy się zastraszyć Danielowi Obajtkowi". "Wyborcza" odpowiada na żądania prawnika szefa Orlenu

"Mówimy jasno i wyraźnie: nie zastraszycie nas i nie zamkniecie nam ust, mimo że za Obajtkiem stoi cała machina państwa PiS - prokuratorska, urzędowa i propagandowa" - zapewnia w swoim stanowisku redakcja "Gazety Wyborczej". Szef Orlenu zapowiedział kroki prawne wobec gazety za publikację "taśm Obajtka".
Zobacz wideo

Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen, domaga się od "Gazety Wyborczej" przeprosin, zaprzestania naruszania dóbr osobistych oraz usunięcia materiałów zawierających nieprawdę i wpłaty 200 tys. zł na Polskie Stowarzyszenie Syndrom Tourettea. Złożył już w tej sprawie wezwanie przedsądowe.

To reakcja byłego wójta Pcimia i jego prawników na "taśmy Obajtka", które ujawniła "Wyborcza". Wynika z nich, że obecny prezes Orlenu, przed laty stanowisko wójta Pcimia wbrew prawu łączył z prowadzeniem działalności gospodarczej. Czemu zaprzeczał zeznając pod przysięgą w sądzie. 

Zastępca redaktora naczelnego "GW" Roman Imielski, w opublikowanym dziś stanowisku, ocenia jednoznacznie, że Obajtek i jego prawnicy "chcą zamknąć dziennikarzom usta", by przestali pisać o jego przeszłości i niejasnych interesach.

"Jest to niedopuszczalny nacisk na wolne media - skandaliczna próba cenzury, która w demokratycznym państwie powinna skończyć się dymisją prezesa Orlenu, koncernu kontrolowanego przez państwo. Od publikacji pierwszego materiału z serii 'taśmy Obajtka' prezes Orlenu, w przeszłości wójt Pcimia, po 2015 r. szef Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i koncernu Energa, nie wskazał ani jednego przykładu na nasze rzekome kłamstwa" - podkreśla Imielski. 

"GW" o żądaniach Obajtka i "happeningu" jego prawnika: "Groteskowe widowisko"

W opublikowanym oświadczeniu "GW" krytykuje też działania prawników Obajtka. "Podczas happeningu, który nie przystoi poważnemu prawnikowi ani prezesowi wielkiego koncernu paliwowego, Zaborowski dał nam trzy dni na spełnienie żądań Obajtka. Dopytywany przez dziennikarzy, czy po tym czasie prezes Orlenu pozwie nas do sądu, kluczył. Groteskowe widowisko, które urządził przed naszą redakcją, przypominało raczej PR-wskie wystąpienie rzecznika prasowego prezesa Orlenu, a nie adwokata" - czytamy.

Imielski zwraca uwagę, że adwokat Obajtka nie dowiódł, że gazeta podaje nieprawdziwe informacje. Przyznał też, że to faktycznie prezes Orlenu został nagrany, "czego jego protektorzy do tej pory się wystrzegali". "Oświadczył, że informatorzy „Wyborczej” byli karani, więc są niewiarygodni - jednakże nasi autorzy ani redakcja nigdy nie podali, kto w tej sprawie był lub jest naszym informatorem, a także nie zamierzamy tego zrobić; skąd zatem mec. Zaborowski miałby się tego dowiedzieć?" - pyta zastępca redaktora naczelnego "GW".

Dziennikarz przypomina, że prawnik Obajtka bywa "nagminnie" zatrudniany przez Zbigniewa Ziobro, także w sprawach przeciwko "Wyborczej".  "Reprezentując teraz Obajtka, Zaborowski stoi więc w konflikcie interesów, ponieważ zarzutami dotyczącymi Obajtka zajmowała się i może je badać w przyszłości podległa Ziobrze prokuratura" - przypomina Roman Imielski. 

"Wyborcza": "Nie zastraszycie nas!"

Wicenaczelny "Wyborczej" podkreśla, że jego tytuł nie da się zastraszyć.

"Mówimy jasno i wyraźnie: nie zastraszycie nas i nie zamkniecie nam ust, mimo że za Obajtkiem stoi cała machina państwa PiS - prokuratorska, urzędowa i propagandowa. Nie zastraszycie nas także dlatego, że misją wolnych mediów jest patrzenie ludziom władzy na ręce. "Gazeta Wyborcza" jest nieustannie nękana pozwami, wezwaniami sądowymi, bezpodstawnymi żądaniami sprostowań oraz wysokich kwot z tytułu zadośćuczynienia lub odszkodowania ze strony instytucji i osób z kręgu obecnej władzy. Takich akcji prawnych przeciwko naszej redakcji i wydawcy jest ponad 50. Z tą presją musimy się zmagać, ale mimo tej presji nie ustąpimy" - podsumowuje Imielski. 

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM