Szef komisji ds. pedofilii chce zmian w ustawie i zapewnia: Nie zatrzymujemy się na oburzingu

- W wielu miejscach mamy wątpliwości dotyczące treści tej ustawy, natomiast pracujemy na materiale, który otrzymaliśmy - tak o ustawie powołującej państwową komisję ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii mówił jej przewodniczący. Błażej Kmieciak, który był gościem Karoliny Głowackiej, zapowiadał wniosek o zmiany w przepisach.
Zobacz wideo

Dr hab. Błażej Kmieciak został wybrany na przewodniczącego państwowej komisji do spraw wyjaśniania przypadków pedofilii w lipcu 2020 roku. Jednak jak przyznał na antenie TOK FM, tworzenie urzędu było możliwe dopiero na początku października, a przyjmowanie zgłoszeń - pod koniec listopada. Jak mówił, budowanie nowej instytucji wymagało "setek małych działań". - Choćby utworzenie adresu mailowego nie było łatwe, bo nie było przewidziane w przepisach. Stworzenie zewnętrznej nowej domeny było bardzo trudne - wskazywał. Przyznał też, że w pewnych momentach czuł się osamotniony, choć nie skrytykował żadnej konkretnej instytucji za brak wsparcia. 

W tej chwili komisja poświęca uwagę ponad 40 sprawom, z czego 9 jest monitorowanych na etapie postępowania przygotowawczego czy sądowego. Błażej Kmiecik zapewniał, że każdy zgłoszony przypadek jest dokładnie sprawdzany. - Jeśli widzimy, że hierarcha nie powiadomił organów ścigania, a miał taki obowiązek, zawiadamiamy prokuraturę. Nie jesteśmy tylko listonoszem, możemy dopytywać. Jeśli sprawa utknęła, możemy powiadamiać organ nadrzędny - wyliczał przewodniczący komisji.

Pytany o to, czy komisja - która w związku ze zgłoszonymi sprawami wystąpiła o informacje do sądów biskupich - będzie chciała spotkać się z kościelnymi hierarchami, przypomniał, że ustawa nie daje jemu ani jego współpracownikom możliwości przesłuchiwania biskupów czy przełożonych zakonów. Komisja może ich jedynie zaprosić na spotkanie. 

Co więc może w praktyce zrobić komisja ds. pedofilii? Karolina Głowacka przywoływała słowa Agaty Diduszko-Zyglewskiej, warszawskiej radnej i aktywistki, która stwierdziła, że komisja ma "wybite zęby". Kmiecik się z tym nie zgodził. - Możemy być wrzodem i takie działania podejmujemy. (...) Nie zatrzymujemy się na oburzingu, nasze działania opierają się na formalnych wystąpieniach i kontroli konkretnych czynności. Wskazanie przez komisję błędów doprowadziło do wznowienia postępowania w sprawie ohydnej zbrodni pedofilii rodzica wobec dziecka - podkreślał gość TOK FM. 

Ale jednocześnie szef komisji zadeklarował, że instytucja będzie proponowała istotne zmiany w ustawie określającej sposób jej działania. - Przygotowujemy nasz materiał intensywnie, ustawa nie jest doskonała. Będziemy aktywnym aktorem na scenie zmian w tej ustawie - zapewnił. 

Kim jest Błażej Kmieciak?

Błażej Kmieciak jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, ma doktorat z socjologii prawa, jest też absolwentem resocjalizacji i podyplomowych studiów w zakresie prawa medycznego i bioetyki. Ukończył Szkołę Praw Człowieka organizowaną przez Helsińską Fundację Praw Człowieka i Szkołę Profilaktyki Uzależnień w Warszawie. Ma uprawnienia mediatora, odbywał kursy organizowane przez Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet Georgetown i Organizację Narodów Zjednoczonych dotyczące praktyki w stosowaniu praw dziecka oraz przeciwdziałaniu przemocy wobec dzieci. Przez osiem lat pełnił funkcję Rzecznika Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego, był ekspertem rzecznika praw pacjenta do spraw bioetycznych, a także członkiem Zespołu ds. Ochrony Autonomii Rodziny i Życia Rodzinnego przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Współpracował również z fundacją Ordo Iuris, co wypominała mu Lewica. 

Pytany, czy jest gotów wziąć na siebie ciężar zastrzeżeń i zarzutów, jakie mogą spaść na niego ze strony jego środowiska, zapewniał, że tak. - Nie pracuję z Ordo Iuris od dłuższego czasu, nie mam z fundacją żadnych związków formalnych. Nigdy nie ukrywałem, że jestem osobą wierzącą. Ale dostrzegam dużo więcej błędów, niż osoby, które są poza. (...) Spotkałem osobiście księży, co do których mam wątpliwości, czy powinni być dopuszczeni do jakichkolwiek święceń - stwierdził.

Jak dodał: "W ciągu ostatnich dwóch tygodni spadły na mnie  takie kalumnie, że jak dojdą kolejne, to jako osoba niedowidząca na pewno ich nie dostrzegę". Chodzi o doniesienia "Gazety Wyborczej" na temat kosztów dojazdów Kmieciaka do pracy, które - wedle szacunków przywołanych w artykule - mogą sięgać 10 tys. zł miesięcznie. 

DOSTĘP PREMIUM