Trzecie podejście do przesłuchania sędziego Tulei. "Każdy scenariusz jest możliwy, nawet spektakularne kino akcji"

W najbliższy piątek prokuratura chce przesłuchać Igora Tuleyę. Będzie to już trzecia próba, bo na dwa poprzednie terminy sędzia się nie stawił. Podobnie ma zrobić i tym razem. - Każdy scenariusz jest możliwy, nawet takie spektakularne kino akcji ze sceną, w której jestem zatrzymywany. Ale spokojnie, mam 51 lat i jak na swój wiek, jestem niesamowicie sprawny - mówił w TOK FM Tuleya.
Zobacz wideo

Igor Tuleya, mimo orzeczenia Sądu Apelacyjnego o tym, że jest sędzią i jego immunitet nie został uchylony, wciąż nie może wrócić do pracy w Sądzie Okręgowym w Warszawie, bo taka jest decyzja prezesa tego sądu Piotra Schaba. W poniedziałek pełnomocnik sędziego Tulei złożył zatem - w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Żoliborza, w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych - wniosek o zabezpieczenie. - Domagamy się dopuszczenia mnie do służby sędziowskiej - powiedział w TOK FM Igor Tuleya. - Sędzia również jest obywatelem i ma takie samo prawo, jak każdy inny, dochodzić swoich roszczeń przed sądem pracy - dodał. 

Sprawa może okazać się nieco skomplikowana. Tuleya podkreślił, że jego wniosek trafił do sądu pracy, który powinien go "niezwłocznie rozpoznać". Z drugiej strony zauważył jednak, że Sąd Rejonowy może chcieć wyłączyć się z tej sprawy, ponieważ jest podległym Sądowi Okręgowego i jego prezesowi, który jest po drugiej stronie całego tego sporu. 

- Sytuacja jest dość niezręczna. Sędziowie rejonowi pewnie kojarzą osobę prezesa Sądu Okręgowego i myślę, że ze względu na konflikt interesów niekoniecznie sędzia rejonowy będzie chciał rozpoznawać mój wniosek, ale może się mylę - mówił Tuleya. Jeśli stałoby tak, jak przypuszcza, sprawa prawdopodobnie trafi do innego sądu, który nie podlega Sądowi Okręgowemu w Warszawie.

Trzecie wezwanie do prokuratury

Przypomnijmy krótko, w listopadzie ubiegłego roku Izba Dyscyplinarna ogłosiła, że uchyla immunitet Igora Tulei. Stało się to na wniosek prokuratury, która zarzuca sędziemu ujawnienie informacji ze śledztwa oraz danych i zeznań świadka, które naraziły bieg postępowania. Chodziło o postępowanie ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej z 16 grudnia 2016 roku.

Tuleya już dwukrotnie był wzywany na przesłuchanie do prokuratury i dwukrotnie się nie stawił. W najbliższy piątek - 12 marca - wezwany jest ponownie. Przesłuchanie miałoby się odbyć o godzinie 14. Pół godziny wcześniej natomiast konferencję prasową przed siedzibą prokuratury zapowiada Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia. - Oczywiście stawię się na tej konferencji, ale do budynku prokuratury nie wejdę - zapowiedział w TOK FM Tuleya.

Prowadzący audycję Mikołaj Lizut dopytywał, co się stanie, jeśli funkcjonariusze postanowią wyjść, zatrzymać sędziego i po prostu doprowadzić go na to przesłuchanie siłą. - Każdy scenariusz jest możliwy, nawet takie spektakularne kino akcji ze sceną, w której jestem zatrzymywany. Ale spokojnie, mam 51 lat i jak na swój wiek, jestem niesamowicie sprawny. Będę po cywilnemu, bez togi, wiec dość sprawnie mogę się przemieszczać i uda mi się zniknąć w odpowiednim momencie - żartował sędzia.

Tuleya przyznał, że w całej tej sprawie "czuje się jak bohater 'Procesu' Kafki". - Jestem ścigany za coś, co nie jest przestępstwem. Coś, co nie jest sądem, uchyliło mój immunitet i teraz prokuratura chce mnie zmusić do czynności przesłuchania w charakterze podejrzanego - dziwił się. 

Dopytywany na koniec, co się wydarzy, jeśli wspomniany wcześniej sąd pracy stanie po jego stronie - Tuleya zapowiedział, że wtedy uda się do prezesa Sądu Okręgowego i będzie się domagał przywrócenia do pracy.

- Z tego, co kojarzę, niezastosowanie się do takiego zabezpieczenia wiąże się z tym, że sąd pracy może finansowo zmuszać pracodawcę, żeby się jednak zastosował - powiedział sędzia. - Jeżeli rozstrzygnięcie sądu pracy byłoby nierespektowane przez moich zwierzchników, to musiałbym złożyć zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa z artykułu 218 paragraf 1a Kodeksu karnego, który mówi o tym, że prawa pracownicze po prostu nie są respektowane, a wręcz wygląda to na mobbing - dodał. 

DOSTĘP PREMIUM