Media wciąż bez kobiet. "Trafiliśmy na program, w którym duchowni byli częściej niż kobiety"

Trafiliśmy na program, który nie był ujęty w badaniu, prowadzony przez bardzo znanego dziennikarza. W ciągu pół roku kobieta gościła w nim trzy razy, a prymas Polski - cztery razy - przyznał w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" Paweł Prus z Instytutu Zamenhofa, który zbadał obecność kobiet w mediach.
Zobacz wideo

Chodzi o obecność kobiet w programach publicystycznych w radiu i w telewizji. W raporcie "Media bez kobiet" analizowane są dwa okresy - oba związane są ściśle z wydarzeniami z końcówki ubiegłego roku, kiedy Trybunał Julii Przyłębskiej za niekonstytucyjną uznał jedną z przesłanek do przeprowadzenia aborcji. W pierwszym rzucie badano okres między 22 października a 1 listopada, czyli tuż po wyroku, a w drugim - między 19 a 29 listopada. 

Nikola Bochyńska z Instytutu Zamenhofa, która gościła w audycji Piotra Maślaka, przyznała, że nie był to łatwy czas do analizy, choć jednocześnie wydawał się bardzo ciekawy, m.in. w związku z ogólnokrajową dyskusją i licznymi protestami na ulicach miast. 

Z raportu wynika, że w pierwszym badanym okresie proporcje były niemal wyrównane - mężczyźni stanowili 54 proc. ogółu gości. Jednak już cztery tygodnie później sytuacja okazała się diametralnie inna, a w programach i audycjach publicystycznych tylko w 21 proc. przypadków zapraszane były kobiety. - Nawet nas zaskoczyły te wyniki. Widzieliśmy oczywiście pojedyncze programy, w których byli tylko mężczyźni, ale nie spodziewaliśmy się, że skala jest aż taka - przyznała Bochyńska. 

Efekt chwili

Paweł Prus przyznał, że pierwotny zamysł zakładał tylko jedną odsłonę badania. - Ale w ciągu pierwszych 10 dni po wyroku zauważyliśmy pewną prawidłowość - media, które początkowo w ogóle nie zapraszały kobiet - a były takie programy, w których sześciu panów dyskutowało o prawach kobiet - pod wpływem krytyki po tygodniu zaczynały zapraszać tylko kobiety. Więc wychodziła równowaga - relacjonował Prus. Dlatego postanowiono badanie powtórzyć za cztery tygodnie, by sprawdzić, czy ta względna równowaga to trwała tendencja. Okazało się, że był to efekt chwili. - Gdy presja społeczna spada, kobiety znikają z anteny, wracają te same twarze, ci sami mężczyźni - mówił gość Piotra Maślaka.

Jak z braku kobiet na antenie i w eterze tłumaczyli się mężczyźni - gospodarze programów? - Odpowiadali, że przyjmują argumenty, że kobiety są ważne w dyskusji, ale w polityce jest więcej mężczyzn i to mężczyźni zajmują bardziej eksponowane stanowiska. Tyle że w przypadku publicystek można przecież zachować proporcje - wskazywała Bochyńska. Przywoływała również opinie mężczyzn, którzy przekonują, że są przeciw sztucznemu kreowaniu zmian społecznych i narzucaniu czegokolwiek - zwłaszcza tego, kogo zapraszać, ponieważ liczy się wiedza, a nie płeć. 

- Ci, którzy czuli się współwinni, racjonalizowali to. Mówili, że to nie ich wina, że w rządzie jest jedna kobieta. Ale gdy spojrzeć na to, kogo zapraszają do programów, to są to posłowie z piątego szeregu, publicyści i naukowcy, a więc osoby łatwo zastępowalne. Nie w każdym programie publicystycznym gości szef resortu. Co innego jest w wyjaśnieniach, co innego w codziennej praktyce, która sprowadza się często do błahych i powierzchownych rozmów - wskazywał Paweł Prus. 

Duchowni częściej niż kobiety

Goście TOK FM przyznali również, że badanie pokazało, jak wielki problem mają w tej kwestii media publiczne. - W radiu w czołowych programach publicystycznych na 10 zaproszonych mężczyzn pojawia się jedna kobieta - wskazywał Prus. Jednocześnie przyznał, że podobne problemy pojawiają się w stacjach komercyjnych - tam jednak znacznie trudniej dostrzec systemową nierównowagę, a brak kobiet może mieć związek z danym prowadzącym czy wydawcą. 

- W jednej z ogólnopolskich stacji komercyjnych trafiliśmy na program, który nie był ujęty w badaniu, a prowadzony przez bardzo znanego dziennikarza, który raz w tygodniu dokonuje podsumowania wydarzeń na antenie radiowej i który zaprasza kobietę raz na dwa-trzy miesiące. W ciągu pół roku kobieta była trzy razy, a prymas Polski był 4 razy. Pomyślałem, że ewidentnie coś nie gra, skoro duchownych widzę częściej niż kobiety - mówił Prus. 

Rozmówcy Piotra Maślaka przyznali, że celem raportu było sprowokowanie dyskusji. - Okazało się, że wielu dziennikarzy wstecznie sprawdza swoje programy, bo sami nie byli świadomi, jakie to są proporcje. I okazuje się, że nawet ci, którzy myśleli, że mają równowagę, jak policzyli, okazało się, że kobiet jest mniej - dodali. 

DOSTĘP PREMIUM