Więzień w izolatorium nie może użyć własnego długopisu. "Wiemy, że są duże ogniska zakażeń w niektórych jednostkach"

Więźniowie, którzy trafiają do izolatoriów, skarżą się, że nie mogą używać swojej bielizny, odzieży czy czajników. Służba Więzienna tłumaczy, że możliwość przenoszenia się zakażeń należy zdecydowanie przecinać. Choć oficjalnie choruje tylko 0,16 proc. więźniów, to jednak do biura RPO docierają informacje o ogniskach zakażeń.
Zobacz wideo

Epidemia koronawirusa nie omija więzień - część osadzonych choruje, a wszyscy muszą stosować się do szeregu restrykcji sanitarnych. Jolanta Nowakowska, zastępca dyrektora Zespołu ds. Wykonywania Kar w biurze RPO, podała na antenie TOK FM, że do rzecznika wpłynęło od marca 2020 roku, czyli od początku epidemii w Polsce, 800 skarg od więźniów. Poruszano w nich trzy zasadnicze kwestie. 

- Istotne było bezpieczeństwo zdrowotne. Rodziło się pytanie, jak zminimalizować zagrożenie epidemiczne w więzieniach - mówiła Nowakowska. - Inny problem to relacje ze światem zewnętrznym więźniów, co zrobić, by więźniowie pozostali w relacjach z bliskimi w obliczu wstrzymania bezpośrednich widzeń. Trzeci, bardzo ważny, to bezpieczeństwo osobiste osób pozbawionych wolności - dodawała. 

Jak mówiła gościni TOK FM, reagowanie na COVID-19 w zakładach karnych jest bardzo trudne. - Jest to bardzo duże zgromadzenie osób w jednym miejscu, mamy ok. 70 tys. więźniów i nieco ponad 100 jednostek penitencjarnych - zaznaczała. Zwracała uwagę, że więzień nie da się zamknąć całkowicie, a ruch odbywa się w nich cały czas. Z zewnątrz przychodzą funkcjonariusze Służby Więziennej, do cel trafiają nowi osadzeni, niektórzy wymagają leczenia poza zakładami karnymi, a potem do nich wracają.

Przyznała również, że biuro RPO nie ma szczegółowych danych odnośnie liczby zakażeń w więzieniach, jednak Służba Więzienna informuje, że odsetek zakażonych więźniów wynosi jedynie 0,16 proc. - Ale wiemy o tym, że są duże ogniska zakażeń w niektórych jednostkach penitencjarnych, są chorzy na COVID-19 więźniowie. To oznacza, że dochodzi do naruszeń reżimu sanitarnego - zaznaczyła Nowakowska. 

Opowiadała, że ograniczenia w więzieniach dotyczą nie tylko widzeń, ale też pracy, którą przed pandemią niektórzy więźniowie wykonywali poza zakładami karnymi. Poza tym ograniczone są nabożeństwa, zajęcia kulturalne i sportowe, a więźniowie objęci kwarantanną nie wychodzą na spacery. - Ograniczenia są bardzo dotkliwe dla więźniów, choć muszę powiedzieć, że rok temu spotykaliśmy się z dużym zrozumieniem wśród więźniów, jak i ich rodzin - przyznała. - Czym dłużej taka sytuacja trwała, pojawiało się coraz więcej frustracji - dodała. 

Prowadzący Mikołaj Lizut zwracał uwagę, że wiele skarg do RPO napłynęło z Aresztu Śledczego w Bytomiu i Zakładu Karnego w Potulicach, gdzie oskarżeni skarżyli się, że nie mogą nawet korzystać z przyborów piśmienniczych. - Nie do końca jest to dla nas zrozumiała sytuacja - przyznała Nowakowska. Jak wyjaśniła, w obu tych jednostkach funkcjonują izolatoria, do których trafiają zakażeni koronawirusem więźniowie. 

- Otrzymujemy taką informację od Służby Więziennej, że żeby absolutnie przeciąć możliwość przenoszenia się zakażeń, trzeba wprowadzać bardzo rygorystyczne ograniczenia. Więźniowie mówią, że nie mogą posiadać własnej bielizny, odzieży, czajnika do gotowania wody - wymieniała. Dodawała, że więźniowie nie mogą nawet powiadomić bliskich, że są przewożeni do izolatorium w Bytomiu albo Potulicach. Na koniec przekazała jeszcze, że RPO zwracał się do Służby Więziennej z prośbą o rozważenie możliwości przywrócenia widzeń, w szczególnym reżimie sanitarnym. 

DOSTĘP PREMIUM