Dlaczego prokuratura wzięła na cel sędziów SN? "Ziobro postanowił zachować się jak dziecko, które będzie musiało oddać swoją zabawkę"

- Kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości zdaje sobie sprawę, że Izba Dyscyplinarna niebawem będzie musiała przestać istnieć - mówił w TOK FM Bartłomiej Przymusiński. Dlatego śledczy przygotowali wniosek ws. trzech sędziów SN. Wśród nich jest prof. Włodzimierz Wróbel, który był kandydatem na prezesa Sądu Najwyższego. - Gdyby nie był kontrkandydatem Małgorzaty Manowskiej, to mógłby spać spokojnie - uważa rzecznik Iustitii.
Zobacz wideo

Prokuratura Krajowa wystąpiła o uchylenie immunitetów trzem sędziom Sądu Najwyższego, którzy, jak twierdzi PK, doprowadzili do bezprawnego pobytu dwóch osób w zakładach karnych. Chodzi o sędziów Włodzimierza Wróbla, Andrzeja Stępkę i Marka Pietruszyńskiego. Jak wyjaśniał w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u sędzia Bartłomiej Przymusiński, w całej sprawie chodziło o to, że Sąd Najwyższy orzekał w sprawach kasacyjnych i zdecydował, że osoba skazana została uniewinniona bądź zmniejszono jej karę i powinna zostać zwolniona z więzienia. Tak się jednak nie stało (stąd zarzut, że sędziowie mieli spowodować bezprawne pozbawienie wolności). 

Dlaczego osoby te dalej przebywały w więzieniu? Jak mówił Przymusiński, "sprawę zaniedbali  pracownicy sekretariatu, którzy zostali ukarani dyscyplinarnie jeszcze kilka lat temu".

- Natomiast teraz prokuratorzy wyciągnięci z jakichś prokuratur rejonowych na najwyższy szczebel stwierdzili, że za to trzeba oskarżyć sędziów, choć to nie oni odpowiadali za ten błąd - dodał rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Ziobro "siedzi w błocie, chlapie i krzyczy: to jest moja zabawka, nie oddam jej"

Według sędziego Przymusińskiego sprawa sprzed lat to "pretekst do tego, by pan Ziobro mógł przypomnieć o sobie i o swoim karykaturalnym przedsięwzięciu, jakim jest Izba Dyscyplinarna" Sądu Najwyższego. To jej istnienie podważył już TSUE, to właśnie ta izba uchyliła immunitet m.in. sędziemu Igorowi Tulei.

- Myślę, że kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości zdaje sobie sprawę z tego, że ta izba niebawem będzie musiała przestać istnieć. I teraz minister Zbigniew Ziobro postanowił zachować się tak, jak dziecko, które będzie musiało oddać swoją zabawkę. Siedzi w błocie, chlapie i krzyczy: to jest moja zabawka, nie oddam jej - komentował rzecznik Iustitii.

Gość TOK FM zwrócił też uwagę na działania dotyczące członków izb powołanych za czasów PiS, jakich dokonuje stojąca od maja 2020 r. na czele Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska.

Zdaniem Bartłomieja Przymusińskiego w całej sprawie chodzi też o to, by osoby powołane wadliwie na stanowiska sędziowskie - głównie do Izby Dyscyplinarnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej - przenosić do innych izb Sądu Najwyższego. Jak mówił, prezes Małgorzata Manowska już takie ruchy robi. - Ostatnio przeniosła kogoś z Izby Kontroli Nadzwyczajnej, a wczoraj zobaczyliśmy, że do tej izby ogłaszany jest konkurs przez prezydenta - wyliczał rozmówca Piotra Maślaka. 

Sędzia zwracał uwagę, że takie działanie może spowodować paraliż działania Sądu Najwyższego, bo sędziowie powołani jeszcze przez poprzednią Krajową Radę Sądownictwa mogą nie chcieć orzekać z tymi powołanymi już przez neo-KRS.

Czym podpadł sędzia Wróbel?

Na koniec rzecznik Iustitii podkreślił, że immunitet - który teraz chce się odebrać trzech sędziom SN - ma "bronić przed politycznymi naciskami".

- Dziś nikt nie ma wątpliwości, że działania prokuratury są na wskroś polityczne. Gdyby sędzia prof. Wróbel nie był kontrkandydatem Małgorzaty Manowskiej na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, to myślę, że mógłby dziś spać spokojnie, gdyby zaczął ją popierać, a nie jej przeszkadzać - podsumował  Bartłomiej Przymusiński.

Prof. Włodzimierz Wróbel zdobył największe poparcie sędziów SN, spośród kandydatów na stanowisko I Prezesa Sądu Najwyższego. Małgorzata Manowska (do SN awansowała za czasów władzy PiS) zdobyła dwa razy mniej głosów. Ale to ją prezydent Andrzej Duda wybrał na stanowisko szefowej SN.

Wcześniej - poprzednicy Dudy - zawsze wybierali kandydatów, którzy cieszyli się największym poparciem sędziów zasiadających w Sądzie Najwyższym.

DOSTĘP PREMIUM