Dziennikarka zaskarżyła Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu

Dziennikarka tygodnika "Polityka" Ewa Siedlecka zaskarżyła Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zarzuca polskim władzom naruszenie jej wolności osobistej, prawa do wolności słowa i prawa do zgromadzeń.
Zobacz wideo

Sytuacja, na którą poskarżyła się dziennikarka miała miejsce w 2017 roku. Była to kontrmiesięcznica smoleńska - jedna z pierwszych po wejściu w życie nowego prawa dotyczącego zgromadzeń cyklicznych, które zakazywało organizowana w bliskiej odległości innych zgromadzeń.

Kontrmiesięcznica była organizowana przez Obywateli RP. W pewnym momencie część osób usiadła na ziemi. Siedlecka była wśród nich. Na antenie TOK FM podkreślała, że "nie robiła tego po to, by blokować pochód smoleński, ale po to, by wyrazić swój sprzeciw wobec niekonstytucyjnego prawa".

- Było nas kilkaset osób, które po kolei były wynoszone na podwórko w pobliżu ulicy Miodowej. Tam byliśmy przetrzymywani jakieś dwie i pół godziny. Policja zrobiła typowy już dziś kocioł - wspominała dziennikarka. 

- Nie ma takiego trybu, żeby człowieka pozbawiać wolności w celu legitymowania - przekonywała. Ta czynność, jak mówiła, może trwać pięć do dziesięciu minut, jeśli są jakieś komplikacje. W jej przypadku, co podkreśliła, komplikacji "nie było żadnych". - Pokazałam legitymację prasową, potem dowód, zostałam spisana. To wszystko - podała. 

Po tym wydarzeniu złożyła skargę. Poskarżyła się, jak mówiła w rozmowie z Adamem Ozgą, bezpośrednio na konstytucję, która mówi, iż każdemu, kto zostanie bezprawnie pozbawiony wolności należy się odszkodowanie. 

- Najpierw poskarżyłam się do sądu, nie żądając oczywiście żadnego odszkodowania. Sąd powiedział, że nie zostałam pozbawiona wolności bezprawnie, bo byłam legitymowana, a nie jest nigdzie powiedziane, jak długo policja może to robić - opowiadała Siedlecka. - To było rozstrzygnięcie takie, którego nie można było skarżyć już w Polsce, więc poszłam do Strasburga - dodała.

W ocenie dziennikarki, jej skarga ma istotne znacznie z punktu widzenia zachowania policji, które obserwujemy również dziś. - Czasem policja wiezie osoby na komendę po to, by je wylegitymować i pozbawia wolności na co najmniej kilka godzin (...). To stało się problemem systemowym. Dlatego uważam, że to będzie ważne, co powie Strasburg - podsumowała. 

Na razie nie wiadomo, kiedy trybunał zajmie się sprawą. 

DOSTĘP PREMIUM