Dlaczego kupując jajka, przyczyniamy się do śmierci 37 mln piskląt rocznie? "To okrutny i bezsensowny system"

- Małe koguciki są zabijane po kilkunastu czy kilkudziesięciu godzinach życia. Ten system jest okrutny i bezsensowny - o tym, że nawet kupując jajka "zerówki", przyczyniamy się do śmierci piskląt, Małgorzata Wołczyńska rozmawia z Cezarym Wyszyńskim z fundacji Viva.

Jak alarmuje Fundacja Viva! Akcja Dla Zwierząt, w Polsce zabija się ok. 37 milionów piskląt rocznie tylko dlatego, że urodziły się samcami.

O tym, dlaczego tak się dzieje i co można zrobić, aby uniknąć tego okrutnego procederu, w TOK FM mówił prezes fundacji Cezary Wyszyński. - Małe koguciki są zabijane po kilkunastu czy kilkudziesięciu godzinach życia. To są koguciki, które się wykluwają z jajek w momencie, kiedy trzeba odnawiać stado kur nieśnych - opowiadał Wyszyński, dodając, że wyklute kurczaki trafiają na taśmę, gdzie pracownicy, tzw. sekserzy sprawdzają ich płeć i kierują kurczaka albo na fermę, jeśli jest kurką, albo do zmielenia żywcem, jeśli jest kogucikiem.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Brutalne metody eliminacji niechcianych kurcząt

Dlaczego stosuje się tak brutalne i drastyczne metody pozbywania się małych kurczaków płci męskiej? - Kura płci żeńskiej trafia do hali, gdzie jest hodowana na jajka, natomiast kogut nie będzie składał jaj, a ponieważ jest z rasy nieśnej, to nie będzie w stanie wystarczająco szybko rosnąć, wystarczająco opłacalnie - mówił gość TOK FM.

Wyszyński dodał, że istnieją również inne metody eliminacji niechcianych kurczaków - gazowanie, ale też nie są one humanitarne, bo nie wszystkie zwierzęta umierają szybko i bezboleśnie. - Okazuje się, że część z nich zachowuje świadomość i cały ten proces gazowania przeżywa i musi zostać ponownie wrzucone do komory - mówił prezes fundacji Viva.

Jak dodał, czasami te małe kurczaki po prostu zamyka się w plastikowych kontenerach na śmieci i czeka się na ich śmierć. Potem są albo wyrzucane, albo przerabiane na karmę dla innych zwierząt.

Jest nadzieja na lepszy los kurcząt

Okazuje się, że istnieje rozwiązanie mniej drastyczne i jest stosowane w innych krajach, m.in. w Niemczech czy Francji. - Wdrażane są metody rozpoznawania płci już w jajku, żeby można wiedzieć, zanim zwierzę się wykluje i żeby te zwierzęta nie musiały przychodzić na świat tylko po to, żeby zostać zabite i potraktowane jak śmieci - opowiadał rozmówca Małgorzaty Wołczyńskiej.

Według Cezarego Wyszyńskiego pozytywną stroną w masowej hodowli kur jest to, że metody rozpoznawania płci przed wykluciem piskląt już istnieją, ale czeka nas długa droga, by namówić przemysł do ich stosowania, bo do przemysłu przemawiają głównie względy opłacalności. Jak dodał, pomóc mogłyby przepisy zakazujące zabijania kogucików, ale to w polskich warunkach nie dzieje się zbyt szybko.

Jaja "zerówki" tak, ale to nie wystarczy

Prezes Fundacji Viva mówił o tym, co możemy zrobić, jeśli chcemy poprawić los kur. W jakimś stopniu przyczyniamy się do poprawy losu kur, wybierając jaja ekologiczne, tzw. "zerówki". - Na pewno trzeba zaznaczyć, że kury, które składają jaja z numerem 0 są w dużo lepszej sytuacji niż pozostałe kury, natomiast również one, kiedy przestają się nieść, są kierowane do ubojni i są zabijane. Kury "zerówki" żyją w lepszych warunkach, ale kończą tam, gdzie kończą wszystkie kury - tłumaczył Wyszyński.

Na stronie stopklatka.org można podpisać petycję na rzecz zakazu mielenia żywcem i gazowania piskląt oraz wspierania metod rozpoznawania płci w jajach.

DOSTĘP PREMIUM