Lekarze na celowniku. "Jeśli komuś należy ograniczyć występy w mediach, to prof. Horbanowi"

Lekarze, którzy w mediach opowiadają Polakom o pandemii koronawirusa i często nie boją się krytykować działań władzy, zaczynają mieć problemy w związku ze swoją aktywnością. Za absurdalne uznały zarzuty pod adresem Pawła Grzesiowskiego i Bartosza Fiałka Renata Kim i Joanna Miziołek.
Zobacz wideo

Najpierw dr Paweł Grzesiowski został wezwany do złożenia zeznań przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej. Skargę na znanego m.in. z obalania fake newsów dotyczących pandemii koronawirusa oraz szczepień lekarza złożył pełniący obowiązki szefa GIS Krzysztof Saczka. W niedzielę okazało się, że dr Bartosz Fiałek został wezwany do Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej w Bydgoszczy, bo pisał o pozytywnych objawach poszczepiennych.

Obaj lekarze są bardzo aktywni w mediach, między innymi są częstymi gośćmi w TOK FM.

Renata Kim z "Newsweeka" przypominała, że takie osoby, jak m.in. Grzesiowski i Fiałek wykonują gigantyczną pracę go godzinach, żeby się dokształcić na temat pandemii i prostym, zrozumiałym językiem wyjaśniać jej zagadnienia w mediach.

– Siadają po ciężkich dyżurach i studiują koronawirusa. Robią to za darmo, z poczucia obowiązku. (…) Bartosz Fiałek nie ukrywał nigdy swoich poglądów na to, jak państwo nie radzi sobie z pandemią. Potrafił chwalić słuszne ruchy, ale bezlitośnie krytykował władzę, jeśli jego zdaniem podejmowała decyzje nietrafione, czy wręcz głupie – mówiła w Poranku Radia TOK FM. Przypomnijmy, tylko ostatnio Fiałek na naszej antenie krytykował zamieszanie związane ze szczepieniami osób w wieku 40+. 

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Zdaniem Kim ten konkretny wpis o reakcjach poszczepiennych to tylko pretekst, żeby zdyscyplinować lekarza. - Kiedy dowiedziałam się, że został wezwany przed oblicze rzecznika, to pomyślałam sobie, że to wydarzenie z tej samej serii co grożenie doktorowi Grzesiowskiemu. Obawiam się, że nie trzeba szukać sensu w wezwaniu za ten wpis, tylko to jest po prostu próba zastraszenia lekarza, który uczy Polaków jak sobie radzić z pandemią i koronawirusem - wyjaśniła swój punkt widzenia dziennikarka. 

Co może mówić doradca premiera? Krytyka pod adresem prof. Horbana

Joanna Miziołek oceniła, że zarzuty wobec popularnych lekarzy, który wykonali mnóstwo ciężkiej pracy, żeby np. oswajać ludzi ze szczepieniami, to "absurdalne i totalnie niezrozumiałe posunięcia". - Pozbawianie praw do wykonywania zawodu dra Grzesiowskiego, który klarownie tłumaczy zawiłości pandemii? - pytała retorycznie.

Dziennikarka uważa, że to wypowiedzi zupełnie innego lekarza powinny zwrócić uwagę. - Jeśli komukolwiek należałoby ograniczyć występy w mediach, to przede wszystkim profesorowi Andrzejowi Horbanowi. Czasami ma on takie wypowiedzi, że włos się jeży na głowie - uważa dziennikarka "Wprost". Jak dodała, "w samym rządzie też pojawiają się głosy", że głównemu doradcy premiera Morawieckiego ds. COVID-19 powinno się "zamknąć możliwość wychodzenia do mediów".

Praktycznie każda wypowiedź w mediach prof. Andrzeja Horbana wzbudza nie tylko duże zainteresowanie, ale też zmusza decydentów do zabierania głosu. Ostatnio mówił między innymi, że jeśli przed Wielkanocą przez trzy dni z rzędu będzie ponad 30 tys. nowych przypadków, to należy "zamknąć Polskę".  Apelował też o wprowadzenie zakazu przemieszczenia się i godziny policyjnej. Słowa Horbana często musiał prostować czy korygować minister zdrowia Adam Niedzielski – tak jak w przypadku obowiązku noszenia w przestrzeni publicznej tylko maseczek chirurgicznych.

DOSTĘP PREMIUM