Wiceminister Soboń komentuje sprawę kontrowersyjnych wydatków PGG. "Dyskusja toczy się wokół roboczego dokumentu"

Wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń skomentował kontrowersje wokół wydatków Polskiej Grupy Górniczej, na nowe światło rzuciło śledztwo reporterów TOK FM. Jak zapewnił Soboń, resort zamierza "zgodnie z prawem" wyjaśnić nieprawidłowości. Jednocześnie stwierdził, że cała dyskusja toczy się wokół "roboczego dokumentu", a resort nie ma dzisiaj wiedzy o tym, w jaki sposób "projekt audytu trafił do opinii publicznej".
Zobacz wideo

Dziennikarskie śledztwo reporterów TOK FM rzuciło nowe światło na kontrowersje, jakie narosły w związku z miliardowymi wydatkami największego górniczego pracodawcy w Europie. Polska Grupa Górnicza, która w 2020 roku przyniosła 2 mld zł strat, utrzymuje gigantyczną administrację. W lutym na biurko Rady Nadzorczej PGG trafił audyt kosztów działania Grupy, który ma wskazywać liczne nieuzasadnione ekonomicznie wydatki. Co więcej, PGG dostaje od państwa miliard złotych wsparcia, a w tle jest przypadek zastraszania pracownika, który odważył się publicznie pytać o wydatki Grupy. 

Jak mówił reporterowi TOK FM Szymonowi Kępce wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń, kontrowersje wokół Polskiej Grupy Górniczej resort planuje wyjaśnić "zgodnie z prawem". - Audyt, który został zlecony przez radę nadzorczą, zarówno audyt prawny jak i audyt finansowy, musi zostać przez radę odebrany i rozliczony. Tak się nie stało - zaznaczał Soboń. - Cały czas jesteśmy na etapie, na którym zarząd, który nie przyjmuje do wiadomości tego audytu, odpowiada na pytania poszczególnych członków rady nadzorczej - dodawał. 

- W momencie, w którym ten audyt zostanie przyjęty i będzie można mówić o dokumencie, z którego należy wyciągnąć wnioski, to oczywiście Ministerstwo Aktywów Państwowych takie wnioski będzie wyciągać - zapewniał. - Najpierw on musi zostać przez radę nadzorczą przyjęty, odebrany, rozliczony, zapłacony. Tak się nie stało. Cały czas mówimy o procesie, w którym wiedza wynikająca z audytu jest konfrontowana z informacjami, które są przekazywane przez spółkę - podkreślał. Wiceminister stwierdził, że cała dyskusja toczy się wokół "roboczego dokumentu", a resort nie ma dzisiaj wiedzy o tym, w jaki sposób "projekt audytu trafił do opinii publicznej". 

Soboń utrzymywał również, że z informacji, które resort otrzymał od zarządu spółki, wynika, że zastraszanie pracownika PGG "nie miało miejsca". - Jeśli taka sytuacja miałaby miejsce, to nie powinna się wydarzyć i osoby, które są za to odpowiedzialne, powinny ponieść konsekwencje. Tylko według mojej wiedzy taka sytuacja nie miała miejsca - powiedział wiceminister. 

DOSTĘP PREMIUM