Dziemianowicz-Bąk po kontroli poselskiej ws. szczepień: Całe zarządzanie odbywa się "na gębę", Dworczyk niczego nie podpisuje

- Jeśli minister Michał Dworczyk nie potrafi zarządzać systemem szczepień tak, by podlegał on społecznej czy politycznej kontroli, to tę odpowiedzialność powinien przejąć na siebie parlament - uważa posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Polityczka wraz z Małgorzatą Prokop-Paczkowską przeprowadziła kontrolę poselską w związku z realizacją Narodowego Programu Szczepień.
Zobacz wideo

Jak tłumaczyła w Pranku Radia TOK FM Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanki chciały dowiedzieć się, "kto stoi za chaosem, który powstał 1 kwietnia w związku z nagłym i niezapowiedzianym uruchomieniem szczepień dla grupy 40 plus". Polityczki prosiły więc urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o udostępnienie dokumentów, decyzji i protokołów z posiedzeń zespołu ds. szczepień, w szczególności posiedzenia z 31 marca, które miało decydować o otwarciu systemu dla nowej grupy chętnych na szczepienia. 

- Nasza kontrola wykazała, że tak naprawdę całe zarządzanie Narodowym Programem Szczepień odbywa się "na gębę". Nie ma protokołów z posiedzeń zespołu, decyzje są przekazywane ustnie. Minister Dworczyk niczego nie podpisuje; do żadnej decyzji się nie przyznaje, spotkania nie są protokołowane. Nawet nie jest znany stały skład zespołu, który podejmuje decyzje dotyczące szczepień - wyliczała posłanka w rozmowie z Maciejem Głogowskim.

Dziennikarz zacytował komentarz rzecznika rządu. Piotr Müller w mediach społecznościowych wytknął posłance, że nie rozróżnia Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego od zespołu roboczego koordynującego realizację programu szczepień. Grupa ta, jak pisał, "ma charakter wdrożeniowy i techniczny".

Zdaniem Dziemianowicz-Bąk rzecznik rządu stara się po prostu odwrócić uwagę opinii publicznej od problemu. - Przekazuję panu ministrowi, że kontrolowałyśmy Narodowy Program Szczepień i nasze wnioski dotyczą zespołu, który podejmuje decyzje o otwieraniu systemu szczepień dla kolejnych roczników - podkreśliła. I dodała: "Nic nie jest protokołowane. Nie ma nagrań z posiedzeń".

- A grupa, którą pan minister (Müller) określa jako "techniczna i wdrożeniowa" to jest de facto ta grupa, która (...) decyduje o tym, że szczepieni będą 40-latkowie, a nie na przykład cukrzycy. Ja nie nazwałabym tej grupy "techniczną" - stwierdziła.

"Opinia publiczna powinna mieć możliwość rozliczenia odpowiedzialnych"

Maciej Głogowski pytał swoją rozmówczynię, dlaczego - w jej opinii - tak ważne jest, by zespół zajmujący się szczepieniami, pozostawiał ślady swojej pracy.

- Po pierwsze, to jest "abc" każdego zarządzania kryzysowego. Chodzi o to, by grupa, która podejmuje decyzje, mogła je później odtworzyć, wyciągać wnioski, korygować błędy i mieć po prostu historię swojego działania, móc się na niej uczyć, a nie podejmować decyzje chaotycznie - argumentowała polityczka.

- Po drugie, kiedy pandemia minie, szczepienia zostaną zrealizowane, to opinia publiczna powinna mieć możliwość rozliczenia osób odpowiedzialnych za realizację tego programu. Powinniśmy mieć możliwość oceny, co zostało wykonane dobrze, a co źle i kto za to odpowiada. Brak śladu na piśmie to droga ucieczki przed odpowiedzialnością - dodała.

Na koniec Dziemianowicz-Bąk wskazała, że jeśli minister Michał Dworczyk, który jest pełnomocnikiem rządu ds. szczepień, "nie potrafi zarządzać tym systemem tak, by on podlegał jakiejś społecznej czy politycznej kontroli, to tę odpowiedzialność powinien przejąć na siebie parlament". W środę na konferencji Lewica ma przedstawić pomysły, jak to zorganizować.

DOSTĘP PREMIUM