Ministerstwo Finansów wciąż pracuje nad podatkiem cyfrowym. "Rz": Fiskus ma sposób, by oszacować przychody gigantów

MF pracowicie przygotowuje podatek cyfrowy. Według rządu ma on przede wszystkim doprowadzić do tego, że płacić będą musieli w Polsce tacy potentaci, jak Google, Amazon, Facebook czy Apple. Ale eksperci od początku mieli obawy, czy nowa danina rzeczywiście uderzy w cyfrowych gigantów.
Zobacz wideo

Danina ma objąć największe firmy, których globalne roczne przychody przekraczają 750 mln euro i dotyczyć m.in. usług reklamy internetowej, treści cyfrowych, przetwarzania w chmurze, pośrednictwa platform internetowych i mediów społecznościowych. W praktyce mowa o takich koncernach, jak Google, Amazon, Facebook czy Apple. Resort finansów nie mówi, czy poczeka na efekt prac na forum międzynarodowym, podkreśla za to, że "bierze aktywny udział w dyskusjach odbywających się na forum unijnym oraz OECD" - czytamy w "Rzeczpospolitej". 

W odpowiedzi na interpelację poselską ministerstwo ujawniło, że są narzędzia kontroli obrotów firm globalnych na terenie RP: "Krajowa Administracja Skarbowa dysponuje dostępem do baz danych podmiotów trzecich i danych pozyskanych w ramach współpracy administracyjnej w dziedzinie opodatkowania". Na pytanie o stawkę podatku, resort odpowiada, że musiałaby zostać wypośrodkowana względem rozwiązań w krajach starej UE i naszego regionu. Francja i Hiszpania wprowadziły 3-proc. podatek od obrotów technogigantów. Czechy mówią o 7 proc.

Rząd twierdzi, że chce opodatkować gigantów. Ale to wcale nie giganci zapłacą najwięcej

Premier tłumaczył jeszcze w lutym, że nowy podatek ma przede wszystkim uderzyć w globalne firmy, takie jak Apple, Google, Facebook czy Amazon. Jednak razem z podatkiem cyfrowym rząd zaproponował również podatek medialny. - To są rzeczywiście dwie różne rzeczy, dwie różne kwestie i dwa różne wyzwania - mówił wówczas w TOK FM Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo.

- Chyba nie ma osób, które protestują przeciwko temu, żeby taki podatek został wprowadzony - oceniał Izdebski. Zauważał jednak, że kwestię podatku cyfrowego połączono z podatkiem medialnym, co pozwoliło "rozmyć" całą sprawę. Bo sam podatek medialny już taki słuszny nie jest. - Nie oszukujmy się, ma na celu jakieś ograniczenie rozpowszechniania informacji - stwierdził.

Wiele redakcji w Polsce protestowało wówczas pod hasłem "Media bez wyboru". A wcześniej prowadząca audycję "Światopodgląd" Agnieszka Lichnerowicz przytaczała szacunkowe dane, według których, po wprowadzeniu nowej daniny, globalni giganci cyfrowi zapłacą między 50 a 100 milionów złotych, a 800 milionów zapłacą pozostałe media w Polsce, których właścicielami są zarówno polskie, jak i międzynarodowe podmioty.

Z kolei Sylwia Czubkowska ze Spider's Web przypominała w TOK FM, że dwa lata temu było pierwsze podejście w Polsce do wprowadzenia "prawdziwego podatku cyfrowego". - Stawka, którą miały płacić platformy cyfrowe, miała wynosić 4 proc. - mówiła Czubkowska. - Były przygotowane założenia projektu ustawy w Ministerstwie Finansów, które zostały schowane po wizycie wiceprezydenta Mike'a Pence'a, który na konferencji ogłosił, że dziękuje Polsce za to, że nie będzie podatku cyfrowego - przypominała. I dodała, że z podatku według tamtego projektu mogłoby trafiać do budżetu państwa nawet miliard złotych.  

DOSTĘP PREMIUM