Brzózka: Przekroczyliśmy granicę, od której wg WHO zaczyna się degrengolada narodu

- Moim zdaniem jesteśmy już poza barierą 12 litrów czystego alkoholu pitego rocznie przez statystycznego obywatela w wieku ponad 16 lat. Przekroczyliśmy granicę, od której według WHO zaczyna się degrengolada narodu - ostrzegał w TOK FM Krzysztof Brzózka, były szef PARPA.

W PiS cały czas wraca pomysł na ograniczenie sprzedaży alkoholu – donosiła "Gazeta Wyborcza". Tym razem miałoby chodzić przede wszystkim o stacje benzynowe. – Pomysł PiS zakładał, że od połowy października po godz. 19 miały być zamknięte wszystkie sklepy monopolowe. Od tej godziny miał też obowiązywać zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych – czytamy. Choć koncepcja upadła przez sprzeciw posłów z regionów i ewentualnej pretensji wyborców, to według "Wyborczej" myśli polityków PiS cały czas krążą wokół tego tematu.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Zdaniem Krzysztofa Brzózki, byłego dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, działalność stacji benzynowych w tym zakresie wymaga regulacji. – To są teraz miejsca, gdzie w zasadzie bezimiennie można zaopatrzyć się w alkohol 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu. Choć trunki są trochę droższe niż w przeciętnym sklepie, to niestety bardzo dobrze to funkcjonuje – ocenił Brzózka.

Podkreślał, że spożycie alkoholu wśród Polaków cały czas rośnie, a to ma niezwykle szkodliwy wpływ na nasze zdrowie. – Moim zdaniem jesteśmy już poza barierą 12 litrów czystego alkoholu pitego rocznie przez statystycznego obywatela w wieku ponad 16 lat. Przekroczyliśmy granicę, od której według WHO zaczyna się degrengolada narodu – ostrzegał ekspert. Jak przykład przytaczał Rosję. – Tam przeciętnie spożywa się 17 l alkoholu na głowę w rok. Przez to oczekiwany średni czas życia mężczyzn wynosi już 57 lat, a kobiet 64 lata. Alkohol jest bardzo poważnym czynnikiem pogarszającym ten wskaźnik – przekonywał Brzózka.

Ubolewał, że to właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości, który na sztandarach ma dbałość o rodzinę i społeczeństwo, nie potrafi nic w tej sprawie załatwić. – Dla nich temat jest delikatny, więc ich czyny nie idą w parze za słowami. Obserwowałem to parę ładnych lat i wiele razy było to przyczyną kolizji, w wyniku których minister zdrowia stracił do mnie zaufanie. W przypadku rządów liberalnych sprawa była jasna, każdy wtedy mówił, że trzeba odpowiadać samemu za siebie. Po zmianie rządu nawet liczyłem, że w epoce "dobrej zmiany" polityka alkoholowa będzie uprawiana zgodnie z zasadami sztuki. Głęboko się zawiodłem. Ten rząd abdykował w tej kwestii, a poprzednie rządy kapitulowały – wskazał ekspert.

Według Brzózki nie można "robić fetyszu" z wpływów do budżetu, które płyną z podatku akcyzowego, którym obłożony jest alkohol. – To błąd intelektualny. Wystarczy skonfrontować wpływy z akcyzy ze stratami generowanymi przez alkohol. To proporcja jak jeden do czterech – podsumował Brzózka.

DOSTĘP PREMIUM