Znamy decyzję Izby Dyscyplinarnej SN w sprawie Igora Tulei. Nie ma zgody na zatrzymanie sędziego

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie wyraziła w czwartek w nocy zgody na zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie do prokuratury warszawskiego sędziego Igora Tulei. - To mała bitwa, którą dziś wygraliśmy, ale wojna w obronie praworządności jeszcze trwa - mówił przed gmachem Sądu Najwyższego Tuleya.
Zobacz wideo

- Pamiętajmy, że kiedy był uchylany immunitet, to też w pierwszej instancji Izba Dyscyplinarna nie uchyliła go i na skutek zażalenia prokuratury w drugiej instancji już ten immunitet uchyliła - przypomniał sędzia Igor Tuleya po ogłoszeniu orzeczenia. - Ciekawe, jakie jest uzasadnienie postanowienia - dodał. Podziękował również za wsparcie w imieniu swoim i "wszystkich sędziów". - To wszystko tak naprawdę dzięki państwu. Prawnicy, sędziowie bez wsparcia obywateli nic by nie zrobili" - oznajmił, zwracając się do zgromadzonych przed Sądem Najwyższym. 

Rozstrzygający sprawę Adam Roch przyznał, że przesłanki formalne do złożenia takiego wniosku zostały spełnione, ponieważ sędzia Tuleya nie stawiał się na wezwania prokuratury. - Taka postawa sędziego wskazuje, że nie zamierza on dobrowolnie stawić się na wezwanie - stwierdził Roch. - Nie znaczy to jednak, że sąd dyscyplinarny rozpoznając wniosek o wyrażenie zgody na zatrzymanie sędziego może się ograniczyć tylko do zbadania istnienia warunków formalnych - zaznaczył. Dodał, że Sąd Najwyższy ma obowiązek zbadać, czy takie zatrzymanie byłoby adekwatne "do zaistniałej sytuacji procesowej", co wymaga analizy zebranego w sprawie materiału dowodowego. 

Z kolei obrońca sędziego Tulei mec. Jacek Dubois stwierdził, że "prawo wróciło nad Wisłę". - Przyzwoitość prawa i rozsądku została przywrócona. Dowiedzieliśmy się, dlaczego Igor Tuleya jest wzorowym sędzią i nie było żadnych podstaw, żeby przechodził tę gehennę, którą mu zgotowano przez kilkanaście miesięcy - dodał adwokat. Dubois wyraził nadzieję, że po czwartkowym orzeczeniu "rozsądek wróci do prokuratury". - Jeżeli nie ma podstaw do postawienia zarzutu, a taki zarzut formalnie jest w aktach i taki stan będzie się utrzymywał, to jest przekroczenie uprawnień i wchodzimy w sferę karalności, ale po drugiej stronie - ocenił. 

Igor Tuleya oceniał, dlaczego posiedzenia trwają kilkanaście godzin

Wcześniej sam sędzia Tuleya wyjaśniał na antenie TOK FM, dlaczego posiedzenie w jego sprawie znów przeciągało się do późnych godzin nocnych, bo zakończyło się dopiero po godz. 22. Jak stwierdził, pewien problem może leżeć w osobie prowadzącej czynności. - To pan Adam Roch, były prokurator, którego doświadczenie w roli sędziego jest niewielkie. Dlatego rozpoznanie najprostszych wniosków moich obrońców zajmuje mnóstwo czasu - przekonywał sędzia.

Jak przyznał wówczas Tuleya, wyrok w tej sprawie zapewne już zapadł i nie stało się to w gmachu Sądu Najwyższego. - Mogę powiedzieć, że moja linia obrony sprowadza się do tego, żeby nie pęknąć ze śmiechu. Oczywiście trywializuję - stwierdził. - Wszyscy wiemy, jakie rozstrzygnięcia wyda tak zwana Izba Dyscyplinarna i że decyzja w mojej sprawie nie zapadła w gmachu przy placu Krasińskich. Dlatego moi obrońcy toczą heroiczny bój chociaż o to, żeby sprawa została rozstrzygnięta w sposób jawny dla opinii publicznej - podkreślał. 

12-godzinne posiedzenie w sprawie Igora Tulei

Środowe posiedzenie trwało blisko dwanaście godzin. Przed północą Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ogłosiła przerwę do czwartku do południa. - Najbardziej żal moich obrońców. Mają świadomość tego, że bronią sprawy, która jest stracona. Wiadomo, że ta decyzja nie zapadnie jutro, tylko zapadła już dużo wcześniej i to nie w budynku Sądu Najwyższego. Wiadomo, że będzie zgoda na zatrzymanie i doprowadzenie - mówił w nocy przed gmachem SN Igor Tuleya.

Jak oceniał w TOK FM adwokat Michał Wawrykiewicz, to co w środę działo się w gmachu i okolicach Sądu Najwyższego, było kolejnym "symbolem naszych czasów". - 12 godzin pan prokuratur Roch (Adam Roch) obradował.  Ten pan nie jest sędzią Sądu Najwyższego, tylko ubiera togę i łańcuch sędziowski. Wiemy z orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i uchwały połączonych izb Sądu Najwyższego, że to nie jest sąd i nie może orzekać - mówił w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Przed budynkiem Sądu Najwyższego trwała w środę manifestacja poparcia dla sędziego Tulei. Uczestniczyło w niej ponad sto osób, w tym przedstawiciele środowiska sędziowskiego i politycy opozycji, m.in. przewodniczący PO Borys Budka. Udział w pikiecie brał też sam sędzia Tuleya. W rozmowie z dziennikarzami sędzia podkreślił, że nie unika odpowiedzialności ani nie ucieka przed prokuraturą. - Dobrowolnie nie będę brał udziału w tych czynnościach prokuratorskich, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby prokurator doprowadził mnie siłą - powiedział.

Sędzia dodał też, że nie ma wątpliwości, jaka będzie decyzja w tej sprawie. Jego zdaniem "wniosek prokuratora zostanie uwzględniony". - Ten zarzut, który prokuratura chce mi postawić, nie znajduje żadnego oparcia w prawie ani w faktach, więc pewnie jeszcze na etapie przedsądu ta sprawa się zakończy - wskazał.

Sprawa sędziego Tulei 

Wniosek w sprawie doprowadzenia Tulei został skierowany do SN w połowie marca. Prokuratura Krajowa informowała wtedy, że w związku z tym, iż sędzia Tuleya po raz trzeci - mimo prawnego obowiązku - nie stawił się na przesłuchanie w prokuraturze, Wydział Spraw Wewnętrznych PK wystąpił do Izby Dyscyplinarnej o zgodę na jego przymusowe doprowadzenie.

Niespełna 51-letni sędzia Tuleya konsekwentnie odmawia stawienia się w prokuraturze. Podkreśla, że nie uznaje Izby Dyscyplinarnej SN jako sądu oraz ważności decyzji podjętych przez tę izbę.

W listopadzie ub.r. na wniosek prokuratury Izba Dyscyplinarna SN prawomocnie uchyliła mu immunitet. Powodem wniosku prokuratury ws. uchylenia immunitetu sędziego było podejrzenie ujawnienia informacji ze śledztwa oraz danych i zeznań świadka, które miały narazić bieg postępowania. Chodziło o śledztwo ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej z 16 grudnia 2016 r., które zostało dwukrotnie umorzone przez prokuraturę. W grudniu 2017 r. Sąd Okręgowy w Warszawie pod przewodnictwem sędziego Tulei uchylił decyzję prokuratury o pierwszym umorzeniu śledztwa. Sędzia zezwolił wówczas mediom na rejestrację ustnego uzasadnienia postanowienia sądu.

Przypomnijmy, że wiosną 2020 roku TSUE zobowiązał Polskę do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w sprawach dyscyplinarnych sędziów. Polskie władze nie wykonały jednak tego orzeczenia. - Mimo głosów prawników z całego świata Izba Dyscyplinarna nadal działa. Teraz stała się bardziej izbą inkwizycyjną, która dokonuje polowania czarownice. Tą czarownicą jest teraz Igor Tuleya, którego chce się spalić na stosie - podkreślił w TOK FM mec. Wawrykiewicz. 

DOSTĘP PREMIUM