Rząd luzuje obostrzenia w regionach. "Rozumiem ostrożność, nie rozumiem komunikacji"

- W mojej ocenie konferencje prasowe rządu zamieniły się w tablice ogłoszeniowe, czyli czekamy aż tablica pojawi się za tydzień, a na tej tablicy rząd wypisze, co akurat zmienia - mówił w TOK FM Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Ocenił jednak, że choć sposób, w jaki rząd wprowadza i znosi obostrzenia się nie zmienia, to ostrożność przy podejmowaniu tych decyzji jest słuszna.
Zobacz wideo

Minister Adam Niedzielski mówił na konferencji prasowej, że apogeum trzeciej fali jest za nami, spada liczba nowych zakażeń, rośnie liczba wolnych łóżek w szpitalach. Choć zastrzegał przy tym, że zakażeń i zgonów jest wciąż bardzo dużo. - Mamy podobną obserwację, o jakiej mówił pan minister Niedzielski, czyli jest nieco lepiej. Nieco to znaczy, że na oddziałach covidowych są wolne łóżka, są wolne respiratory - przyznał w TOK FM Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Jak jednak dodawał, to nie jest czas, żeby wracać do całkowitej normalności, a do odporności zbiorowej jeszcze Polakom daleko. 

- Rozumiem tę ostrożność. Doświadczenie pokazało, że szybkie luzowanie obostrzeń doprowadzało w poprzednich okresach do eskalacji pandemii - komentował decyzję o regionalizacji obostrzeń i niewielkim poluzowaniu restrykcji w 11 województwach, w których otwarte zostaną salony fryzjerskie czy kosmetyczne, a najmłodsi uczniowie zaczną naukę hybrydowo. - Ale wciąż nie rozumiem komunikacji, z którą występuje rząd. Wciąż nie jestem przekonany dlaczego wybrano akurat takie, a nie inne luzowanie. Nie doczekaliśmy się informacji na głębokich, merytorycznych danych - stwierdził. 

Lekarz oceniał, że rząd tłumaczy decyzje swoimi przeświadczeniami, a nie mówi, z czego one wynikają. Nie podpiera się wynikami żadnych badań. Zaś konferencje prasowe rządzących przyrównywał do tablic ogłoszeniowych, na których obwieszczane są reguły. -  Czyli czekamy aż tablica pojawi się za tydzień, a na tej tablicy rząd wypisze, co akurat zmienia - mówił. - Ale my nie potrzebujemy tablicy ogłoszeniowej, my potrzebujemy uczestniczyć w tych decyzjach - dodał. 

Na koniec apelował jeszcze do tych, którzy boją się skutków ubocznych szczepionek AstraZeneca i Johnson&Johnson, chcą samodzielnie "zapobiegać" zakrzepicy przyjmując leki przeciwpłytkowe albo przeciwkrzepliwe. - Jesteśmy po prostu przerażeni tym, jaki efekt wśród pacjentów mogą wywołać doniesienia medialne - mówił lekarz. - Apeluję o to, żebyście na własną rękę nie starali się zwalczać potencjalnych działań niepożądanych takich jak zakrzepica (...), pamiętajcie państwo, że częstość tych działań niepożądanych jest marginalna. Więcej szkody zrobicie sobie przyjmując leki na własną rękę - zwracał się do Polek i Polaków. 

Luzowanie obostrzeń teraz to "ryzykowna gra"

Sceptyczny wobec decyzji rządu o luzowaniu restrykcji nawet w części kraju był prof. Tyll Krüger z grupy MOCOS. - Myślę, że to trochę za wcześnie. To jest trochę ryzykowna gra - oceniał na antenie TOK FM. Jak mówił, obecnie w Polsce współczynnik R, czyli współczynnik reprodukcji wirusa, wynosi ok. 0,8. Natomiast otwarcie szkół dla najmłodszych uczniów może sprawić, że ten współczynnik urośnie o nawet 15 proc. Zdaniem profesora, z decyzjami o luzowaniu restrykcji należałoby wstrzymać się przynajmniej do początku maja. 

Jak zdaniem eksperta powinien wyglądać plan luzowania obostrzeń? - Zawsze potrzebna jest przerwa, żeby naprawdę obserwować efekt - podkreślił prof. Krüger. - Dlatego luzowanie restrykcji powinno być zrobione z dużym wyprzedzeniem (...). Otworzenie restauracji, nawet kiedy jest ograniczona liczba osób w środku, to ja bym jeszcze bardzo długo czekał. Na pewno przez jeszcze dwa miesiące bym nie ruszał tego tematu - podsumowywał. 

DOSTĘP PREMIUM