"Jak u Hitchcocka" - mec. Dubois podsumowuje 24 godziny batalii ws. Tulei. "Nie mieliśmy dużych nadziei"

Posiedzenie Izby Dyscyplinarnej SN w sprawie Igora Tulei było niejawne, ale mec. Jacek Dubois w TOK FM krótko podsumował to, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami. - Jak u Hitchcoka się działo - ocenił. Adwokat przyznał, że pod wydanym orzeczeniem sam by się podpisał. Użył nawet słowa "wyrok", ale zaraz się z tego wycofał. Bo skoro Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem, to o wyroku nie można mówić. Jak podkreślił, należy używać określenia "orzeczenie".
Zobacz wideo

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie wyraziła zgody na zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie do prokuratury sędziego Igora Tulei. Sam sędzia mówił wczoraj w nocy, że to wygranie "małej bitwy", ale "wojna w obronie praworządności jeszcze trwa".

Obrońca Igora Tulei mecenas Jacek Dubois przypomniał w TOK FM, że posiedzenie było tajne, więc nie może ujawnić jego szczegółów. To, co działo się w budynku Sądu Najwyższego, porównał do filmów jednego z klasyków kina. - Jak u Hitchcoka się działo - ocenił w Poranku Radia TOK FM. - Szliśmy dwa dni temu w takich nastrojach, że chodzi o egzekucję, więc po prostu zrobiliśmy opór, żeby ocalić sędziego - mówił Dubois. 

Jak podkreślił, sprawa trwała łącznie 24 godziny. - Więc ledwo dyszę - przyznał rozmówca Jacka Żakowskiego.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Adwokat przyznał, że wraz z drugim obrońcą Tulei mec. Michałem Zacharskim, szli na rozprawę z małymi nadziejami. - Myśmy trochę poszli jako tacy straceńcy rzuceni na szaniec, którzy muszą przegrać i będą bronić pewnych zasad. Nie mieliśmy dużych nadziei. Nagle nastąpił zwrot. Uzyskaliśmy orzeczenie nie tylko satysfakcjonujące dla nas, jako obrońców, jako ludzi, ale naprawdę orzeczenie, pod którym bym się podpisał - mówił gość Poranka Radia TOK FM.

- Jakiś symetryzm przez pana przemawia - wtrącił Jacek Żakowski. - Absolutnie rozdzielam dwie rzeczy.  Rozdzielam niekonstytucyjność tej izby, jak mówiłem od początku, nikt nie zabrał panu sędziemu Tulei immunitetu, bo Izby Dyscyplinarnej jako sądu nie ma. Tylko proszę pamiętać, że jestem adwokatem, przyszedłem bronić klienta i się cieszę, że zapadł wyrok - dodał, a po chwili zreflektował się, że nie powinien używać tego słowa. Bo skoro Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem, to o wyroku nie można mówić. I należy używać określenia "orzeczenie".

- Dla nas prawników to, co się dzieje, jest olbrzymią tragedią. Marzymy o tym, żeby stawać przed sądami, przemawiać do niezawisłych sędziów. Ta tragedia, która dzieje się od sześciu lat, jest po prostu rozbiciem naszego warsztatu pracy. Zamiast skupiać się na tym, żeby bronić czy oskarżać (...), to teraz zastanawiamy się, gdzie myśmy przyszli - podsumował mec. Dubois. I dodał, że obecna sytuacja w wymiarze sprawiedliwości, "to jest dwubiegunówka".

"Usłyszałem to, co jako prawnik bym sam napisał"

Sprawę Igora Tulei rozpatrywał Adam Roch. Choć Dubois tak jak inni prawnicy, którzy wspierają warszawskiego sędziego, nie używają wobec Rocha określenia "sędzia", to przyznał, że zgadza się z tym, co powiedział wczoraj Roch. Chodzi o porównanie sprawy Igora Tulei do sytuacji, w jakiej znalazł się Roman Giertych.

- Wpada prokuratura, zatrzymuje kogoś, nie ma żadnej podstawy. Giertycha zatrzymano, a Tulei nie mogli zatrzymać, bo miał immunitet - powiedział Dubois. Jak podkreślił, to polityczny organ oskarżył sędziego, później trafił on do niekonstytucyjnego miejsca, w którym jednak "pojawił się ktoś, kto posługuje się rozumem". 

Jacek Żakowski przypomniał słowa Igora Tulei, który przed ogłoszeniem decyzji mówił, że ona już zapadła i to nie w gmachu Sądu Najwyższego. Dopytywał, czy orzeczenie można traktować jako akt niesubordynacji prowadzącego posiedzenie Adama Rocha.

- Mam szereg myśli, które mogą powodować, że mogę nie do końca ufać... Ale usłyszałem to, co jako prawnik, bym sam napisał (...). To jest to, co każdy przyzwoity prawnik powinien powiedzieć. Tylko poruszamy się na ziemi i w piekle, jak ja szedłem na rozprawę, to powiedziałem, że obrońca jest po to, żeby nawet bronić w piekle. Że ja nie idę do sądu, tylko do piekła. I w piekle to był akt heroiczny, na ziemi to było stwierdzenie, że dwa i dwa daje cztery - podsumował mec. Jacek Dubois decyzję ws. sędziego Tulei.

Orzeczenie nie jest prawomocne. Zaraz po jego ogłoszeniu prokuratura zapowiedziała złożenie zażalenia. W opublikowanym dziś komunikacie napisano m.in., że "na prokuraturze ciąży obowiązek skutecznego prowadzenia postępowań, a w przypadku podejrzenia przestępstwa postawienia podejrzanemu zarzutów, o których zasadności będzie decydował sąd". "Dotyczy to wszystkich podejrzanych, bez względu na to, czy sprawują godność sędziowską albo udzielają się w mediach. Są wobec prawa równi" - napisano w komunikacie Prokuratury Krajowej.

DOSTĘP PREMIUM