Dorośli maturzyści ruszają na egzaminy. "Matka, ojciec i syn zdawali w jednym roku. Przy obiedzie dyskutowali o lekturach"

Maturzyści nie muszą mieć osiemnastu lat, mogą być nawet po pięćdziesiątce. Zdarzyła się kierowniczka w banku, która w sekrecie zdawała maturę. Albo ojciec, matka i syn, którzy zdawali w tym samym roku, a przy obiedzie dyskutowali o lekturach. W tym roku dorosłych maturzystów jest znacznie więcej. O tym, dlaczego niektórzy przypominają sobie o maturze po kilkudziesięciu latach, rozmawiamy z Joanną Olesińską-Prus.
Zobacz wideo

Tegoroczna matura ma być prostsza niż w poprzednich latach. Przez zdalną naukę nie tylko okrojono podstawę programową, ale nie trzeba też zdawać dodatkowego przedmiotu na poziomie rozszerzonym, a egzamin ustny z języka polskiego i obcego nie jest obowiązkowy. Poza tym za dwa lata wejdą w życie zmiany, które sprawią, że matura będzie trudniejsza nawet niż ta przed pandemią. Niektórzy właśnie teraz przypominają sobie o egzaminie dojrzałości, choć 18 czy 19 lat mieli nawet kilkadziesiąt lat temu. O tym rozmawiamy z Joanną Olesińską-Prus, która w swojej szkole od ponad dekady przygotowuje do matury tych znacznie starszych niż 18-latkowie.

Piotr Barejka, TOK FM: Widać, że dorośli chcą zdążyć przed zmianami i tłumnie ruszyli zdawać matury?

Joanna Olesińska-Prus: Widać. Mamy dwa razy więcej uczniów niż rok temu.

Ile lat można nosić się z zamiarem zdania matury?

Niektórych to męczy przez trzydzieści lat. Wiele osób jest po pięćdziesiątce. Matura wraca do nich jak bumerang. Ale kiedy podejmują decyzję, okazuje się, że cała sprawa jest do załatwienia w rok.

Zawsze chciała pani uczyć dorosłych maturzystów, a nie tych nastoletnich?

To był przypadek. Na początku po prostu ogłosiłam, że prowadzimy kursy dla maturzystów. Wtedy zadzwoniła pani, która powiedziała, że jej mąż pracuje w oczyszczalni ścieków. Ma szanse na awans, ale musi mieć skończone studia, a nie ma nawet matury. Mówiła, że trzeba zrobić z męża inżyniera. Potem zgłaszały się kolejne dorosłe osoby. Sama nie wiedziałam, że po tylu latach można zdawać maturę. Nigdy się tym nie interesowałam.

Jakie historie pani słyszy, gdy dzwoni dorosły maturzysta?

Miałam raz pana, który przez lata pracował za granicą w budowlance. Ale zawsze marzył o tym, żeby być archeologiem. To była jego pasja, oddawał się jej amatorsko, dużo czytał i miał ogromną wiedzę z historii. Postanowił zdać maturę. Rozdzielił ją na dwa etapy, najpierw zdał przedmioty humanistyczne, matematykę w kolejnym roku, bo sprawiała mu kłopoty. Jak już zdał, to wrócił do Polski i zaczął studiować archeologię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Mieliśmy też panią, która pracowała jako kierowniczka sprzedaży w banku. To było absolutnie tajne, że pani kierowniczka sprzedaży, czyli osoba na dosyć wysokim i eksponowanym stanowisku, nie ma studiów, a nawet matury. Przełożeni, którzy byli z niej bardzo zadowoleni, powiedzieli, że musi uzupełnić wykształcenie. Tylko zespół nie mógł wiedzieć, że ich szefowa nie ma matury.

Czyli z jednej strony kompletna życiowa rewolucja, z drugiej - trochę formalny wymóg, potwierdzenie wiedzy i kompetencji.

Powodów jest więcej. Swego czasu mieliśmy sporą grupę piłkarzy i sportowców, niektórych naprawdę znanych, ale nazwisk nie mogę podać. Oni akurat znali języki, bo wyjeżdżali za granicę, ale na naukę w szkole nie mieli czasu. Mieliśmy też zakonnicę. To znaczy kandydatkę na zakonnicę, która była jeszcze w nowicjacie. Chciała zdać maturę, wszystko działo się w porozumieniu z siostrami, bo przelew za kurs dostałam od zakonu.

W zeszłym roku było małżeństwo, Joanna i Krzysztof. Żona namówiła męża, żeby razem zdali maturę. Zaczęło się od tego, że pracowała w Niemczech jako opiekunka osób starszych. Jeden z jej podopiecznych chwalił ją za wiedzę, mówił, że byłaby świetnym lekarzem. Cały czas nazywał ją swoją lekarką. Przekonywał, że tak dobrze jej idzie, tyle wie o lekach, ma do tego powołanie. Zaczęła myśleć, że mogłaby pójść w to dalej, zostać pielęgniarką. Tylko potrzebowała do tego matury.

Kierowniczka w banku nie chciała się chwalić, że zdaje maturę, tylko trzymała to w ścisłej tajemnicy. A jak ktoś nie jest kierownikiem w banku, to też woli się z tym ukrywać?

Zazwyczaj tak. Joanna i Krzysztof nie mówili ani sąsiadom, ani znajomym. Zanim zaczęli uczyć się do matury, prowadzili dosyć intensywne życie towarzyskie, wszędzie ich było pełno, zapraszali na grille u siebie w ogródku. Sąsiedzi na wiosnę pytali, czemu ich tak nie widać. A oni wtedy naprawdę intensywnie się uczyli, tylko sąsiadom mówili, że muszą trochę dom wyremontować, mają dużo pracy. Do tego w tym samym roku zdawał ich syn. Jak jedli w domu obiad, to dyskutowali o lekturach, wypytywali się, co kto przeczytał, jak by to zinterpretował. Całe debaty tam trwały i tak się w trójkę uczyli. Matka, ojciec i syn.

Co jeszcze sprawia, że dorośli chcą po latach zdawać maturę?

Czasami właśnie dzieci są powodem. Jeżeli ktoś ma dzieci, które niedługo będą zdawać maturę, to rodzice chcą, żeby ich wykształcenie lepiej wyglądało. Chcą dać dzieciom przykład. Jest też bardzo wiele osób, którym dopiero rodzi się dziecko. Nagle zaczynają myśleć, że muszą mieć lepszą pracę, wykształcenie, później dać dziecku lepszy przykład.

Uczniowie opowiadają o tym, dlaczego te kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu nie udało im się zdać matury?

Mamy sporo pań, które musiały zrezygnować ze szkoły, bo zaszły w ciążę. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych często było tak, że kobiet w ciąży nie dopuszczano do matury, raczej mówiło im się, że dostaną świadectwo ukończenia szkoły, ale na maturę miały nie przychodzić. Teraz one wiedzą, że gdyby dokończyły szkołę, gdyby mogły zdać maturę, to by ją bez problemu zdały.

Z kolei panowie opowiadali mi, że dużo było takich sytuacji, kiedy dostawali ultimatum. Jeżeli chcą ukończyć szkołę, to mają nie podchodzić do matury. Wielu nauczycieli stawiało taki wymóg w trosce o siebie i swoją reputację. Nie dopuszczano słabszych osób, bo jakby było zbyt dużo niezdanych matur, to mogłoby świadczyć, że nauczyciel źle uczy. Takie osoby po wielu latach wciąż mają wielki żal, że nauczyciel nie dał im szansy.

Niektórzy byli po prostu buntownikami i stwierdzili, że nie będą jak inni i matury nie napiszą. Czasami na przeszkodzie stały problemy rodzinne, czasami uzależnienia. Zdarzało się, że przychodziły osoby, które były uzależnione od narkotyków.

Co mówi pani dorosłemu maturzyście, zanim jeszcze zacznie naukę?

Pytam, dlaczego chce zdać maturę. Jeśli matura otwiera kolejne drzwi jak studia czy lepsza praca, to zachęcam, żeby podjąć decyzję: zdaję i już dłużej nie przekładam, nie zwlekam. Nawet jeśli się ktoś panicznie boi, to proszę, aby spróbował, bo jak nie spróbuje, to się nie przekona, czy da radę. Ale zdarzają się też osoby, których problemem tak naprawdę nie jest brak matury, tylko poczucie dyskomfortu psychicznego spowodowanego jej brakiem. Wtedy podkreślam, że matura nie jest miarą wartości człowieka i zachęcam do rozwiązania dylematu: zdawać czy nie zdawać. Prawidłowa odpowiedź może brzmieć: tak, zdaję, lecz również: nie, nie zdaję. Czasem lepiej jest zapomnieć o maturze i rozwijać się w innym kierunku. Nie trzeba zawsze pchać się w matematykę i język polski.

Czy po tylu latach wystarczy pilnie przerobić książki do polskiego i matematyki, czy jednak trzeba czegoś więcej?

Uczniowie często nie wierzą w swoje możliwości, nie wierzą, że po tylu latach to jest możliwe. Trzeba ich motywować, dużo pracujemy, żeby w siebie uwierzyli. Musimy im przypominać, dlaczego to robią. Poza tym piekielnie boją się porażki, dlatego zwykle nikomu nie mówią o tym, że będą zdawać maturę. Boją się, co inni pomyślą, gdyby im nie wyszło. Nie o samą maturę chodzi, tylko właśnie o to, że mogą ponieść porażkę i co wtedy powiedzą znajomi albo bliscy.

DOSTĘP PREMIUM