NFZ pisze do szpitali, żeby opiekowały się pacjentkami po poronieniach. "Jednym pismem to się nie stanie"

Narodowy Fundusz Zdrowia rozesłał do dyrektorów szpitali i odrynatorów oddziałów na Mazowszu pismo, w którym przypomina lekarzom, że kobiety po poronieniu czy urodzeniu martwego dziecka powinny być objęte szczególną, empatyczną opieką. To efekt kontroli NIK, która pokazała, jak bardzo ta opieka kuleje. - NFZ chce pokazać, że coś robi - krytykuje pismo ginekolog z warszawskiego szpitala.
Zobacz wideo

Pismo NFZ to nawiązanie do opublikowanego w lutym raportu Najwyższej Izby Kontroli. Wynikało z niego wprost, że pacjentkom, które poroniły, urodziły martwe dziecko lub których dziecko zmarło tuż po porodzie, nie zapewniono prawidłowej i wystarczającej opieki. "Często opieka nad pacjentkami doświadczającymi tych szczególnych sytuacji, ograniczała się do udzielenia niezbędnej pomocy medycznej, nie zapewniała natomiast szerszego wsparcia" - napisano w raporcie.

W piśmie, które trafiło z NFZ do szpitali na Mazowszu, wskazano m.in. konieczność objęcia kobiet, które znalazły się w dramatycznej sytuacji, opieką psychologiczną już w szpitalu. "Powinna być dostępna dla wszystkich pacjentek, które doświadczają straty dziecka, bez względu na czas ich hospitalizacji i poziom referencyjności oddziału ginekologiczno-położniczego" - czytamy w piśmie.

Jest również mowa o czymś, na co część rodzin doświadczających poronienia czekała od dawna - czyli na ułatwienie pochówku. "Przypominam, że rodzice mają prawo do pochówku dziecka, bez względu na czas trwania ciąży(...). Przepisy dopuszczają możliwość pochowania (na podstawie karty zgonu) także w przypadku poronienia w bardzo wczesnym okresie ciąży" - napisano w dokumencie.

- Język tego pisma rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia - przyznaje prawniczka Kamila Ferenc z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - Nazywanie na każdym etapie ciąży zarodka czy płodu dzieckiem jest zabiegiem propagandowym, ale wiemy też, że jest to działanie celowe - dodaje.

Nasza rozmówczyni odnosi się krytycznie do języka przekazu, ale jednocześnie przyznaje, że sama treść pisma jest ważna. Bo pomoże wielu kobietom i rodzinom w przeżyciu żałoby, jeśli czują taką potrzebę. - Do tej pory zgłaszały się często do nas pacjentki, którym tego odmawiano, właśnie ze względu na zbyt wczesny tydzień ciąży - mówi Ferenc. Chodziło o to, że jeśli nie można było wskazać płci dziecka, szpitale odmawiały wydania karty zgonu.

- To stanowisko NFZ pokazuje, że bez względu na czas trwania ciąży taka pacjentka może dostać kartę martwego urodzenia i dokonać pochówku. I to jest dobra zmiana, bo ona uwzględnia potrzeby i dobrostan kobiet - przyznaje prawniczka.

"NFZ chce pokazać, że coś robi. Działa asekuracyjnie"

Czy jednak jedno pismo z NFZ rzeczywiście coś zmieni? - W mojej ocenie, NFZ chce pokazać, że coś robi. Działa asekuracyjnie, wskazując, że wdraża zalecenia NIK. Jednym pismem się to nie stanie -mówi z ironią ginekolog i położnik z jednego ze szpitali pod Warszawą.

- Ma się to zupełnie nijak do zapowiedzi rządu o szczególnym systemie wsparcia dla pacjentek w ciąży, u których wykryto wady letalne płodu. Bardzo dużo się o tym mówiło, rząd zapewniał, że wsparcie będzie. Efekt tego jest taki, że Ministerstwo Zdrowia zaleciło NFZ znalezienie rozwiązania w tej sytuacji. A rozwiązaniem jest niepodpisane przez nikogo pismo kierowane do szpitali - mówi z kolei Krzysztof Strzałkowski, szef komisji zdrowia w sejmiku województwa mazowieckiego.

- Czy Ministerstwo Zdrowia ma plany zrobić cokolwiek więcej dla całej grupy pacjentek w dramatycznej sytuacji, z uwagi na wykrytą poważną wadę płodu - cokolwiek więcej niż kierować pisma upominające dyrektorów szpitali czy samych ginekologów? Wydaje się bowiem, że sama kadra medyczna robi wszystko na pierwszej linii frontu, by załatać dziury w systemie spowodowane przez samych rządzących - stwierdza Strzałkowski.

DOSTĘP PREMIUM