"Chodzi o coraz ostrzejszy konflikt", czyli jak nienawiść pomaga Kaczyńskiemu

- Podnoszenie temperatury sporu jest wodą na młyn Jarosława Kaczyńskiego, było wodą na młyn Donalda Trumpa. Przywódcy populistyczni tego właśnie pragną - mówił w TOK FM profesor Marcin Matczak. Wyjaśniał przy tym, dlaczego w grze prezesa PiS chodzi o to, aby poziom agresji i nienawiści był w społeczeństwie coraz większy. I że właśnie to może dać mu kolejne zwycięstwo w wyborach.
Zobacz wideo

Na łamach "Gazety Wyborczej" prof. Marcin Matczak z Wydziału Prawa i Administracji UW opublikował głośny tekst, w którym apelował, żeby "spowolnić wahadło nienawiści". 

Prowadzący audycję "Prawda Nas Zaboli" Piotr Najsztub zauważał, że gość TOK FM pisał w swoim tekście o tym, że pęknięcia w polskim społeczeństwie "nie idą wzdłuż linii światopoglądowych czy politycznych", tylko w stosunku do dwóch wartości - konsensusu i różnorodności.

- Od długiego czasu zajmuję się tym, co się w Polsce dzieje w sensie czysto prawnym. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że skończyły mi się narzędzia, że już prawnie nie potrafię tego zrozumieć - odparł profesor.

- Zrozumiałem, że tu nie o konstytucję chodzi, nie o Trybunał, nie o sądy, nie o instytucje, ale o ludzi i ich psychikę. Dlatego sięgnąłem po kogoś, kto jest mądrzejszy ode mnie - mówił. I dodawał, że Karen Stenner w swoich badaniach pokazuje, że w każdym społeczeństwie jest ok. 30 proc. ludzi, których można nazwać "unikaczami różnorodności". - Ci ludzie źle się czują w demokracji liberalnej. Ta różnorodność musi być rozumiana bardzo szeroko. Tacy ludzie nie lubią różnorodności rasowej, nie lubią różnorodności narodowościowej, w zakresie orientacji seksualnej, poglądów, konfliktów - wymieniał. 

Jak mówił dalej, takie osoby nierzadko popierają populistów, którzy deklarują, że zniszczą tę różnorodność. - To jest największy problem, że jeżeli ci "unikacze" się bardzo, bardzo zaczną bać, to głosują często na polityków, którzy są autorytarni - zauważał. - Są w demokracji też ludzie, którzy się dobrze czują z tą różnorodnością. To są ludzie, którzy są bardziej otwarci na świat (...). Problem polega na tym (...), że ci "piewcy różnorodności" mają nieraz tendencję, żeby znienawidzić "unikaczy" albo ich obrażać, a przede wszystkim, żeby ich siłą nawracać na różnorodność - zauważał. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

- Stenner pisze, że to się często bardzo źle kończy, bo "unikacze" czują się wtedy jeszcze bardziej wystraszeni, jeszcze bardziej popierają autorytarnego przywódcę - wyjaśniał dalej. - Jest jeszcze trzecia grupa, to jest milcząca większość, która w zależności od sytuacji albo przyłącza się do wyborów politycznych "unikaczy", albo do wyborów "piewców". Trzeba pamiętać, że ten podział nie jest zero-jedynkowy - mówił. Jak zaznaczał później, można być jednocześnie "piewcą" jak i "unikaczem", bo jedne wolności będzie się cenić i promować, a innych unikać. 

Prof. Matczak podkreślał, że tak podnoszący się poziom konfliktu w społeczeństwie, coraz większa nienawiść między ludźmi, to jest to, o co chodzi autorytarnemu przywódcy. Wówczas wzrasta w społeczeństwie poziom strachu, a z 30 proc. "unikaczy różnorodnosci" robi się 35, 40 albo 50. - Po prostu ta milcząca większość przyłącza się do nich - mówił. Jak oceniał, strategią "piewców różnorodności" nie może być krzyk na "unikaczy", czasami wręcz chęć oddzielania ich od Polski, bo będzie ona nieskuteczna. - Im ostrzejszy konflikt, tym lepiej dla autorytarnego przywódcy - podkreślał. 

- Wiem, kto zaczął ten podział, wiem, że od sześciu lat w Polsce leje się kanałem mediów publicznych pogarda, podział, obrażanie ludzi (...). To jest gra, do której jesteśmy zapraszani i do której nie możemy dać się zaprosić. Podniesienie poziomu agresji jest dokładnie tym, o co chodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu - zaznaczał. Jak stwierdził, dajemy się nabierać na tę grę, co widać było choćby po decyzji Trybunału Konstytucyjnego odnośnie do aborcji. Podawał też przykłady komentarzy, które znajdował pod swoim tekstem, w których niektórzy nazywali wyborców innych partii "zasiłkową hołotą" albo pisali, że członkostwo w Kościele katolickim oznacza "współudział w zbrodni". 

Jak podkreślał prof. Matczak, to powoduje, że druga strona jest coraz bardziej spanikowana, coraz bardziej chce głosować na kogoś, kto ich obroni przed tym atakiem. Zauważał też, że "unikacze" są nie tylko po prawej i konserwatywnej stronie, ale również po tej lewej i liberalnej. - Oni także nie mogą zaakceptować, że ktoś jest inny od nich, tam jest także dużo agresji. Wiele tych osób różni się tylko pod tym względem, że popierają inną partię, ale emocjonalnie mają w sobie taki sam ładunek złych emocji, pogardy. To trzeba obniżyć (...). Nie musimy się wszyscy kochać, musimy znaleźć wspólny mianownik - apelował. 

DOSTĘP PREMIUM