"Rodzice błagają, żeby dziecko pojechało na obóz". Miejsc na turnusach nie ma, ale telefony wciąż się urywają

Stawiają wszystko na jedną kartę, sprzedają ostatnie miejsca na turnusach i przygotowują się na wakacje z nadzieją, że rząd nie zaskoczy ich swoją decyzją. Organizatorzy obozów i kolonii dla dzieci zgodnie mówią o telefonach, które się urywają i o tym, że wielu rodziców nie ma już obaw takich jak przed rokiem. - Myślę, że potrzeba kontaktu z rówieśnikami jest dużo większa niż lęk - słyszymy w jednym z biur.
Zobacz wideo

Organizatorzy obozów i kolonii dla dzieci zakładają, że tegoroczne wyjazdy będą wyglądały albo tak jak te zeszłoroczne, albo przepisy będą mniej restrykcyjne. Rządowych wytycznych wciąż nie ma, więc na półtora miesiąca przed początkiem wakacji pozostają domysły. Pewne jest jednak to, że zainteresowanie rodziców przerasta oczekiwania wielu organizatorów. - Teraz to już niedobitkowie dzwonią, którzy myśleli, że nie będzie obozów - mówi nam pani Monika z jednego z warszawskich biur podróży. - Rodzice są zdziwieni, a my pierwszy turnus wypełniliśmy pod koniec stycznia, drugi w marcu, na trzeci mamy ostatnie miejsca - dodaje.

Zainteresowanie widać na pierwszy rzut oka, a wiele biur pisze na swoich stronach, że turnusy są wyprzedane albo zostały ostatnie miejsca. Zwykle dopiero na koniec sierpnia. Przypominają też, że to lato będzie ostatnim, kiedy można wykorzystać bon turystyczny, ponieważ traci on ważność w marcu przyszłego roku. Tymczasem w rządowych planach luzowania obostrzeń mowa jest o tym, że hotele mogą udostępniać jedynie połowę swoich miejsc, że od końcówki maja imprezy okolicznościowe będą mogły odbywać się również w pomieszczeniach, a wszyscy uczniowie mają wrócić do stacjonarnej nauki. O koloniach i obozach ani słowa.

- Zainteresowanie jest przeogromne. Wiele dzieciaków musimy odprawić z kwitkiem, nie mamy po prostu miejsc. Rodzice czasami aż błagają, widzę, jakie mają parcie na to, żeby ich dzieci gdzieś pojechały - mówi dalej pani Monika. Wspomina, że rok temu wśród rodziców czuć było strach, często w i tak mocno okrojonych przez restrykcje grupach nie zapełniały się wszystkie miejsca. Jak jest w tym roku? Nasza rozmówczyni przyznaje, że rodzice zwykle nawet nie pytają o to, czy kadra jest zaszczepiona, jakie środki ostrożności będą zachowane. - Nie czuje się tego lęku, co rok temu. Myślę, że potrzeba kontaktu z rówieśnikami jest dużo większa niż lęk - domyśla się pani Monika.

Organizatorzy kolonii i obozów zgodnie mówią, że na nadchodzące wakacje przygotowują się tak, jak do zeszłorocznych, a wszystkie procedury i sanitarne restrykcje mają już przećwiczone. Choć pani Monika przyznaje, że w przyszłość patrzą z optymizmem, dlatego założyli nieco większe limity niż rok temu. - Na pewno wszędzie będą płyny do dezynfekcji, będziemy się starali, żeby różne grupy miały ze sobą jak najmniej kontaktu - wymienia. Ale dodaje po chwili, że wszyscy mają z tyłu głowy to, że rząd może przepisy zaostrzyć. Co wtedy? - Może się okazać, że wydłużymy terminy wyjazdów, niektórzy pojadą na późniejszy turnus. Ale jesteśmy pozytywnie nastawieni - stwierdza.

Również pan Tomasz, który organizuje wyjazdy dla dzieci z Wrocławia, mówi nam, że zainteresowanie jest znacznie większe niż w ubiegłym roku. - Dzieci w domach wariują, a rodzice chcą, że tak powiem, wypchnąć je, żeby skorzystały z wakacji. Nasi stali klienci zapisywali się już w styczniu. Liczymy po prostu, że obozy się odbędą, mimo że nie ma żadnych komunikatów - oznajmia.

Co w sytuacji, gdy miejsca zostaną sprzedane ponad limit? Pan Tomasz rozkłada ręce i stwierdza, że to krótki temat, bo jedyne wyjście to zwrócić zaliczki i policzyć straty. - Na pewno ten rok jest lepszy niż poprzedni. Myślę, że ludzie się przyzwyczaili, że jest pandemia i jakoś trzeba z tym żyć. W zeszłym roku jeszcze w czerwcu nie wiedzieli, co robić. Było więcej znaków zapytania - zauważa. 

Rodzice chętniej wybierają też wyjazdy krajowe, szukają obozów i kolonii, na których dzieci będą miały więcej ruchu. Poza tym ośrodki wciąż prześcigają się w pomysłach, jak sprawić, żeby wypoczynek był jak najbezpieczniejszy. Oczywiście pod względem epidemicznym. Natrafić można też na oferty specjalnych zajęć, które mają pomóc dzieciom powrócić do normalności. Takie w swoim ośrodku na Mazurach organizuje pani Aneta. - Chcieliśmy zrobić krok dalej - wyjaśnia nam Jaworska. Dodaje, że chcą ułatwić dzieciom ponowne wejście w relacje z rówieśnikami, postawić na integrację i pracę zespołową. Przygotowali szereg zajęć - od artystycznych, przez ruchowe i sportowe aż po kąpiele leśne rodem z Japonii.

Nasza rozmówczyni wspomina też, że w ubiegłym roku organizatorzy wyjazdów musieli błyskawicznie przygotować się na spełnienie rządowych restrykcji. I w zdecydowanej większości to się udało. - Mieliśmy u nas łącznie ponad dwa tysiące dzieci i żadnego zakażenia - chwali się. - Podejrzewam, że jeżeli chodzi o przepisy niewiele się zmieni. Zakładamy, że będzie ograniczona liczba osób w grupie, więc z założenia grupy są mniejsze, zakładamy też, że grupy nie będę mogły się ze sobą mieszać - wymienia. Ale dodaje, że przedsiębiorcy są na tyle zdeterminowani, że podołają nawet najbardziej wymagającym restrykcjom, jeżeli takie będzie chciał wprowadzić rząd. - Nie mamy innego wyjścia - stwierdza.

Kolonie pod specjalnym nadzorem. Rok temu ustalono szereg wymagań 

Rządzący zapowiadają, że wkrótce poznamy zasady, na jakich będą mogły być organizowane kolonie i obozy. Pytanie tylko, czy ci, którzy zdecydują się wykupić wyjazd po ogłoszeniu decyzji, będą jeszcze mieli z czego wybierać. Rok temu dopiero w drugiej połowie maja opublikowano wytyczne sanepidu i Ministerstwa Zdrowia. Zgodnie z nimi, w obozach i koloniach mogły brać udział tylko dzieci zdrowe, a rodzice stan zdrowia swojego dziecka musieli potwierdzić pisemnym oświadczeniem. Poza tym na wyjazd nie mogły jechać dzieci, które miały kontakt z osobą na kwarantannie, a jeżeli u dziecka podczas wyjazdu pojawiły się objawy chorobowe, rodzice musieli niezwłocznie zabrać je z kolonii.

Organizatorzy musieli wyposażyć zarówno kadrę, jak i dzieci, w środki ochrony indywidualnej, cały personel musiał zostać przeszkolony z procedur bezpieczeństwa sanitarnego. Grupy musiały być znacznie mniejsze niż przed pandemią, a turnusy musiały zmieniać się tak, aby ograniczyć do minimum kontakt pomiędzy grupami. Poza tym pomiędzy kolejnymi turnusami obiekt musiał zostać zdezynfekowany. Na tym wymagania się nie kończyły, bowiem obiekty musiały także posiadać izolatki dla dzieci, u których podejrzewano zakażenie, szereg restrykcji dotyczył stołówek, a w przepisach zalecono, aby program wyjazdu realizowano albo stacjonarnie w jednym obiekcie, albo w jego najbliższej okolicy.

DOSTĘP PREMIUM