"Gdy jadł rybę, to głowy i ości rzucał dzieciom". Koszmarny sierociniec polskiego zakonnika w Kamerunie

Posiłki jedzone z podłogi i tylko raz dziennie, gdy opiekunowie zajadli się frykasami oraz system przemyślnych kar nawet za drobne przewinienia - tak wyglądało życie podopieczynych sierocinca, który w Afryce prowadził były polski zakonnik.

"Gazeta Wyborcza" opisuje historię sierocińca prowadzonego przez polskiego zakonnika, Dariusza Godawę w stolicy Kamerunu. Dziennikarze bazują na raporcie z pobytu w ośrodku napisanego przez jedną z wolontariuszek. Pismo przez lata leżało schowane w kościelnych archiwach. "Dzieci w sierocińcu mają liczne obowiązki. Wstają przed godz. 5 rano, by sprzątać dom. Potem msza święta i wyprawa do szkoły. Same noszą wodę ze studni, piorą ubrania i gotują posiłki - dla siebie i dla psów ojca Godawy. Lekcje odrabiają do późnego wieczora. Jedzą tylko raz dziennie – wieczorem" – czytamy w "Wyborczej".

Dzieci miały też jeść posiłki na podłodze, gdy opiekunowie biesiadowali przy stołach. Powszechną praktyką ojca Godowy było dawanie dzieciom resztek ze swoich dań. - Na przykład, gdy ojciec zjadł rybę i zostały ości, resztki głowy, wołał: "Kto chce rybę?". Wtedy dzieci na wyścigi biegły. Podobnie ze skorupami po krewetkach czy kośćmi po mięsie – cytuje wolontariuszkę gazeta.

Sam szef sierocińca – według relacji wolontariuszki – miał zdecydowanie bardziej zróżnicowaną dietę. Jadł po pięć posiłków dziennie.

O. Godawa stosował też wobec dzieci przemyślny system kar. Brak posłuszeństwa czy drobne przewinienia kończyły się np. klęczeniem na dworze przez wiele godzin lub odmówieniem posiłku. Wolontariuszka oskarżyła też mężczyznę o całkowity brak troski o dzieci. "Leciałam do Kamerunu przekonana, że Darek troszczy się o dzieci. Już pierwszego dnia powiedziałam: 'Darek, ty się dla nich tak poświęcasz, tak je kochasz'. Zdziwił się: 'Gdzie ja je kocham? Ja ich nawet nie dotykam. Ja się ich brzydzę'" – opowiada "Wyborczej" wolontariuszka. Sam zakonnik twierdził, że jego zachowanie wynika z "uwarunkowań kulturowych w Afryce".

W połowie kwietnia ojciec Paweł Kozacki, prowincjał polskich dominikanów, opublikował oświadczenie, w którym poinformował, że Dariusz Godawa nie jest już dominikaninem. Wcześniej zakon wezwał go do powrotu do Polski.  Kozacki w rozmowie z "Wyborczą" przekonuje, że wyrzucenie z zakonu nie miało związku z sytuacją dzieci. Choć jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia w ubiegłym roku Godawa w rządowej telewizji daje się filmować w otoczeniu dzieci z Kamerunu i śpiewał z nimi polskie kolędy.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM