Po awarii w Bełchatowie: "Nasze bezpieczeństwo zapewniają duże elektrownie, które dożywają swoich dni"

W wyniku awarii Elektrowni Bełchatów częstotliwość prądu w sieci spadła od Afryki Północnej po Turcję, bo to jest jedna wspólna sieć elektroenergetyczna. - Można powiedzieć, że w Maroku czy w Turcji minimalnie przygasły żarówki - ocenił gość TOK FM Barłomiej Derski.
Zobacz wideo

W poniedziałek po południu doszło do gigantycznej awarii w Elektrowni Bełchatów. W jej wyniku nastąpiła utrata łącznej mocy 3900 MW z 5100 MW, które produkuje cała elektrownia. To z kolei 20 proc. zapotrzebowania energetycznego Polski.

Bartłomiej Derski z portalu wysokienapiecie.pl tłumaczył w TOK FM, że to była awaria nie samej elektrowni, tylko stacji transformatorowej należącej do Polskich Sieci Elektroenergetycznych, do których jest podłączona większość bloków Elektrowni Bełchatów. W ciągu sekundy bloki zostały odcięte od systemu. - Nie przypominam sobie w ciągu ostatnich kilkunastu lat takiej awarii. Być może nigdy tego typu odłączenia nie było w polskiej elektroenergetyce. Przyczyna była prawdopodobnie dość prozaiczna. Według wstępnych ustaleń doszło do spięcia w stacji transformatorowej i ona została wyłączona - mówił ekspert. Trwało to kilkanaście minut. - Ale w przypadku elektrowni węglowej to oznacza, że bloki "odstawia się" i ich przywrócenie do pracy trwa wiele godzin. Tak naprawdę nie wszystkie z tych bloków jeszcze wróciły do pracy. Co ciekawe, mimo tak ogromnego spadku mocy dostarczanej do systemu, on się obronił – wyjaśniał dalej specjalista.

Jak dodał, w wyniku tej awarii częstotliwość prądu w sieci spadła od Afryki Północnej po Turcję, bo to jest jedna wspólna sieć elektroenergetyczna. - Można powiedzieć, że w Maroku czy w Turcji minimalnie przygasły żarówki – powiedział.

Prowadzący audycję Mikołaj Lizut zapytał, czy sceny jak z serialu "Alternatywy 4", pokazujące sytuacje wyłączenia prądu, które były codziennością w PRL, teraz mogą się zdarzyć w Polsce. Bartłomiej Derski potwierdził i przypomniał, że do takich sytuacji dochodziło w niedawnej przeszłości. - Dekadę temu doszło do awarii w Elektrowni Ostrołęka i wtedy połowa Mazowsza nie miała energii. W 2015 roku, kiedy wiedząc, że nie wszystkie bloki wrócą do pracy, operator nakazał ograniczenie poboru mocy, wprowadzając dwudziesty stopień zasilania dla przemysłu. Teraz Polska jest coraz lepiej połączona z systemami elektroenergetycznymi całej Europy, chociażby między Polską a Niemcami. To sprawia, że jesteśmy coraz bezpieczniejsi, bo możemy importować energię w sytuacjach awarii - twierdził.

Do takiego importu doszło wczoraj. Zdaniem Bartłomieja Derskiego, po awarii w Bełchatowie Polska miała rekordowy import mocy od sąsiednich krajów, co nas uratowało przed koniecznością odłączania całych regionów od prądu.

Czy Polska ma zapewnione bezpieczeństwo energetyczne?

Awaria systemu energetycznego skłania do pytania, czy Polska jest bezpieczna pod względem energetycznym. Zdaniem eksperta, awarie zawsze mogą się zdarzyć, ale w perspektywie wieloletniej musimy się zastanowić, jak to bezpieczeństwo zapewnić w chwili, gdy będziemy zamykać elektrownie węglowe. Dzisiaj na nich opiera się polska elektroenergetyka. - Nasze bezpieczeństwo zapewniają teraz duże elektrownie budowane jeszcze w czasach Gierka, które teraz dożywają swoich dni - ocenił.

Mikołaj Lizut zauważył, że na ten temat niewiele mogliśmy usłyszeć podczas prezentacji programu Polski Ład, który Zjednoczona Prawica ogłosiła w sobotę. - Tam pojawiły się historie, które słyszymy od dekad, np. o budowie elektrowni atomowej. Ten pomysł ma swoje wady i zalety. Nawiązując do tej awarii Bełchatowa, to elektrownia atomowa mogłaby mieć tę wadę, że to byłby wielki blok elektroenergetyczny, którego odłączenie w ciągu sekundy sprawiałoby problemy. Ale cała Europa nie zna odpowiedzi na pytanie, co zrobić, gdy pozbędziemy się już tych dużych bloków - powiedział.

DOSTĘP PREMIUM