Azyl dla zwierząt egzotycznych na terenie Lasów Państwowych? Dyr. poznańskiego ZOO ostrzega: Widzę tu dużo zagrożeń

Pod Warszawą, na gruntach Lasów Państwowych, rząd zamierza stworzyć Centralny Azyl dla zwierząt. Miałyby tam trafiać m.in. osobniki zatrzymane na granicy, jak niegdyś słynne tygrysy. Z jednej strony można powiedzieć "w końcu", jednak dyrektorka zoo w Poznaniu Ewa Zgrabczyńska zachowuje ostrożność i mówi, że "jest zwolenniczką tego, by azylowanie było związane instytucjonalnie z ogrodami zoologicznymi". - Żeby nie był to jeden wielki moloch, do którego wrzuca się wszystko - dodaje.
Zobacz wideo

Dramatyczną historię tygrysów zatrzymanych na polsko-białoruskiej granicy w Koroszczynie śledziła cała Polska. Koty przewożono z Włoch do Dagestanu w bardzo złych warunkach. Była ich dziesiątka. Głodne, odwodnione, zestresowane i pozamykane w ciasnych klatkach. Jeden z nich niestety zmarł na miejscu. Od tych wydarzeń minęło półtora roku.

Na pomoc tygrysom ruszyło wtedy poznańskie zoo z dyrektorką Ewą Zgrabczyńską na czele. Odebrało je z granicy i otoczyło właściwą opieką. Po kilku tygodniach odpoczynku piątka kotów została przewieziona do azylu w Hiszpanii, dwa do prywatnego zoo w Człuchowie, a dwa zostały w ogrodzie w Poznaniu.

Dlaczego przypominamy ich historię? Bo właśnie te tygrysy unaoczniły wszystkim (a nie tylko znawcom tematu), jak dziurawy jest polski system opieki nad zwierzętami egzotycznymi zatrzymywanymi na granicy czy odbieranymi z interwencji. Do czasu wyjaśnienia sprawy nie ma ich gdzie trzymać. Organizacje pozarządowe od lat podkreślają, że konieczne jest stworzenie oddzielnego, dedykowanego takim właśnie zwierzakom miejsca. I wygląda na to, że rząd postanowił się wreszcie za to zabrać.

Rząd chce budować Centralny Azyl dla zwierząt

W wykazie prac legislacyjnych i programowych pojawił się projekt ustawy dotyczący stworzenia Centralnego Azylu dla zwierząt. Miałyby tam trafiać osobniki o "nieustalonym statusie", czyli na przykład  - jak w przypadku tygrysów - zatrzymywane na granicach i niemające odpowiedniej dokumentacji; zwierzęta porzucone albo takie, co do których sąd orzeknie przepadek na rzecz Skarbu Państwa. W azylu miałyby znaleźć schronienie na czas prowadzonych w ich sprawie postępowań, które niekiedy mogą się ciągnąć latami.

Centralny Azyl miałby powstać na terenie nadleśnictwa Chojnów pod Warszawą, w miejscowości Warszawianka, na gruntach Skarbu Państwa. "Obecnie prowadzone są uzgodnienia między Ministerstwem Klimatu i Środowiska a Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych co do możliwości i formy przekazania terenu" - podają urzędnicy. 

W dokumencie czytamy, że cały teren liczy 95 hektarów, a w jego centralnej części znajduje się trzykondygnacyjny budynek o łącznej powierzchni ok. 5000 metrów kwadratowych, "który - po przeprowadzeniu niezbędnych prac adaptacyjnych i remontowych - w całości można przeznaczyć na miejsce przetrzymywania zwierząt". "Teren jest ogrodzony, a w jego bliskim sąsiedztwie nie ma zwartej zabudowy. Ta lokalizacja umożliwi dobry dostęp ze wszystkich regionów kraju i przejść granicznych, na których następują konfiskaty zwierząt" - podają urzędnicy.

Azyl miałby być jednostką finansowaną z części budżetu państwa będącej w dyspozycji ministra klimatu i środowiska. Miałby współpracować m.in. z organami celnymi, regionalnymi dyrekcjami ochrony środowiska, ogrodami zoologicznymi czy ośrodkami rehabilitacji zwierząt.

Ewa Zgrabczyńska: Widzę tu dużo zagrożeń

- Bardzo cieszę się, że dostrzeżono potrzebę powołania do życia takiego azylu i fakt, że kłopot związany z przemytem, nielegalnym posiadaniem zwierząt egzotycznych czy dzikich jest naprawdę w Polsce ogromny - mówi Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka wspomnianego wcześniej zoo w Poznaniu.

Podkreśla, że granica Polski jest jednocześnie wschodnią granicą Unii Europejskiej, dlatego to właśnie u nas zatrzymywane są osobniki przemycane na przykład do Rosji i Chin albo w odwrotnym kierunku, w głąb Europy. Dodatkowo, jak zaznacza, coraz większy jest też problem z nielegalnym utrzymywaniem tego rodzaju zwierząt w Polsce.   

W przypadku ich odbioru i zabezpieczeń liczy się czas. Często przejmowane osobniki są w złym stanie i wymagają natychmiastowej opieki. I tu pojawia się kłopot, bo nie ma miejsca, w którym mogłyby ją otrzymać.

- Ten problem istniał od dawna, ale był marginalizowany - mówi Zgrabczyńska. O sprawie zaczęto mówić głośniej przy okazji akcji ratowania tygrysów. Zajął się nią m.in. Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, w którego pracach, jak wspomina dyrektorka, brała także udział. - Ale o tym projekcie rządu dowiedziałam się od pani i widzę w nim bardzo wiele zagrożeń - przyznaje nasza rozmówczyni.

Grupa mniejszych ośrodków, a nie jeden "moloch"

Zgrabczyńska zaznacza, że "jest zwolenniczką tego, by azylowanie było związane instytucjonalnie z ogrodami zoologicznymi". - Żeby nie był to jeden wielki moloch, do którego wrzuca się wszystko. Uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie grupy tego rodzaju ośrodków - mniejszych i być może dedykowanych konkretnym rodzajom zwierząt - mówi.

Zwraca uwagę na fakt, że tego typu "molochy" często podlegają po prostu słabszej kontroli. Jako przykład podaje ogromne schroniska dla bezdomnych zwierząt (jak chociażby zlikwidowane rok temu schronisko w Radysach), gdzie w masie utrzymywanych tam istot "ginie pojęcie dobrostanu i nieznane są losy poszczególnych osobników".

W założeniach projektu czytamy, że Centralny Azyl będzie m.in. zawierał porozumienia w sprawie transportu do i z azylu, wsiedlał zwierzęta do środowiska (w określonych przypadkach), a w razie konieczności uśmiercał zwierzęta przetrzymywane u siebie. Na ten wątek także zwraca uwagę Ewa Zgrabczyńska i podkreśla, że przepisy dotyczące owego uśmiercania powinny być maksymalnie precyzyjne i uszczegółowione. - Boję się tu nadużyć - mówi wprost. - Jestem przeciwniczką usypiania zwierząt zdrowych, przy których nie ma konieczności związanej ze skróceniem ich cierpienia - dodaje.

Jako kolejny niepokojący wątek dyrektorka wskazuje na brak jasnej odpowiedzi, kto ma się azylowaniem zajmować. Jeśli chodzi o Lasy Państwowe, na terenie których ośrodek miałby się znajdować, Zgrabczyńska przypomina, iż "nie jest to organ zajmujący się zwierzętami egzotycznymi". - Największe doświadczenie w tego typu interwencjach i zabezpieczaniu później takich zwierząt posiadają organizacje prozwierzęce, a nie instytucje państwowe - mówi i podkreśla, że to właśnie organizacje powinny być w proces tworzenia takiego azylu szeroko włączane.

Planowany termin przyjęcia projektu dotyczącego Centralnego Azylu urzędnicy określili na czwarty kwartał tego roku.

DOSTĘP PREMIUM