"Mamy serię procedur o krycie pedofilii". Ekspert nie wierzy w tłumaczenia biskupów ws. wezwania do Watykanu

Rzecznik episkopatu szybko zdementował doniesienia, że polscy biskupi zostali wezwani do Watykanu w trybie pilnym i tłumaczył, że wszystko odbywa się w standardowej procedurze. Jednak prof. Arkadiusz Stempin na antenie TOK FM poddawał to tłumaczenie w wątpliwość. - Jest tu kilka niepokojących elementów, które rzucają snop światła jednak na to, że jest to wizyta poza standardowa - oceniał.
Zobacz wideo

Najpierw "Rzeczpospolita" podała informację, że polscy biskupi zostali wezwani w trybie pilnym do Watykanu, a na przygotowanie się do wizyty dostali bardzo mało czasu. Rzecznik episkopatu ks. Leszek Gęsiak dementował te doniesienia, tłumacząc, że "trudno uznać to za tryb pilny" i "nic nie stało się nagle", a episkopat został o terminie uprzedzony, zaś sama wizyta powinna się odbyć już w 2019 roku. - Wizyta ad limina, czyli do progów apostolskich, jest wizytą, która rzeczywiście odbywa się w cyklu pięcioletnim i spoczywa na każdym biskupie diecezjalnym lub hierarsze, który sprawuje funkcje równą biskupowi Rzymu, czyli jest władcą jakiegoś partykularnego kościoła - wyjaśniał w TOK FM prof. Arkadiusz Stempin z Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tishnera i Uniwersytetu we Fryburgu.

Zauważał, że wizyta polskiego episkopatu odbyła się po raz ostatni siedem lat temu, ostatecznie miała się odbyć w ubiegłym roku, ale tak się nie stało ze względu na pandemię. Poddawał jednak w wątpliwość tłumaczenia rzecznika Episkopatu. - Jest tu kilka niepokojących elementów, które rzucają snop światła jednak na to, że jest to wizyta poza standardowa - ocenił profesor. - Kilka episkopatów, które powinny być i były planowane na spotkanie ad limina z innych krajów, zostały przełożone - zauważał. Jak dodał, polscy biskupi mają do końca czerwca przedłożyć wstępne sprawozdania ze swoich diecezji. I choć jest to procedura standardową przy wizycie ad limina, to jednak ocenił, że niestandardowy jest czas i szybkie tempo tej procedury. 

"Rzeczpospolita" podawała jeszcze, że decyzja o wezwaniu polskich biskupów zapadła po spotkaniu papieża z arcybiskupem Salvatore Pennacchio, do którego doszło w połowie kwietnia. Nuncjusz miał sam poprosić papieża o rozmowę, w trakcie której przedstawiał mu krytyczną ocenę sytuacji Kościoła w Polsce. Prowadzący audycję Piotr Maślak przypominał, że ekstraordynaryjne wezwanie biskupów do Watykanu miało już miejsce w 2018 roku, gdy do papieża przybyli biskupi z Chile. Wkrótce potem większość z nich zrezygnowała. - Wtedy mieliśmy jeszcze jedną przesłankę w postaci potężnego napięcia na linii Santiago-Watykan. Był przypadek księdza Karadimy, była wizyta papieża w Chile, krótko mówiąc wpuszczenie papieża w maliny - zauważał gość TOK FM. Jak dodał, w przypadku polskich biskupów takich przesłanek nie ma. 

- Natomiast mamy serię procedur wobec polskich biskupów, procedur o krycie pedofilii w szeregach swoich księży diecezjalnych. Tych procesów jest prowadzonych około jedenastu, wobec kilku biskupów wyciągnięto już konsekwencje - mówił dalej. Jak stwierdził, to jest żółta kartka i sygnał alarmowy dla Watykanu, że "coś tu jest nie tak" i wymieniał, że konsekwencje poniósł już choćby arcybiskup Głódź, biskup Janiak, a wcześniej kardynał Gulbinowicz - Z tych wszystkich skąpych informacji rzeczywiście nasuwa się scenariusz pewnego poza standardowego potraktowania polskiego episkopatu - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM