Zgromadzenia spontaniczne dalej zakazane. "A na stadiony mogą wejść tysiące ludzi. Rząd jest niekonsekwentny"

Sytuacja pandemiczna w Polsce się poprawia, są znoszone kolejne obostrzenia, a gromadzić się spontanicznie wciąż nie wolno. Dlaczego? - Dziwi mnie, że rząd zapomina o tym, iż zamroził to prawo kilka miesięcy temu - powiedział w TOK FM Marcin Wolny, adwokat z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Zobacz wideo

Od 6 czerwca znów będzie można organizować konferencje, targi i wystawy już nie tylko on-line. Możliwe będą też liczniejsze zgromadzenia (z wyjątkiem zgromadzeń spontanicznych) oraz imprezy takie jak wesela. Co jednak ze zgromadzeniami spontanicznymi? Był o to pytany minister zdrowia Adam Niedzielski, który w środę przedstawiał na konferencji prasowej zmiany w epidemicznych obostrzeniach. Odpowiedział, że "zostają zakazane". 

Marcin Wolny, adwokat z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, skomentował w TOK FM tę decyzję jako niezrozumiałą. Jego zdaniem w obecnej sytuacji pandemicznej powinno zostać przywrócone prawo do organizowania zgromadzeń spontanicznych.

- Jeśli wczoraj był mecz Polska - Rosja i na stadionie zgromadziło się 21 tys. osób, to dlaczego nie możemy się gromadzić w innym celu niż tylko po to, żeby podziwiać widowisko sportowe? Wolność zgromadzeń jest immanentną cechą demokracji i powinna być poszanowana. Dlatego dziwi mnie bardzo to, że rząd zapomina o tym, iż zamroził to prawo kilka miesięcy temu - powiedział.

Przypomniał, że zgromadzenia spontaniczne to takie zebrania ludności, które są organizowane w pośpiechu jako reakcja na nieprzewidziane wydarzenia, wobec których obywatele chcą się odnieść. - Na przykład mamy nagłą decyzję Sejmu, która budzi wątpliwości i obywatele się gromadzą, żeby spontanicznie przeciw temu zaprotestować. Spontanicznie, bo nie mają czasu, żeby zgłaszać zgromadzenie - tłumaczył.

Prowadzący audycję TOK360 Wojciech Muzal dodał, że taka sytuacja wydarzyła się ostatnio w Warszawie, gdy Białorusini chcieli zaprotestować przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki. Nie dopełnili w magistracie formalności związanych z organizacją zgromadzenia, bo nie było na to czasu. Chcieli spontanicznie się zebrać, a policja im w tym przeszkodziła.

Dodał, że jest wytłumaczenie, dlaczego rząd nie przywraca prawa do zgromadzeń spontanicznych – ponieważ chce uniknąć ich konsekwencji, czyli sytuacji, w której musiałby się spotykać z protestami społecznymi.

Gość TOK FM powiedział, że artykuł 57. konstytucji gwarantuje każdemu z nas wolność zgromadzeń i nie powinna być ograniczana przez rząd rozporządzeniami. - Trybunał Konstytucyjny wskazał kilka lat temu, że tą wolnością objęte są również zgromadzenia spontaniczne. Jest dyskusja, czy rząd w ogóle mógł rozporządzeniem zakazać takiej wolności, która jest chroniona konstytucyjnie i ustawowo. W kręgu obrońców praw człowieka uważamy, że rząd absolutnie nie miał kompetencji do tego, żeby całkowicie zdelegalizować zgromadzenia spontaniczne - zapewnił prawnik.

Dodał, że zgadzają się z tym zarówno sądy administracyjne, jak i powszechne, które rozpoznają sprawy związane z wolnością zgromadzeń. Przed te sądy trafiają obywatele, którzy zostali np. ukarani przez sanepid karą za udział w protestach. - Jeśli ktoś protestuje i zostanie ukarany karą za popełnienie wykroczenia albo karą administracyjną, to warto odwoływać się od takich decyzji, jest duża szansa na wygraną – zakończył.

DOSTĘP PREMIUM