Dyskryminacja dzieci z niepełnosprawnościami to codzienność. Po tekście o szkole w Łukowie piszą do nas rodzice

Po naszym tekście dotyczącym uczniów z niepełnosprawnościami ze szkoły z Łukowa, którzy nie mogli uczestniczyć w szkolnej uroczystości z udziałem min. Przemysława Czarnka, odezwali się do nas rodzice innych dzieci, którzy mierzą się z podobnymi problemami. Mówią wprost, że ich pociechy są dyskryminowane. Pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych twierdzi, że problem zna, ale też broni dyrektorki szkoły w Łukowie. - Nie wierzę, że ma złą wolę - mówi.
Zobacz wideo

Kilka dni temu opisaliśmy sytuację z Łukowa, gdzie dzieci z najpoważniejszymi niepełnosprawnościami - uczęszczające do Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego - miały być wykluczone ze szkolnej uroczystości z udziałem m.in. ministra edukacji Przemysława Czarnka. Dyrekcja poprosiła, by dzieci - m.in. leżące, z porażaniem czterokończynowym - zabrać do godz. 12. O godz. 13 zaś miała się rozpocząć szkolna, jubileuszowa uroczystość. Dyrektorka szkoły tłumaczyła nam, że nie chodziło o wykluczanie kogokolwiek. Dodała jednak, że " jak dziecko jest leżące, z porażeniem czterokończynowym, które nic nie rozumie, nie słyszy, to wiadomo, że nie ma sensu, żeby takie dzieciątko było"

Odezwało się do nas wielu rodziców dzieci z niepełnosprawnościami. Opowiadają m.in. o tym, jak ich dzieci nie mogą uczestniczyć w wycieczkach szkolnych z powodu swojej niepełnosprawności czy nie dostają części zajęć rehabilitacyjnych, bo "szkoła nie ma tyle pieniędzy". Usłyszeliśmy też historię chłopca z autyzmem, którego mama w poradni psychologiczno-pedagogicznej usłyszała, że jej syn nie może chodzić do klasy z "normalnymi" dziećmi, bo "jak one by to zniosły".

Problem zna pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych Paweł Wdówik, który sam też jest osobą z niepełnosprawnością (jest niewidomy, porusza się w asyście psa przewodnika). - Bólem szkół specjalnych jest w wielu przypadkach takie - nie chcę powiedzieć uprzedmiotawianie, bo to byłoby za mocne - ale pewne upupianie takich osób. "My za ciebie zdecydujemy", "my wiemy lepiej", "my jesteśmy specjalistami" - mówi Paweł Wdówik.

Wspomina przy tym jedną z dyrektorek, która słysząc od specjalistów z Holandii, że m.in. w edukacji najważniejsze powinno być zdanie rodzica, bo to on najlepiej zna swoje dziecko - nie mogła tego zaakceptować. - Ta pani, nauczycielka z Polski powiedziała "Może w Holandii - tak, ale w Polsce - to my wiemy najlepiej, co dla dziecka niepełnosprawnego jest najlepsze". I nie będziemy pytać rodziców, bo oni nic nie wiedzą - opowiada. To - zdaniem ministra - podobne podejście i nastawienie, jakie zaprezentowała dyrektorka z Łukowa.

- Ja nie wierzę, że pani dyrektor ma złą wolę. Sądzę, że w głębi duszy jest to dobry człowiek, ale przesiąknięty określoną mentalnością. Taką, że jej uczniowie to ludzie, którzy nie są w stanie o sobie zdecydować i oni potrzebują, abyśmy się nad nimi pochylili. To ten model paternalistyczno-opiekuńczy w stylu "Ja wiem lepiej" - mówi Paweł Wdówik. Przyznaje, że zna podobne historie, związane z podejściem, że osoby niepełnosprawne trzeba rehabilitować czy terapeutyzować, by choć trochę "upodobnić" je do "normalnych ludzi". - To jest ból, ale wierzę, że to się zmienia - mówi minister w rozmowie z TOK FM.

Paweł Wdówik przypomina sytuacje sprzed lat, gdy - kiedy pojawiał się w jakimś miejscu z psem przewodnikiem - był wyrzucany czy to ze sklepu, czy z autobusu. - A dziś, gdy ostatnio zdarzyło mi się, że pani na recepcji w szpitalu powiedziała "Tu z psem nie wolno", to ludzie ją zakrzyczeli, że jak można nie wiedzieć, że pies przewodnik może wejść wszędzie - opowiada pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych. - Nasza świadomość jest zupełnie inna niż przed laty i myślę, że będzie coraz lepiej - dodaje minister.

Dyrektor Zespołu Szkół w Łukowie - po naszym tekście - napisała do nas z propozycją spotkania. Chciała, by dziennikarka TOK FM przyjechała do szkoły, by mogła porozmawiać z uczniami, nauczycielami, rodzicami.

Oczywiście w rozmowie telefonicznej zgodziliśmy się na taką wizytę - Anna Gmiterek-Zabłocka zaproponowała, że przyjedzie do Łukowa w piątek, 11 czerwca. Pani dyrektor jednak... zmieniła zdanie. "Dziękuję za spotkanie. Za dużo zdrowia mnie ono by kosztowało, a pragnę jak najszybciej zapomnieć" - napisała nam w odpowiedzi.

DOSTĘP PREMIUM