Czarnek szykuje bat na dyrektorów. "Po co ma się zżymać na błyskawice w awatarach, skoro może to odgórnie uciąć"

Zmiany w prawie oświatowym to jeden z wielu kamyczków w budowli ministra Czarnka, które jasno wskazują, że edukacja ma silnie skręcić w prawo. Stać się polem działań politycznych. Minister zaczyna kreować sobie swoją rzeczywistość - mówił w TOK FM Sławomir Broniarz, szef ZNP.
Zobacz wideo

Dyrektorzy szkół i samorządowcy apelują do ministra edukacji Przemysława Czarnka o wstrzymanie prac nad przepisami, które mają dać kuratorom większą kontrolę nad szkołami. Według projektu, który pojawił się w wykazie prac legislacyjnych rządu, kuratorzy nie tylko mieliby decydujący głos w konkursach na dyrektora szkoły, ale też mogliby go szybko odwołać pod pretekstem uchylania się od realizacji zaleceń. Ministerstwo chce, żeby kurator decydował też o tym, jakie stowarzyszenia i organizacje wpuścić na zajęcia.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, ostro komentował zapowiadane przez resort zmiany. Jego zdaniem, minister Czarnek chce "zawłaszczyć" sobie dyrektorów szkół. – Jeżeli mówi, że postać dyrektora będzie uzależniona od woli i władzy kuratora, a te osoby są politycznym narzędziem w ręku ministra i wojewody, to sytuacja jest jednoznaczna. Cały proces wyłaniania i oceny pracy dyrektora skupi się w ręku kuratora. Wielu dyrektorów, którzy mają odwagę cywilną mówić, że szkoła powinna być wolna i autonomiczna, znajdzie się w trudnym położeniu – wskazywał Broniarz.

Szef ZNP jest też mocno zaniepokojony tym, że pod władzę kuratorium mają trafić też niepubliczne placówki edukacyjne, które teraz są niejako "oazami niezależności". – Minister miał uwagi do działań dyrektorów, którzy pozwalali choćby na awatary z błyskawicą Strajku Kobiet w czasie nauki zdalnej. Teraz pan Czarnek wyszedł z założenia, że po co ma się na to zżymać, skoro może odgórnie to uciąć. Do tego kuratorium ma też wyrażać zgodę, które organizacje trzeciego sektora mogą wchodzić do szkół. To jest po prostu cenzura – podkreślał gość TOK FM.

Broniarz zapowiedział też, że stanowisko ZNP wobec tego projektu zmian będzie stanowczo negatywne. – Jest to jeden z wielu kamyczków w budowli ministra Czarnka, które jasno wskazują, że edukacja ma silnie skręcić w prawo. Stać się polem działań politycznych. Minister zaczyna kreować sobie swoją rzeczywistość. Nikt nie mówi o tym, jak przygotować szkoły na ew. czwartą falę pandemii. Dla pana ministra obecne problemy edukacji są na marginesie. Ważna jest walka o dusze i umysły młodych ludzi, którym będziemy nakazywać działać w imię polityki resortu edukacji narodowej – ocenił szef ZNP.

Jak dodał, takie zmiany są złe właśnie z punktu widzenia całego procesu wychowawczego młodych ludzi. – Chce się ich wpiąć od początku w indoktrynację polityczną, jak w poprzedniej epoce – wskazał Sławomir Broniarz.

Centralizacja pod butem resortu

Zdaniem dr Igi Kazimierczyk plany ministra Czarnka zmierzają wprost do tego, że dyrektorzy będą tylko pracownikami administracyjnymi szkół. – Nawet nie będą mogli zdecydować o tym, że w ich placówce odbędą się choćby warsztaty z edukacji klimatycznej. Bo o wszystko trzeba będzie pytać kuratorium – mówiła prezeska fundacji Przestrzeń dla edukacji i aktywistka ruchu Obywatele dla Edukacji. Postępująca centralizacja edukacji może też sprawić, że dość szybko resort będzie mógł się pozbyć ze szkół niepokornych dyrektorów. – Dzięki temu systemowi kontroli i zaleceń, łatwo będzie dyrektorów ambitnych, wymienić na takich współpracujących z kuratorium. Ten aksamitny system sterowania z al. Szucha (siedziba MEN-red.) może zadziać się bardzo szybko – oceniła Kazimierczyk.

A w dalszej kolejności pogłębi to tylko zapaść usługi publicznej, jaką jest edukacja. – To też dzięki dyrektorom, ale też nauczycielom i rodzicom, szkoły jakoś przeszły przez pandemię. Często włodarzom udawało się organizować coś z niczego, na przykład komputery dla uczniów. Ministerstwo o to nie dbało. Teraz na koniec dostają taką nagrodę, że będą mogli wylecieć z pracy, bo zaprosili do szkoły nie taka organizację społeczną. To nie są warunki, żeby podejmować na tym stanowisku decyzje ambitne, wykazywać chęci. Wszyscy będą tylko uważać, żeby przejść kontrolę z kuratorium. Dla wielu może to być kolejny argument za tym, żeby nie zostawać w zawodzie, a przejść np. do rynku korepetycji – podkreślała Kazimierczyk.

Strony są na "nie"

Podobne głosy oburzenia płyną też ze strony dyrektorów szkół. - To przepisy, które ograniczą autonomię dyrektorów - ocenia dyrektor XXX LO w Warszawie Marcin Konrad Jaroszewski. Jak dodaje, to "absolutne domknięcie systemu autorytarnego". – Widzimy, że oświata jest ważnym elementem indoktrynacji. A ten projekt zakłada całkowite podporządkowanie edukacji jedynie słusznej linii partii – podkreśla Jaroszewski.

Zdaniem samorządowców ta propozycja nie tylko poważnie ingeruje w oświatę, ale też w ustrój – My się w okresie transformacji na coś zdecydowaliśmy. Przyjęliśmy konstytucję, która zakłada państwo zdecentralizowane. Dlatego krytycznie podchodzimy do tego projektu. To jest jawny gwałt na autonomii samorządu i pozostaje w sprzeczności z zapisami konstytucji - przekonuje Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

DOSTĘP PREMIUM