Czego "uczy" wychowanie do życia w rodzinie w szkołach? Niepokojące wyniki badań

Na zajęciach z wychowania do życia w rodzinie "wieje nudą", a prowadzące je osoby zamiast merytorycznej wiedzy przekazują uczniom swoje przekonania - między innymi takie są pierwsze wnioski badań przeprowadzanych na temat lekcji WDŻ. Edukatorzy "Pontonu" podkreślają, że problem jest ogromny, bo młodzi ludzie chcą dostawać rzetelne informacje na temat seksualności, a nie fake newsy o tym, że np. od antykoncepcji "można dostać raka".
Zobacz wideo

Badanie ankietowe w formie online przeprowadziła Grupa "Ponton", która od 20 lat zajmuje się edukacją seksualną. Edukatorki i edukatorzy seksualni chcieli zbadać, jak dziś wyglądają lekcje wychowania do życia w rodzinie, na których - z założenia - uczeń powinien mieć prawo zadać każde nurtujące go pytanie.

Do przeanalizowania - pod względem ilościowym i jakościowym - jest ponad 11 tysięcy ankiet, wypełnionych przez młodych ludzi w wieku 15-22 lata. Całościowe wyniki tej analizy będą znane jesienią, ale pierwsze wnioski już się nasuwają. - Z tego co już wiemy od uczniów, wynika między innymi, że na lekcjach wychowania do życia w rodzinie nauczyciele niejednokrotnie przekazują swoje podejście ideologiczne, a nie naukowe. Choćby dotyczące antykoncepcji czy "pierwszego razu". Mówią o swoich przekonaniach, a nie o faktach naukowych - informuje nas edukatorka "Pontonu" Antonina Lewandowska.

Z ankiet wynika również, że na części zajęć z WDŻ "wieje nudą" - uczniowie odrabiają w tym czasie zaległe prace domowe lub rozmawiają na zupełnie inne tematy. - Wiemy, że część uczniów nie chodzi na WDŻ argumentując to między innymi tym, że lekcje są nudne i nic się z nich nie wynosi - mówi Zuza Muczko, edukatorka grupy "Ponton" i koordynatorka przeprowadzonego badania.

- Podstawowy wniosek z tej wstępnej analizy jest taki, że z formalną edukacją seksualną w szkole, na lekcjach wychowania do życia w rodzinie, jest bardzo źle. Młodzi piszą o tym, że potrzebują i chcą dowiadywać się o seksualności i wszystkich jej aspektach, ale zajęcia nie zapewniają im tej wiedzy - mówi Zuza. Uczniom brakuje choćby rozmów o różnych metodach antykoncepcji, ale też o orientacjach seksualnych czy tożsamości płciowej. Nie ma rozmów o wizytach u ginekologa czy urologa, ani o asertywności, czyli np. świadomej zgodzie na seks.

Antykoncepcja hormonalna "powoduje raka"

Lekcje WDŻ prowadzą nauczyciele bardzo różnych przedmiotów. Poza biologami zdarzają się też matematycy, poloniści, muzycy, ale również katecheci. Część młodych ludzi przyznaje, że czasami przekazuje się im fake newsy np. o tym, że prezerwatywa przed niczym nie chroni albo że antykoncepcja hormonalna może powodować raka.

Duża część uczennic i uczniów ma ogromny lęk przed ciążą, bojąc się choćby tego, że zajść w ciążę można dotykając klamki, kranu czy siadając na toalecie, z której wcześniej korzystał chłopak. Niejednokrotnie żyją w przekonaniu, że plemniki mogą być "transportowane" przez wiatr czy wodę. - Na lekcjach WDŻ w kontekście ciąży mówi się głównie o biologii, czyli o samym procesie zapłodnienia. O tym, co jest przed zapłodnieniem, czyli o seksie, praktycznie rozmów nie ma - mówi Zuza Muczko.

- Z tego, co już przeczytałam w wypełnionych ankietach mogę powiedzieć, że jest naprawdę źle. A jeśli to ma się jeszcze pogłębiać i na przykład lekcje WDŻ stałyby się obowiązkowe, to w mojej ocenie, może być katastrofa - mówi z kolei Antonia Lewandowska. Bo przekonywanie młodych ludzi choćby do wstrzemięźliwości seksualnej do ślubu czy do zakładania rodziny głównie po to, by mieć dzieci, to wypaczenie wiedzy o seksualności, relacjach i związkach.

Na razie Ministerstwo Edukacji i Nauki nie potwierdza, że WDŻ miałby stać się od września przedmiotem obowiązkowym. Wiadomo jedynie, że wychowanie do życia w rodzinie ma być w nowym roku szkolnym "priorytetem polskiej szkoły", choć nikt do końca nie wie, co to oznacza.

MEiN poinformowało natomiast, że chce usunąć z przepisów zapis, że wychowanie do życia w rodzinie ma się odbywać na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej. Chodziło o to, by uczeń, który na te lekcje nie chodzi - mógł przyjść wcześniej czy wcześniej skończyć. - W mojej ocenie, plan by WDŻ był w środku lekcji i by nie można było sobie z niego tak po prostu wyjść, to ewidentna próba wywarcia presji na uczniach, by uczestniczyli w tych lekcjach. Tyle, że z takiego zmuszania nic dobrego na pewno nie wyniknie - mówi nam jedna z nauczycielek z Lublina.

Przeprowadzone przez "Ponton" badanie pokazało coś jeszcze - młodzi ludzie wiedzę o seksualności czerpią obecnie głównie z internetu. - Pozytywne jest to, że nie jest to już tylko oglądanie filmów pornograficznych i czytanie forów internetowych, ale także korzystanie z profili edukacyjnych na portalach społecznościowych. Profili choćby na Instagramie, na których jest rzetelna wiedza i odpowiedzi na nurtujące młodych ludzi pytania. I to jest dobra zmiana - mówi Zuza Muczko.

DOSTĘP PREMIUM