To narzędzie miało pomóc w odejściu od domów dziecka. Do dziś kurzy się w ministerstwie. "To jest straszne"

Prawie cztery miliony złotych kosztowało stworzenie narzędzia do monitorowania systemu pieczy zastępczej w Polsce. Narzędzia, które do dziś nie działa - przez brak jednego podpisu. Dotarliśmy do szczegółów projektu, który miał szansę wspomóc odejście od domów dziecka na rzecz pieczy rodzinnej. Do dziś kurzy się w ministerialnych biurkach.
Zobacz wideo

Chodzi o narzędzie, którego stworzenie wymyślono jeszcze za rządów koalicji PO-PSL, a realizowano również po tym, gdy do władzy doszło PiS. System o skomplikowanym i urzędowo brzmiącym tytule "Narzędzie badawcze służące weryfikacji procesu deinstytucjonalizacji pieczy zastępczej w powiatach" miało być drogowskazem i bazą wiedzy o pieczy zastępczej w Polsce. W skrócie - pokazywać, jak skutecznie rozwijać rodziny zastępcze i wygaszać domy dziecka. Między innymi o tym narzędziu opowiada siódmy odcinek radiowego serialu dokumentalnego "Piecza". Posłuchaj:

Fajerwerki, kokpity i "good job"

- Z jednej strony była to pewna koncepcja analityczna, pozwalająca na podstawie danych śledzić postępy deinstytucjonalizacji w Polsce, ale i na poziomie poszczególnych powiatów. Stworzyliśmy indeks pozwalający porównywać osiągnięcia powiatu w czasie i w porównaniu z innymi powiatami. Powstał ranking, nawet rozdaliśmy jakieś symboliczne nagrody... - wspomina w radiowym serialu dokumentalnym "Piecza" Maciej Bitner, który z ramienia z WISE Europa pracował przy tworzeniu narzędzia. 

Tę koncepcję realizować miała konkretna technologia - którą można zobaczyć i wykorzystać za pomocą komputera. - Ministerstwo oczekiwało, żeby narzędzie umożliwiało zdalny dostęp do danych, żeby na poziomie powiatów odczytywać je z kokpitów, żeby było interaktywnie. A także żeby można było automatycznie wydrukować raport - wyjaśnia Maciej Bitner. Narzędzie i dane, które miało dostarczać, miało mieć silną rolę perswazyjną - zwracać uwagę na problem w powiatach, w których sytuacja była najgorsza, gdzie zapóźnienia były największe. Co więcej, narzędzie miało pokazywać, ile pieniędzy dany powiat wydaje na pieczę instytucjonalną - czyli m.in. domy dziecka, a ile na utrzymanie rodzin zastępczych. A tym samym, ile można byłoby zaoszczędzić na deinstytucjonalizacji. - To pewnego rodzaju gotowiec. Można było z niego odczytać, że np. piecza instytucjonalna jest dużo droższa - podkreśla Bitner. 

Dodaje, że resort był z efektów prac nad narzędziem bardzo zadowolony. - Minister Marczuk (Bartosz Marczuk był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w latach 2015-18 - red.) osobiście mi gratulował, uścisnął dłonie i powiedział "good job" - wspomina Bitner.

Coś trzeba zmienić w umowie

W 2018 roku doszło do oficjalnej prezentacji narzędzia. 29 maja w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej zorganizowano konferencję "Z instytucji do Rodziny", na której eksperci, przedstawiciele powiatów, PRPR-ów, praktycy i przedstawiciele ministerstwa pracy i polityki społecznej oraz rodziny zastępcze dyskutowały o deinstytucjonalizacji. W depeszy Polskiej Agencji Prasowej, która opisywała funkcjonalności narzędzia, czytamy m.in.: "Przykładowo, wskaźnik 'małe dzieci własne w IPS' mierzy odsetek dzieci poniżej 7. roku życia, znajdujących się w opiece instytucjonalnej zgodnie z normami od 2015 r. Rzeczywista najgorsza wartość tego wskaźnika to 79 proc. Od początku 2020 r. w instytucjonalnej pieczy zastępczej przebywać będą mogły tylko dzieci powyżej 10. roku życia. Powiat zgodnie z przepisami musi osiągnąć zerową wartość wskaźnika, umieszczając dzieci poniżej 7. r.ż. wyłącznie w pieczy rodzinnej" (wyróżnienie - red.). 

Dlaczego więc, choć minęło już dobrych kilka lat, narzędzie, tak pożyteczne i przydatne, do dziś nie zaczęło działać? - Bardziej życzliwa interpretacja jest taka, że ministerstwo ma kłopot z technologią - ale tu wystarczyłoby kilka miesięcy na odświeżenie narzędzia. Skoro się tego nie robi, to można podejrzewać, że nie jest w smak ministerstwu monitorowanie tych postępów. A jakby wyszło, że ten indeks (intensywności pieczy - red.) spada, to co? - zastanawia się Bitner. 

Odpowiedzi na pytanie o niewykorzystanie narzędzia nie udało się poznać również Joannie Luberadzkiej-Grucy z Koalicji na Rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej, która pracowała przy jego tworzeniu. - To jest dla mnie zagadka. My w 2018 roku podpisaliśmy umowę z przeniesieniem praw autorskich. Wtedy dynamicznie zmieniało się kierownictwo ministerstwa, odchodziła minister Elżbieta Rafalska wybrana do europarlamentu, która była w tę umowę wpisana. Trochę rozumiem, że potem była kolejna osoba, chociaż tak naprawdę to resort powinien odpowiedzieć, czy za tym kryły się formalne rzeczy, czy też coś innego - przyznaje w rozmowie z nami. Ostatnia wiadomość, jaką otrzymała z ministerstwa, mówiła o tym, że po zmianie kierownictwa resortu prawnicy ponownie przejrzeli umowę i doszli do wniosku, że coś w niej trzeba zmienić. - Od tego momentu nigdy nie doszło do szczęśliwego finału - twierdzi Luberadzka-Gruca.

"To jest straszne"

O to, dlaczego warte niemal 4 mln zł narzędzie, które od dobrych kilku lat mogło pomagać w odejściu od domów dziecka na rzecz rodzin zastępczych, wciąż nie zaczęło działać, zapytaliśmy w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej. 

- Narzędzie zostało oddane w 2018 roku, natomiast prawa autorskie nie zostały odebrane przez instytucję pośredniczącą. Nie mnie o tym mówić dlaczego. Instytucją pośredniczącą była inna część ministerstwa, która teraz jest w innym ministerstwie na skutek podziałów w resortach - stara się to tłumaczyć Olgierd Podgórski, dyrektor Departamentu Polityki Rodzinnej. 

I po chwili przyznaje: "My jako ministerstwo rodziny - to jest straszne - nie mamy kompetencji, żeby odebrać te prawa autorskie".

Jak to możliwe, że przez trzy lata dwa departamenty w dwóch resortach nie umiały się porozumieć w tak prozaicznej kwestii? - Pan redaktor może zasięgnąć opinii w instytucji, która jest w ministerstwie funduszy. Narzędzie jest, natomiast jako ministerstwo nie mamy praw autorskich. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, tego się nie da wytłumaczyć - opowiedział Podgórski na pytania Michała Janczury.

Olgierd Podgórski deklarował ostrożnie, że rzekomo jest szansa na pomyślny finał. - Z mojej wiedzy wynika, że ta saga ma się ku końcowi. I instytucja pośrednicząca zobowiązała się do odebrania praw autorskich i przekazania ich ministerstwu rodziny - dodał.

Na pytanie o to, jak ocenia tę sytuację, odparł wprost: "Oceniam to bardzo źle, bo zostały poniesione wydatki, nie mówiąc o szkodach, jeżeli chodzi o możliwość wykorzystania narzędzia i jego funkcjonowanie. Nie można ocenić tego inaczej niż negatywnie". 

Pod koniec 2020 roku w Polsce 16 029 dzieci przebywało w pieczy instytucjonalnej, którą w zdecydowanej większości stanowią domy dziecka. Takich placówek było wtedy w sumie 1 205, z tego 1 193 placówki opiekuńczo-wychowawcze, 10 regionalnych placówek opiekuńczo-terapeutycznych oraz 2 interwencyjne ośrodki preadopcyjne. Spośród tych nieco ponad 16 tys. dzieci, aż 44,5 proc. ma mniej niż 10 lat. 

Względem roku 2019 liczba dzieci w pieczy instytucjonalnej zmniejszyła się o mniej niż 1 proc. 

Radiowy serial "Piecza" opowiada o pełnym absurdów, niedoróbek i nielogiczności systemie, w którym dziecko nie jest podmiotem, ale przedmiotem. Przez pryzmat historii konkretnych dzieci i konkretnych rodzin autor dokumentu Michał Janczura wyjaśnia, jak skonstruowany jest system pieczy zastępczej, do którego trafiają dzieci opuszczające rodziny biologiczne. A także jak bardzo, nieraz za wszelką cenę i wbrew wszystkiemu, system stara się ich do siebie nie przyjąć. Wszystkie odcinki można odsłuchać TUTAJ >>

DOSTĘP PREMIUM