"Kąpieliska morskie są lepsze niż rzeki i jeziora". Ale danych o polskich wodach jest mało

Im bardziej ciepła i bezwietrzna pogoda nad Bałtykiem, tym większe ryzyko zakwitu sinic i zamykania kąpielisk. - Co roku widzimy, że większość plaż nad Bałtykiem jest zamknięta, bo kwitną sinice. Te zielone kożuchy, choć ładne, są toksyczne - wyjaśniała w TOK FM Maria Staniszewska, prezeska Polskiego Klubu Ekologicznego.
Zobacz wideo

Z raportu o stanie wody, przygotowanego przez Europejską Agencję Środowiska, wynika, że tylko 66 proc. kąpielisk w Polsce została przebadanych pod jakości wody. To drugi - po Wielkiej Brytanii - najniższy wskaźnik w Europie. Więc mimo że autorzy raportu dobrze oceniają czystość polskich kąpielisk, to wynik ten można uznać za niemiarodajny.

Zwróciła na to uwagę w TOK FM Maria Staniszewska, prezeska Polskiego Klubu Ekologicznego oraz członkini Koalicji Czystego Bałtyku i Koalicji Ratujmy Rzeki, która nie kryła, że jest tym raportem zaskoczona. - Polskie kąpieliska, które zostały przebadane, mają dobrą jakość wody: 1 proc. z nich jest zła, 3 proc. wystarczająca, 6 proc. dobra, a reszta jest doskonała. Kąpieliska morskie są lepsze niż te śródlądowe (rzeki i jeziora). Nie oceniono jednak, dlaczego tak mało przebadano tych kąpielisk. Napisano tylko, że Polska nie dostarczyła wystarczającej ilości danych. Świadczy to o tym, że nie najlepiej jest z tymi naszymi kąpieliskami - mówiła ekspertka.

Dodała, że największym problemem polskich kąpielisk jest eutrofizacja, czyli przerost roślin wodnych. Dostarczane do wody związki azotu i fosforu powodują wzrost roślin. - To niekorzystne zjawisko, bo glony rosną, opadają na dno zbiorników wodnych, tam się rozkładają, pochłaniając tlen i tworząc pustynie beztlenowe, które stanowią aż 17 proc. dna Bałtyku. W tych warunkach uwalnia się fosfor, idzie do góry, znów odżywia rośliny, one znów rosną, przekwitają, opadają i koło się zamyka - tłumaczyła.

Jednym z warunków czystej wody jest nie tylko niski stopień bakterii kałowych, ale również brak zakwitu glonów i planktonu morskiego. - Z tym mamy kłopot – zauważyła Staniszewska. - Co roku widzimy, że większość plaż nad Bałtykiem jest zamknięta, bo kwitną sinice. Te zielone kożuchy, choć ładne, są toksyczne. Dlatego gdy kwitną, nie można wchodzić do wody przez dwa tygodnie. Chyba że jest wiatr i ruch fal, to te zanieczyszczenia są naturalnie usuwane – wyjaśniała.

Zatem im bardziej bezwietrzna pogoda nad Bałtykiem, tym większe ryzyko zakwitu sinic i zamykania kąpielisk. - Przyczyna tego stanu leży w intensyfikacji rolnictwa. Chodzi tu nie tylko o Polskę, ale o całą Europę. Rozwój rolnictwa powoduje ucieczkę biogenów do wód. Dlaczego tak się nie dzieje w Morzu Czarnym czy Śródziemnym, nad którymi jeszcze cieplej jest? Bo mamy gorsze warunki przyrodnicze, np. większość gleb w Polsce to gleby lekkie, z których łatwiej wymyć nawozy sztuczne. Spływają do rzek i tamtędy kierują się do Bałtyku - powiedziała.

Dodatkowo Bałtyk jest prawie zamkniętym morzem i dosyć płytkim. Jak zauważyła ekspertka, kiedyś raz do roku były sztormy, dzięki którym następowały duże wlew świeżej i natlenionej wody do morza przez cieśniny. - Ale ostatni taki wlew był kilka lat temu, a wcześniej nie było go kilkanaście lat, bo zmienia się klimat – stwierdziła gościni TOK FM.

Przez katastrofę klimatyczną Bałtyk umiera, a coraz więcej kąpielisk nad polskim morzem jest latem zamykana i niedostępna dla amatorów pływania.

DOSTĘP PREMIUM