Za cyberatakiem na ministra Dworczyka stoją rosyjskie służby? Analityczka ma poważne wątpliwości

Kto włamał się na skrzynkę mailową ministra Michała Dworczyka? Najczęściej powielane teorie mówią o rosyjskich albo białoruskich służbach. Jednak Anna Mierzyńska zauważała w TOK FM, że wskazują na to bardzo niejednoznaczne przesłanki. I nawet cyrylica w metadanych plików wcale nie musi świadczyć o tym, że za atakiem stoją Rosjanie albo Białorusini.
Zobacz wideo

Szef KPRM Michał Dworczyk oświadczył w piątek, że na jego skrzynkę mailową dokonano ataku hakerskiego, a wykradzione informacje pojawiają się na rosyjskiej platformie Telegram. Stwierdził, że "nie można jednoznacznie wskazać, kto stoi za atakiem", ale intencją ataku było "podważenie zaufania" do niego. Jednak Anna Mierzyńska, analityczka mediów społecznościowych, zauważała w TOK FM, że sam Dworczyk sugerował, że za atakiem stoją białoruskie albo rosyjskie służby. 

- Poszlaki, które są identyfikowane jako wskazujące na agentów rosyjskich albo białoruskich, to są bardzo proste poszlaki, które mogą o czymś świadczyć, ale nie muszą - zaznaczała analityczka. Jako przykład podała domniemanie, że Rosja musi być w to zaangażowana, skoro informacje pojawiają się na rosyjskim Telegramie. I jak mówiła dalej, dziennikarze TVN24 namierzyli drugi kanał na Telegramie, który od lutego publikuje polskie rządowe dokumenty i omawia je po rosyjsku. Część tych dokumentów publikowane jest również na kanale w języku polskim, na którym rzekomo są dokumenty ze skrzynki Dworczka. - Ta sytuacja rodzi kolejne pytania - stwierdziła. Jak jednak dodała, mogą to być dwie oddzielne operacje hakerskie.  

Gościni TOK FM zauważała też, że metadane w niektórych plikach są w języku rosyjskim, co może świadczyć o tym, że dany plik przygotowano w programie w rosyjskiej wersji językowej. Jednak sam ten fakt trudno jeszcze traktować jako potwierdzenie takiej tezy. Ekspertka sugerowała, że należałoby porównać te pliki z plikami ze skrzynki ministra Dworczyka i dopiero potem można byłoby wysnuć wnioski. - Na tym etapie możemy tylko stwierdzić, że cyrylica tam jest i może to świadczyć o tym, że ktoś spreparował te pliki (...), ale równie dobrze może świadczyć o tym, że prawdziwi autorzy tych plików używali rosyjskojęzycznego programu - mówiła. Jak wyjaśniła, metadane można też w badzo prosty sposób zmienić. 

Atak hakerski na Michała Dworczyka

Przypomnijmy, że sprawa cyberataków na Polskę zaistniała publicznie w ubiegłym tygodniu. Wówczas szef KPRM Michał Dworczyk oświadczył na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę email i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Podkreślił jednocześnie, że "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny". Jednak hakerzy, którzy przejęli konto szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka, ujawnili m.in. e-maila dotyczącego planów użycia wojska przeciwko protestującym po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. 

W środę na niejawnym posiedzeniu premier Mateusz Morawiecki mówił o cyberatakach na członków rządu. Jak relacjonował reporter TOK FM, Sejm był pilnie strzeżony, wyłączone zostało Wi-Fi oraz włączono szumidła, które zagłuszają sieć komórkową. Posłowie i posłanki musieli oddać do depozytu wszystkie urządzenia elektroniczne, a na sale posiedzeń byli wpuszczani bez teczek i torebek, po wcześniejszym przejściu przez bramki kontrolne. 

DOSTĘP PREMIUM