"Na początku bałam się każdego tunelu i wiaduktu, że się nie zmieszczę". Historia o dziewczynie, które jeździ ciężarówkami

W męskim świecie kierowców ciężarówek odnajduje się znakomicie. Swoimi filmikami w sieci zyskała niemałą popularność. Iwona Blecharczyk opowiadała w TOK FM o tym, ile determinacji potrzeba kobiecie, żeby zostać kierowcą kilkunastotonowej ciężarówki.

Iwona Blecharczyk w młodości nigdy nie myślała, że trafi "za kółko" TIR-a i napisze książkę "Trucking Girl. 70-metrową ciężarówką przez świat". Najpierw chciała być dentystką. Potem startowała w konkursie Miss Polonia oraz razem z koleżanką projektowała i szyła sukienki.

Jak wspominała w TOK FM, prowadzić samochód nauczył ją pierwszy chłopak. – Miał taką małą firmę przewozową, w której transportował ludzi do Wielkiej Brytanii. Pojechałam z nim raz do towarzystwa. Potem dał mi pokierować przez 100 kilometrów. Kolejnym razem przez 200. Finalnie jeździliśmy trasy na pół. Chociaż ta miłość nie przetrwała, to uczucie do motoryzacji już tak – opowiadała.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

To właśnie podczas jednego z takich kursów Blecharczyk pokochała wielkie samochody ciężarowe. – Wieźliśmy z Anglii pasażera na ostatnią chwilę. Był zupełnie z innego regionu kraju, niż nasze docelowe Podkarpacie. Mogliśmy go zostawić na granicy polsko-niemieckiej. Tam przez CB radio zapytałam, czy nie znalazłbym się ktoś, kto zawiezie tego człowieka do domu. Od razu zgłosił się kierowca ciężarówki, panowie w zasadzie byli z jednej miejscowości. Wtedy też zobaczyłam z bliska, jak wygląda takie auto. Ten mężczyzna otworzył drzwi swojej kabiny, mogłam tam wejść i zobaczyć, jakie to skomplikowane, wielkie i że tak bardzo mi się to podoba. Poczułam potworny żal, że nie będę mogła czymś takim jeździć – opowiadała kobieta.

Jednak zanim Blecharczyk na stałe związała swoje życie z transportem drogowym, zaliczyła kilka miesięcy pracy… w szkole. – Uczyłam języka angielskiego. Na zastępstwo. Bardzo, ale to bardzo męczyła mnie ta praca. Miałam wrażenie, że uczę dzieci rzeczy niepraktycznych. Bałam się też, że przez brak satysfakcji, za 10 lat zgorzknieję. Nagle się okazało, że jest dla mnie praca na stałe w szkole. Spanikowałam, że będę musiała to robić już na zawsze – wspominała w rozmowie z Ewą Podolską.

To właśnie ten czas zmotywował ją, żeby jak najszybciej rozpocząć pracę "na ciężarówkach". Już wcześniej udało jej się zdobyć uprawnienia do prowadzenia takich pojazdów. Co wprawiło w osłupienie jej rodzinę i znajomych.

– Nikt nie traktował tego pomysłu poważnie. W zasadzie wszyscy podchodzili do tego z politowaniem. Dziwili się: czego ona chce, ma dobrą pracę - państwową, mieszka z rodzicami, ma wszystko za darmo. Ale ja postawiłam wszystkich przed faktem dokonanym, Miałam ogromną frajdę z jeżdżenia ciężarówkami – opowiadała.

O pierwszą pracę po zdobyciu "prawka" nie było łatwo. – W rekrutacjach odpadałam od razu, nikt mi nawet niczego nie tłumaczył. Pojawiło się jedno zaproszenie na rozmowę, ale już na miejscu powiedziano mi, że po prostu chcieli zobaczyć, co to za dziewczyna, co chce jeździć ciężarówkami. Byłam rozczarowana, ale nie zbiło mnie to z tropu. Po tej akcji w szkole jeszcze bardziej się zmobilizowałam i w końcu dostałam pracę w firmie transportowej – wspominała.

Trafiła do firmy, która zdecydowała dać szansę kobiecie w tym zmaskulinizowanym zawodzie. Blecharczyk wybrała się w miesięczną trasę po Europie jako pomoc dla doświadczonego kierowcy. Po tym "okresie próbnym" miała zdecydować, czy będzie pracować w biurze, czy sama wsiądzie "za koło".

– Kolega traktował mnie bardzo poważnie, pomagał, zachęcał. Przemierzyliśmy różne kraje Europy. Ten pierwszy miesiąc to było spełnienie moich marzeń. Po prostu bajka – wspominała "Trucking Girl". Dlatego zdecydowała się sama wsiąść za kierownicę ciężarówki. – Jeżdżenie samemu to już zupełnie inna sprawa. Wszystko było nowe. Stresowałam się przed każdym wiaduktem czy tunelem. Bałam się, że się nie zmieszczę. Był płacz i stres. Jednak stopniowo było coraz lepiej – mówiła w TOK FM.

Od tamtej pory minęło już 10 lat.

Kiedyś woziła przeróżne towary, teraz natomiast przewozi głównie gabaryty, czyli ogromne części składowe do wielkich konstrukcji, na przykład wiatraków na fermy.

– Taki transport specjalistyczny odbywa się głównie nocami. Konwoje składają się z samochodów ciężarowych i pilotów. Zdarzają się różne sytuacje. Przez kilka lat nic mi się nie przydarzyło, a jednego miesiąca złapałam trzy "kapcie". Oczywiście, w konwoju nigdy się nie jest samemu i zawsze ktoś pomaga. Ale nie ma czasu na przyjazd serwisu, wszystko trzeba robić samemu. Czy sama bym umiała zmienić koło w ciężarówce? Oczywiście, że tak – zapewniała ze śmiechem Iwona Blecharczyk w rozmowie z Ewą Podolską.

DOSTĘP PREMIUM