Jest wyrok sądu II instancji w sprawie organizacji lotu do Smoleńska w 2010 roku

Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata wymierzoną w I instancji byłemu szefowi KPRM Tomaszowi Arabskiemu ws. organizacji lotu do Smoleńska w 2010 r. Jedyną zmianą jest modyfikacja opisu zarzuconego mu czynu.
Zobacz wideo

Chodzi o poszerzenie tego opisu o wzmiankę dotyczącą działania na szkodę interesu publicznego i interesu prywatnego.

W analogiczny sposób wyrok został zmieniony w stosunku do urzędniczki kancelarii premiera Moniki B., która w czerwcu 2019 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie została skazana na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok.

Sąd utrzymał wyrok w całości w stosunku do pozostałych trzech urzędników - Miłosława K. z kancelarii premiera oraz Justyny G. i Grzegorza C. z ambasady RP w Moskwie - którzy w I instancji zostali uniewinnieni.

Sprawa lotu do Smoleńska

Przypomnijmy, Tomasz Arabski był szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdy w kwietniu 2010 roku doszło do katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Funkcję tę pełnił łącznie przez ponad pięć lat (od listopada 2007 do lutego 2013). Był jednym z najbliższych współpracowników ówczesnego szefa rządu Donalda Tuska.

W czerwcu 2019 roku w I instancji były szef KPRM Tomasz Arabski został nieprawomocnie skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a urzędniczka kancelarii premiera Monika B. - na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok. Uniewinnionych zostało troje pozostałych urzędników - Miłosław K. z kancelarii premiera oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie.

Arabski od początku nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. - Jestem niewinny - mówił przed sądem. - Nie uczestniczyłem - ja ani kancelaria premiera - w organizacji lotu prezydenta 10 kwietnia 2010 roku. Organizatorem wyjazdu prezydenta do Katynia była Kancelaria Prezydenta. Nigdy nie był organizowany tzw. wspólny wyjazd do Katynia, więc co za tym idzie tzw. rozdzielenie wizyt nigdy nie miało miejsca - stwierdził.

W procesie apelacyjnym, który ruszył w czerwcu tego roku, obrona Arabskiego oraz Moniki B. domaga się ich uniewinnienia. Prokuratura złożyła z kolei apelacje na niekorzyść wszystkich oskarżonych. Popierają ją oskarżyciele posiłkowi.

Proces w I instancji toczył się przez ponad trzy lata. Został zainicjowany z oskarżenia prywatnego. Jego podstawą był art. 231 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego. Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła prawomocnie śledztwo w sprawie organizacji lotów premiera i prezydenta do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 roku.

Oskarżycielami w tej sprawie zostali bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. Na początku procesu do sprawy przyłączyła się prokuratura.

Tusk o Arabskim: Nie ponosi żadnej odpowiedzialności za katastrofę

W czerwcu 2019 roku Donald Tusk bronił Tomasza Arabskiego, mówiąc, że ten "w sprawie Smoleńska był człowiekiem, który nie tylko przestrzegał przepisów prawa, ale wykonał o wiele więcej niż wymagały przepisy i urzędowe zobowiązania, także wtedy, kiedy po samej katastrofie jechał do Moskwy".

- Tomasz Arabski był pod każdym względem świetnym szefem kancelarii i nie ponosi w najmniejszym stopniu żadnej odpowiedzialności za katastrofę - podkreślił były premier.

- Nie jestem od analizowania, czym kierował się sąd, ale z tego co wiem, w uzasadnieniu bardzo mocno jest podkreślone, że działania Tomasza Arabskiego nie mają nic wspólnego z katastrofą jako taką, nie zmienia to mojego przekonania - jako jego szef wiedziałem, co robi - że on nie odpowiada w najmniejszym stopniu także za to, że samolot zdecydował tam lądować. To nie jest jego odpowiedzialność i mam nadzieję, że w apelacji bez większego problemu tego dowiedzie – dodał ówczesny szef Rady Europejskiej.

DOSTĘP PREMIUM