Rząd chce, żeby Polacy mieli więcej dzieci, ale "widzi tylko płodność". Sam wskaźnik to nie wszystko

Rządowa Strategia Demograficzna 2040 ma sprawić, że Polaków nie będzie ubywać. Tylko czy rzeczywiście w takiej formie może być skuteczna? - Rząd koncentruje się tylko na płodności. Upatruje, że jak ludzie będą mieć więcej dzieci, to rozwiąże to wszystkie problemy. Ale nie rozwiąże - mówiła w TOK FM dr hab. Anna Matysiak z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW.
Zobacz wideo

Rząd ogłosił swoją Strategię Demograficzną 2040, która ma wyznaczać kierunki polityki rodzinnej w perspektywie długofalowej. W skrócie jest to szereg propozycji, które które mają sprawić, że ludzi w Polsce nie ubędzie, a nawet zacznie przybywać. Eksperci mają jednak do tych propozycji szereg wątpliwości. - Cieszy mnie, że kwestia problemów, z którym borykają się rodziny, została uznana przez rząd. Jest tworzona strategia rządowa, wsparcia dla rodzin - mówiła TOK FM dr hab. Anna Matysiak z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. - Cieszy mnie również, że patrzy się na tę kwestię kompleksowo. Zauważono, że problemy są w różnych sferach, dotyczą zarówno dostępu do służby zdrowia, jak i do mieszkań, są to trudności na rynku pracy - dodała. 

Jednak pierwszy problem, który zauważała ekspertka, to fakt, że w Polsce bardzo trudno sprawdzić, na ile takie programy są skuteczne. - Mamy w Polsce ogromny problem z dostępnością danych. Żeby to dobrze zrobić, potrzebne są tzw. dane wzdłużne, gdzie śledzimy ludzi, jak oni różne decyzje, zawodowe, rodzinne, migracyjne podejmują w swoim życiu - wyjaśniała. - My takich danych w Polsce nie mamy. To jest strasznie ważne, bo właśnie to jest jednym z powodów, dla których my nie sprawdzamy w rzetelny sposób, jak te polityki działają - zaznaczyła. 

- To, czego mi zabrakło w tej strategii, to jest to, że rząd koncentruje się tylko na płodności. To znaczy upatruje, że jak ludzie będą mieć więcej dzieci, to rozwiąże to wszystkie problemy. Ale nie rozwiąże. Jeżeli to jest strategia demograficzna, to powinna patrzeć na wszystkie składowe demografii, a to jest nie tylko posiadanie dzieci, ale także umieralność, stan zdrowia ludności - podkreślała dalej. - To są też migracje. Od tego tematu nie uciekniemy(...), jednym z powodów, dlaczego ten problem starzenia się nasila jest to, że z Polski bardzo dużo młodych ludzi wyjechało - zauważała. 

Zaznaczała też, że sposobem na rozwiązanie części problemów demograficznych są imigranci, którzy do naszego kraju przyjeżdżają. - Wiele krajów zachodniej Europy bardzo się swojego czasu martwiło spadającą płodnością, starzejącą się ludnością. Niemcy na przykład były takim krajem - mówiła. - Ale oni się już przestali martwić. To jest kraj, w którym się żyje bardzo dobrze, wielu ludzi chce mieszkać, wielu ludzi napłynęło - zauważała. 

- Są symulacje, które pokazują, że płodność musiałaby ogromnie wzrosnąć, żeby rzeczywiście problem starzenia ludności rozwiązać - mówiła. Ekspertka oceniała również, że strategia w wielu punktach bardzo ogólna, brakuje w niej konkretnych rozwiązań. Jak mówiła, rząd chce za wszelką cenę zwiększyć płodność i "dobić" do określonego współczynnika płodności. - Nie można się koncentrować tylko na jednym, że wskaźnik ma wzrosnąć do 2.1 - mówiła. - Rzeczywiście to jest ten poziom zastępowalności pokoleń (...), ale w sytuacji, kiedy dzieci są coraz bardziej wykształcone (...), to jest też taka idea, że (...) być może do utrzymania rozwoju gospodarczego wcale nie jest potrzebny współczynnik płodności 2,1, tylko może 1,7 albo 1,5 - podsumowywała. 

DOSTĘP PREMIUM