Escape roomy wychodzą z pandemii poobijane. "Ale fali zamknięć nie było"

Escape roomy wracają do żywych po pandemicznym lockdownie. Większość przetrwała, chociaż nie było łatwo.

Wieczory kawalerskie, panieńskie, imprezy firmowe, czy nawet po prostu pomysł na ciekawe spędzenie weekendu. Escape roomy, czyli pokoje zagadek, przez kilka ostatnich lat były bardzo lubianą formą rozrywki przez Polaków. Nowe miejsca wyrastały jak grzyby po deszczu, organizowano nawet zawody w pokonywaniu zagadek na czas. Jednak los nie był dla tych miejsc zbyt łaskawy.

Tragedia w Koszalinie

W styczniu 2019 roku do jednego z koszalińskich escape roomów weszło pięć dziewczynek. Ta wizyta miała być punktem kulminacyjnym obchodów urodzin. Niestety, w pokoju doszło do pożaru. Nastolatki zginęły.  – Ta sytuacja to było dla branży poważne tąpniecie – przyznaje Bartosz Idzikowski, współtwórca serwisu lock.me, który jest swoistą bazą pokoi zagadek w Polsce. Dodaje, że po tym wypadku w kraju rozpętała się "odgórna nagonka" na escape roomy. – Napuszczano na pokoje kontrole, najczęściej z Inspektoratów Nadzoru Budowlanego. Wiele lokali musiało się zamknąć, ale nie przez kwestie bezpieczeństwa, tylko przez dziwne wymogi formalne. W ten sposób po Koszalinie zniknęło ok. 50 procent branży – podkreśla Idzikowski.

Długi lockdown

Ci, którzy przetrwali, zaprawili się w bojach. A wtedy nadeszła pandemia koronawirusa. Escape roomy były zamknięte praktycznie przez cały ten okres. Z krótką przerwą w wakacje ubiegłego roku. A już jesienią, razem z restauracjami, weszły ponownie w lockdown aż do początku czerwca. Co ciekawe, liczba pokoi w całej Polsce jest teraz zbliżona do czasów sprzed pandemii. – Pewien spadek liczby escape roomów był niestety do przewidzenia po okresie kilkunastu miesięcy pandemii. Jednak na szczęście nie spowodowała ona dużej fali zamknięć – przyznaje współtwórca portalu Lock.me.

Jak tłumaczy nasz rozmówca, to właśnie dzięki uporowi właścicieli i ich pomysłowości, branża powoli wychodzi z pandemicznego letargu. – Wielu z nich to po prostu pasjonaci. Często mają też inne zajęcia i dzięki temu udało im się przetrwać ten trudny okres. Część firm skorzystała z rządowej pomocy, choć oczywiście nie była ona wystarczająca. Escape roomy wychodzą z pandemii poobijane, ale branży udało się przetrzymać kolejne turbulencje – podkreśla Idzikowski.

- Jeśli część firm walczyła z urzędami przez kilka miesięcy, a potem nastała pandemia, to ci najwytrwalsi podjęli kolejną walkę. Nie chcieli stracić jeszcze więcej czasu i pieniędzy – przyznaje Damian Leszczyński, który od pięciu lat prowadzi escape room "Zagadkowo" w Radomsku, a także prezes Stowarzyszenia Właścicieli Escape Roomów i dodaje, że ten upór właścicieli zdeterminował to, że jeszcze pozostali w branży.

Walka na całego

Pokoje walczyły też o swoich klientów w trakcie lockdownów. Organizowano eventy typu live cam. – Wygląda to tak, że drużyna zasiada przed komputerami i online łączy się z pokojem, gdzie czeka na nich mistrz gry. Uczestnicy widzą go, mają z nim stały kontakt i wydają mu polecenia, co ma zrobić w danym pokoju. Trochę tak, jak w grze komputerowej, tylko steruje się żywym człowiekiem – opowiada nasz Bartosz Idzikowski z lock.me.

Jeszcze inni oferowali swoje usługi różnym firmom. - W pokojach zatrudnionych jest wiele "złotych rączek", specjalistów od scenografii czy konstrukcji gadżetów elektronicznych. Dzięki temu mogli oferować swoje usługi innym firmom w potrzebie – dodaje. Część pokoju, ze względu właśnie na dopracowaną i nietypową scenografię, przekształciło się w plany filmowe czy miejsca sesji zdjęciowych.

Dwa światy

Dopiero 6 czerwca rząd zezwolił na otwarcie escape roomów. Branża uważa, że to zdecydowanie zbyt późno. – Boli mnie to, że jakoś wcześniej można było organizować choćby imprezy okolicznościowe dla kilkudziesięciu osób, a kilka osób nawet z tego przyjęcia nie mogło iść do escape roomu. Dla nas te obostrzenia były niesprawiedliwe – przekonuje właściciel escape roomu z Radomska i dodaje, że jego stowarzyszenie nadal walczy o rządowe wsparcie: Chcieliśmy uzyskać zwolnienie z opłaty za ZUS za maj 2021, bo przecież cały miesiąc byliśmy zamknięci. Nic z tego. Zostaliśmy poinformowani, że Ministerstwo Rozwoju takiej pomocy nie planuje.

Na pomoc escape roomom mogą przyjść jednak sami klienci, bo po tak długim lockdownie apetyty na rozwiązywanie zagadek na pewno się zaostrzył. -  W skali ogólnopolskiej widać rosnące zainteresowanie. Szczytu spodziewamy się w wakacje, które dla pokoi są czasem prosperity – mówi Bartek Idzikowski z lock.me. Pokoje są dezynfekowane, a klienci mają do dyspozycji urządzenia do dezynfekcji rąk. – Już przed pandemią byliśmy rozrywką bezpieczną pod kątem sanitarnym i tak pozostało – zapewnia Damian Leszczyński z radomszczańsiego pokoju zagadek.

Dodaje, że w Polsce w kwestii tej formy rozrywki mamy do czynienia ze swoistymi dwoma światami. – W dużych miastach istnieje pewna kultura odwiedzania escape roomów. Ludzie wolą taką rozrywkę choćby od kina. Natomiast w mniejszych ośrodkach jest dużo gorzej. Jeśli nowych pokoi nie będzie więcej, to trudno będzie utrzymać trend popularności tej formy zabawy – ubolewa Leszczyński.

Niepewność w kwestii odmrożenia branży sprawiła, że nowych pokoi pojawia się coraz mniej. – A ludzie, którzy dobrze znają na tym biznesie, musieli wstrzymać inwestycje, lub je odłożyć. Nie mieliśmy żadnej solidnej wiadomości, kiedy będziemy w końcu otwarci. A nikt nie przypuszczał, że to będzie praktycznie na samym końcu odmrażania gospodarki – mówi właściciel escape roomu z Radomska.

DOSTĘP PREMIUM