Sąd: Rok więzienia dla działacza ONR za wznoszenie nienawistnych haseł na marszu w Białymstoku

Na rok bezwzględnego więzienia Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał działacza ONR, oskarżonego o wznoszenie nienawistnych, antyżydowskich haseł. Równocześnie sąd nie zostawił suchej nitki na prokuraturze, która dwukrotnie umarzała śledztwo w tej sprawie.
Zobacz wideo

Sprawa dotyczy obchodów 82. rocznicy powstania ONR zorganizowanych w Białymstoku 16 kwietnia 2016 roku. W ich ramach odbyła się msza oraz marsz ulicami miasta. Jego uczestnicy - podczas zgromadzenia - wykrzykiwali hasła: "My Europę obronimy, islamistów nie wpuścimy", "Narodowy radykalizm", "Polacy przeciw imigrantom", "Śmierć wrogom ojczyzny" czy "Wielka Polska katolicka".

Jedno ze śledztw prokuratury - prowadzone najpierw w Białymstoku, a potem w Warszawie - dotyczyło podejrzeń nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych lub wyznaniowych, ale ostatecznie zostało prawomocnie umorzone. To otworzyło jednak drogę do subsydiarnego aktu oskarżenia stron uznanych tam za pokrzywdzone. Z tego prawa skorzystał Rafał Gaweł związany z Ośrodkiem Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

W subsydiarnym akcie oskarżenia Gaweł zarzucił siedmiu konkretnym działaczom środowisk narodowych, że wobec przedstawicieli społeczności żydowskiej, w tym wobec niego, kierowali groźby karalne poprzez okrzyki "a na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści", czym mieli oni publicznie nawoływać do nienawiści na tle różnic narodowościowych.

Wyrok sądu

Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał na rok bezwzględnego więzienia mężczyznę, który zainicjował to hasło - uznając, że był to czyn znacznej szkodliwości społecznej. Natomiast na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata skazał oskarżonego, który po zainicjowaniu hasła był jedną z osób, które je powtórzyły. Pozostałych pięciu oskarżonych zostało uniewinnionych.

Jak mówił sędzia Sławomir Cilulko, w sprawie należało ustalić czy hasło wskazane w zarzucie było skandowane, czy skandowali je oskarżeni oraz czy to hasło wypełniało znamiona przestępstwa.

Sędzia mówił, że głównymi dowodami w tej sprawie były nagrania wizyjno-foniczne. To na nich widać, że hasła inicjowane są przez jedną i tę samą osobę - oskarżonego, który trzyma mikrofon

Odnosząc się z kolei do uniewinnień - sędzia mówił, że na nagraniu widać, iż nie wszystkie osoby wykrzykują to hasło. - Nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej i na podstawie samego uczestnictwa w danym zgromadzeniu oskarżać, jak i skazać jego uczestników za bezprawne zachowania innych - mówił Cilulko. Dodał, że nie było żadnego źródła dowodowego, które wskazywałoby na ich winę.

ONR wie, jak "balansować na granicy prawa" 

Sędzia podkreślił, że najważniejszy i najtrudniejszy element tego procesu sprowadzał się do tego, czy hasło "a na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści" może być ocenione jako nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Mówił, że białostocki marsz nie jest jedynym zgromadzeniem ONR, w którym organizacja jest oskarżana o propagowanie nienawiści, antysemityzm czy promowanie ksenofobicznych postaw. Mówił, że organizacja ta wie, jak "balansować na granicy prawa" używając haseł, czy słów o niejednoznacznej treści, by wyrazić swój pogląd.

- Wykrzykiwanie określonych słów w przestrzeni publicznej i ich kwalifikacja karna zależy od sytuacji, kontekstu, które wskazują na to, co wypowiadające je osoby miały na myśli, co przez ich artykulację chciały osiągnąć - powiedział Cilulko. W tym przypadku - jak wyjaśnił - marsz odbył się w rocznicę ONR, która w swojej deklaracji ideowej ma zapisaną m.in. "homogeniczność etniczną".

- Niejednokrotnie działacze ONR odpierali zarzuty, że ich organizacja ma charakter profaszystowski, zaprzeczali antysemickim postawom. Jednak doskonale zdają sobie sprawę, jakie hasła i gesty pojawiały się na organizowanych przez nich manifestacjach, jak w niektórych środowiskach ich organizacja jest postrzegana, jakie cechy ideologicznych wartości wyznawali ONR-owcy z okresu międzywojennego, do dziedzictwa których niejednokrotnie się obecnie odwołują, a przecież to przedwojenny ONR otwarcie nawoływał m.in. do usunięcia Żydów z Polski - powiedział Cilulko.

Mówił, że analizując nagrania z białostockiego marszu: wygląd uczestników, skandowane hasła, które zaprzeczały m.in. tolerancji religijnej, wielokulturowości czy wielowyznaniowości, to nie sposób uznać, że hasło z zarzutu, może przynależeć - jak chciała tego obrona - do ideologii, czy postawy politycznej. - Nie o ideologię tu chodziło, lecz o ludzi innej narodowości, zdaniem sądu, narodowości żydowskiej - mówił.

Dodał, że oskarżony inicjujący hasło celowo w niejednoznaczny sposób wzywał do agresji przeciwko tej czy innej grupy narodowej, religijnej lub społecznej i niejednoznacznie nakłaniał do działań wrogich wobec określonych grup, bo wiedział, że przemarsz jest rejestrowany i może zostać rozwiązany za wykrzykiwanie nielegalnych haseł. Dlatego - jak mówił sąd - w sposób przemyślany wybrał słowa, ale interpretując użyte słowa i styl to hasło było wykrzyczane "w napięciu emocjonalnym, z wiarą w jego spełnienie" i tym samym wypełniło znamiona popełnienia czynu.

- (Hasło) zawiera sianie idei przemocy fizycznej zmierzającej do pozbawienia życia członków innej grupy narodowościowej. Bez znaczenia tu jest, czy to będą Żydzi, czy to będą Niemcy, Rosjanie, Białorusini - dzisiaj jedni, jutro inni. Jak pokazuje historia, od słów do czynów jest bardzo krótka droga - mówił sędzia.

Cilulko w uzasadnieniu zwrócił też uwagę na postawę prokuratury białostockiej, która umorzyła śledztwa, bo brak było dowodów, że takie hasło było wykrzyczane podczas marszu, nie było one ujęte także w ekspertyzach prokuratury. W ocenie sądu, sprawa nie była skomplikowana dowodowo, opierała się głównie na nagraniach, trudności nie powinno było sprawić też ustalenie faktów. Zdaniem sądu, zakończenie śledztw i użyta argumentacja do ich umorzenia "chluby autorom tych decyzji z pewnością nie przynosi".

Wyrok nie jest prawomocny.

DOSTĘP PREMIUM