"Istnieje niebezpieczeństwo recydywy faszyzmu" - ostrzega prof. Jacek Leociak. I wymienia listę alarmujących zjawisk

Profesor Jacek Leociak jest literaturoznawcą, od lat zajmuje się m.in. literaturą zagłady. W rozmowie z TOK FM mówi wprost: Polska "brunatnieje", środowiska skrajnie narodowe mają coraz więcej do powiedzenia. - I to nie jest histeria, otwórzmy oczy - mówi profesor.
Zobacz wideo

Profesor nie ma wątpliwości, że wspieranie skrajnych środowisk to m.in. dawanie im pieniędzy. Dużych pieniędzy. To choćby środki dla Roberta Bąkiewicza i jego Stowarzyszenia "Marsz Niepodległości" oraz "Straży Narodowej", która "broni" kościołów. Bąkiewicz dla Stowarzyszenia "Marsz Niepodległości" dostał ostatnio 1,3 mln zł, a na obronę kościołów przez "Straż Narodową" 1,7 mln zł. Do tego Stowarzyszenie Młodzież Wszechpolska dostało 100 tys. zł, a związana z Młodzieżą Wszechpolską Fundacja Dobrej Rady 250 tys. - wylicza Jacek Leociak.  

"Otwórzmy szeroko oczy"

- To jest bardzo niepokojące zjawisko i nie zaczęło się dziś czy wczoraj. Te pokłady antysemityzmu i pełzające ruchy neofaszystowskie działały w Polsce od dawna, ale gdzieś pod powierzchnią, niejawnie. Ich działalność wcześniej ujawniała się jedynie w drobnych incydentach - tłumaczy profesor. - Natomiast to, co się stało po wyborach 2015 roku, to postępujące coraz bardziej i coraz wyraźniej przyzwolenie władz na określone działania. I dlatego ci ludzie wychodzą na zewnątrz, mamy pochody, marsze, w tym skrajny Marsz Niepodległości. Policja, jak gdyby nigdy nic, umożliwia neofaszystom maszerowanie w środku miasta. Ale dostrzeżemy to tylko wtedy, gdy otworzymy szeroko oczy. Musimy zrozumieć i dostrzec, że nie tylko mamy w kraju grupy neofaszystowskie, ale mamy przyzwolenie na działanie tych grup. I to jest straszne - ocenia Jacek Leociak w rozmowie z TOK FM.

Profesor, który tematyką przedwojenną i wojenną zajmuje się od lat, nie ma wątpliwości, że to, co obserwujemy, bardzo przypomina czasy przed II wojną światową. - Również jeśli chodzi o zaangażowanie Kościoła w pielęgnowanie tych neofaszystowskich ruchów. Myślę choćby o ONR-owskich pielgrzymkach na Jasną Górę. Przemawiają do nich biskupi, przemowy ociekają pochwałami za wspaniałą działalność patriotyczną i narodową. Jeśli ktoś pamięta historię międzywojenną i historię Obozu Wielkiej Polski, Obozu Narodowo-Radykalnego, to pamięta bardzo dobrze pielgrzymki młodzieży akademickiej, które zaczęły się w latach 30. Tam właśnie pielgrzymowali ci polscy, przedwojenni faszyści - tłumaczy Leociak. - Kogoś, kto ma otwarte oczy, ogarnia przerażenie. I nie można tego groźnego problemu zamiatać pod dywan - tłumaczy profesor.

"Mamy w Polsce język endecki"

Naukowiec zwraca również uwagę na język przekazu wobec społeczności LGBTQ, który bardzo przypomina dawny język wobec Żydów. - Nie ma Żydów w Polsce, niemal wszyscy Żydzi zostali wymordowani, a to oznacza, że nie ma wroga, który zawsze spajał siły narodowe. Dlatego teraz tym wrogiem, który spaja, stały się osoby nieheteronormatywne, osoby LGBT, które są atakowane słownie, ale i fizycznie. Przecież coraz częściej słyszymy o przypadkach pobicia, choćby za trzymanie się za ręce - mówi profesor. - Język w Polsce od dawna jest językiem endeckim, w tym to posunięte już do śmieszności unaradawianie wszystkiego - każda instytucja musi być narodowa - tłumaczy Jacek Leociak.

W ocenie profesora do języka nienawiści stosowanego przez część polityków i aktywistów dołącza Kościół.  - Chodzi mi o retorykę Kościoła, który piętnuje i wyklucza tych ludzi. Arcymistrzem języka nienawiści jest arcybiskup Jędraszewski - ten, który walczy m.in. z "tęczową zarazą". Ale wtórują mu przecież inni duchowni, w tym Episkopat - tłumaczy Jacek Leociak. I przypomina list Episkopatu w sprawie LGBT. - Ten list jest czymś haniebnym i mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo dokładnie go przeanalizowałem. W pewnych swoich fragmentach przypomina retorykę, która rozbrzmiewała w III Rzeszy, jeśli chodzi o środowiska LGBT - mówi Leociak.

O tym, że środowiska skrajnie prawicowe wchodzą m.in. do IPN, pisaliśmy już kilka lat temu. - Niektórzy publicyści mówią: "Nie histeryzujmy, nie przesadzajcie, nic się takiego wielkiego nie dzieje". To znaczy co: problemu nie nagłaśniać, odwrócić się od niego i myśleć, że może sam się jakoś rozwiąże? Nie zgadzam się z takim podejściem - tłumaczy profesor Jacek Leociak.

Posłuchaj całej rozmowy z prof. Jackiem Leociakiem 

DOSTĘP PREMIUM