Nastolatkowie skazani za znieważenie prezydenta. "Politycy powinni być bardziej odporni na krytykę"

Trzech nastolatków zostało skazanych za znieważenie prezydenta Dudy. - To jest poważny problem, z którym mamy do czynienia od lat. Trybunał w Strasburgu stwierdził jednoznacznie, że nie ma podstaw w państwie demokratycznym, aby funkcjonariuszy publicznych chronić w sposób dalej idący w porównaniu ze zwykłymi obywatelami - mówił w TOK FM dr Wojciech Mojski z Katedry Prawa Konstytucyjnego UMCS.
Zobacz wideo

30 czerwca Sąd Okręgowy w Kaliszu skazał trzech nastolatków na prace społeczne za znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Oskarżono ich o to, że "działając wspólnie i w porozumieniu w miejscu publicznym, okazując rażące lekceważenie porządku prawnego, znieważyli Prezydenta RP Andrzeja Dudę w ten sposób, że wykrzykiwali słowa wulgarne i uznane powszechnie za obelżywe". Mieli to robić na wspólnej imprezie z okazji rozpoczęcia wakacji. Groziły im za to nawet trzy lata więzienia. Sąd uznał ich za winnych i skazał na dwa miesiące prac społecznych po 20 godzin.

Czy więc każdemu obywatelowi, który na prywatnej imprezie mówi brzydko o prezydencie, grozi więzienie? Zapytany o to w TOK FM dr Wojciech Mojski z Katedry Prawa Konstytucyjnego UMCS, odpowiedział, że prawo jest w tej kwestii niejednoznaczne. - Ustawodawca zapisał, że kto publicznie znieważa prezydenta, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Przy czym to jest dosyć wątpliwe. To nie jest tak, że jeśli możemy ustalić, że na imprezie było kilkadziesiąt osób, to miało to charakter publiczny. Podkreślenia wymaga, że ma być to publiczne (znieważenie), ale nie jest określona liczba adresatów tego komunikatu - wyjaśnił prawnik.

Dodał, że przepis ten wywołuje wątpliwości od lat. - Znieważenie to naruszenie godności człowieka, tzw. czci wewnętrznej, czyli wyrażamy się o nim w sposób, który go obraża. Ale nie każdy krytyczny sąd o polityku (jest znieważeniem). Trzeba podkreślić, że politycy powinni być bardziej odporni na krytykę - przypomniał.

Jak zauważyła prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz, w Polsce jest odwrotnie – trudniej jest obrazić zwykłego obywatela niż prezydenta. - To jest poważny problem, z którym mamy do czynienia od lat. Co prawda, w 2011 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ten przepis jest zgodny z konstytucją, ale Trybunał w Strasburgu stwierdził jednoznacznie, że nie ma podstaw w państwie demokratycznym, aby funkcjonariuszy publicznych chronić w sposób dalej idący w porównaniu ze zwykłymi obywatelami - zaznaczył.

Podkreślił, że sądy w Polsce nie orzekają najsurowszej kary przewidzianej za znieważenie prezydenta. - Całe szczęście, nie są orzekane kary pozbawienia wolności, jeżeli już, to ograniczenia wolności czy też grzywny. Ale tu jest inny problem: samo istnienie takich regulacji w Kodeksie karnym może wywołać coś, co nazywamy "efektem mrożącym", czyli wstrzymanie obywateli przed krytyką.

Jaki jest w ogóle sens tego przepisu? - Jest nakierowany na osoby utożsamiającej państwo albo to państwo reprezentuje. Ale - jak już wskazywano - nie można stawiać znaku równości pomiędzy czcią prezydenta i majestatem państwa. Ten nasz przepis znajduje się w części Kodeksu karnego „Przestępstwa przeciwko Rzeczypospolitej", co jednoznacznie wskazuje, że celem ustawodawcy w 1997 roku było postawienie tego znaku równości. W Stanach Zjednoczonych jest zupełnie inaczej, bo tam prezydent jest traktowany po prostu jako obywatel - zakończył gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM