"Z powodu upałów w Polsce cierpi więcej osób niż przez mrozy". Do czego prowadzi "betonoza"?

- To nie jest tak, że jak będziemy mieli park w każdej dzielnicy, do którego można dojechać i sobie odpocząć od upału, to załatwi sprawę. Bo jeśli cała reszta miasta będzie drzew pozbawiona, to osoba starsza może nawet do tego parku nie dojść, bo po drodze po prostu zasłabnie - mówił w TOK FM Jan Mencwel. Autor książki "Betonoza" ostrzegał przed tym, do czego może doprowadzić popularne w Polsce usuwanie roślin z miast.
Zobacz wideo

Przed kilkoma dniami media społecznościowe obiegły zdjęcia 19-letniego Kacpra z Krzeszowic, który na betonowej płycie rynku - postanowił... usmażyć sobie jajecznicę. Udało mu się. To pokazuje, do czego prowadzi - modna ostatnia - "rewitalizacja" miejskich placów polegająca m.in. na usuwaniu zieleni na rzecz betonu.

IMGW ostrzega przed upałami. Temperatura może sięgać 32-33 stopni w cieniu. Ile stopni może być na wybetonowanym rynku w Trzebnicy? - Myślę, że z 50. Co najmniej - ocenił Jan Mencwel, szef stowarzyszenia Miasto Jest Nasze i autor książki "Betonoza".

Gość TOK FM przyznał, że niedawno sam mierzył temperaturę na środku placu Bankowego w Warszawie i były 52 stopnie. Natomiast kawałek dalej, gdzie znajdował się mały zieleniec, temperatura była o 20 stopni niższa.  

- Nie chodzi o to, że przestrzenie miejskie pozbawione drzew są nieprzyjemne i nie da się tam wytrzymać. Przy takich upałach, jakie mieliśmy i jakie nas czekają, one mogą być zwyczajnie niebezpieczne dla życia i dla zdrowia - podkreślił Mencwel. - Już w tej chwili są raporty pokazujące, że więcej ludzi cierpi czy nawet umiera w Polsce z powodu właśnie wysokiej temperatury niż z powodu dużych mrozów. Są to na przykład osoby chorujące na choroby układ krążenia, osoby starsze - dodał.

"W takich miastach nie będzie się dawało wytrzymać"

Ostatnia fala upałów w Polsce zbiegła się z publikacją raportu naukowców z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, którzy to przeanalizowali plany zagospodarowania przestrzennego 39 miast powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Eksperci zwrócili uwagę, że choć w teorii doskonale wiemy, w którą stronę powinny zmierzać nasze miasta i zdajemy sobie sprawę, że "future is green", to w praktyce jest często zupełnie inaczej. Mamy "nadmiar betonu" i - jak piszą naukowcy - "nie jest to dobry kierunek". 

Zdaniem Mencwela "nie możemy mówić o dobrej i nowoczesnej przestrzeni miejskiej, np. ulicy, jeśli nie ma przy niej drzew". Zieleń, jak dodał, powinno traktować się jak coś tak oczywistego, jak oświetlenie czy chodnik. - Ulica bez drzew - i mam tu na myśli szpaler z jednej i z drugiej strony - będzie się nagrzewać. Będzie to miejsce nieprzyjazne i niebezpieczne - podkreśla gość TOK FM.

Autor "Betonozy" zwraca też uwagę, że miasta powinno się projektować tak, by drzewa były rozłożone równomiernie po całym ich terenie. - To nie jest tak, że jak będziemy mieli park w każdej dzielnicy, do którego można dojechać i sobie odpocząć trochę od upału, to załatwi sprawę. No, nie załatwi. Bo jeśli cała reszta miasta będzie tych drzew pozbawiona, to osoba starsza może nawet do tego parku nie dojść, bo po drodze po prostu zasłabnie od upału - zwrócił uwagę aktywista.

Poza tym, jak stwierdził, jest coś takiego jak "efekt miejskiej wyspy ciepła", który sprawia, że nagrzewa się całe miasto (a nie tylko miejscowo w jakimś jednym betonowym fragmencie). - To całe gorąco z betonu w nocy jest oddawane do powietrza, przemieszcza się i wchodzi nam do mieszkań. Z tego powodu w nocy mamy bardzo gorąco w mieszkaniach. I po prostu w takich miastach nie będzie się dawało wytrzymać w zmieniającym się klimacie, z jakim mamy do czynienia - przestrzegał Mencwel.

Nasadzenia to nie zawsze lek na nasze bolączki

Mimo widocznego w naszym kraju zamiłowania do betonu w miastach powoli wraca moda na zieleń. Choć niestety, jak stwierdził aktywista, często sprowadzana się to do dość symbolicznych gestów, jak na przykład nowe nasadzenia. - Czasami jest to używane jako alibi: wycięliśmy wprawdzie cały szpaler drzew na rynku czy przy ulicy, ale tu są nowe nasadzenia. I prezydent albo burmistrz osobiście pojawia się z łopatą - mówił gość TOK FM.

I zaznaczył, że takie nasadzenia niewiele nam dają. - Mamy kilkadziesiąt lat w plecy. Natury nie oszukamy. Upływu czasu także. Jak zasadzimy młode drzewo, to ono potrzebuje kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat, by spełnić taką samą funkcję, jak wielkie drzewo, które zostało wycięte - podkreślił Mencwel. Dlatego tak ważne powinna być ochrona istniejących drzew "rozwiniętych, które się już zaadaptowały do trudnych miejskich warunków".

DOSTĘP PREMIUM