Na podstawie niewyraźnego filmu z monitoringu sąd ukarał ubezwłasnowolnionego, niepełnosprawnego mężczyznę. Za kradzież roślin

Policja z Przemyśla skierowała do sądu wniosek o ukaranie niepełnosprawnego mężczyzny, który nie mówi, niewiele rozumie, a ze względu na porażenie mózgowe - ma też duże problemy z poruszaniem się. Miał - rzekomo - wyrwać kilka roślin, na spacerze po godz. 1.30 w nocy. - To niemożliwe - mówi jego siostra.

55-letni pan Piotr jest osobą od wielu lat ubezwłasnowolnioną. Wcześniej jego opiekunem prawnym była mama, po jej śmierci została nim jego siostra Ewa. - Brat jest osobą z niepełnosprawnością, w tym intelektualną, praktycznie nie mówi, wypowiada tylko pojedyncze słowa. - Brat w ciągu dnia przebywa na zajęciach w Środowiskowym Domu Opieki. Wieczorami wozimy go do kościoła, bo bardzo lubi tam przebywać. W nocy jesteśmy z nim w domu po rodzicach - ja albo drugi brat nocujemy tam. Dom jest wtedy zamknięty, brama też. Piotrek najczęściej chodzi spać ok. 21 - opowiada pani Ewa.

Była zaskoczona i zszokowana, gdy przeczytała wezwanie, że jej brat ma się stawić na komisariacie, bo jest podejrzany o kradzież jakichś roślin sprzed jednego z bloków. Miał tego dokonać rzekomo 8 maja, w środku nocy. - Zadzwoniłam na policję, powiedziałam, że to niemożliwe. Przekazałam też, że brat jest ubezwłasnowolniony. Kazano mi przyjść z nim na to przesłuchanie - opowiada pani Ewa.

Pan Piotr oczywiście nie składał zeznań

Na policję poszedł nie tylko z siostrą, ale również z kierowniczką Środowiskowego Domu Samopomocy. - Chodziło o to, by po prostu czuł się pewniej. Pani kierownik powiedziała mu, że to prezent na Dzień Dziecka - wizyta na komendzie. Ucieszył się. Przywitał się z policjantką - opowiada pani Ewa.

Na miejscu pokazano kobiecie - jako opiekunowi prawnemu brata - film z monitoringu. - Na zabezpieczonym monitoringu sprawca wykroczenia został rozpoznany przez funkcjonariusza - mówi rzeczniczka przemyskiej Komendy Miejskiej, Małgorzata Czechowska. Na pytanie, na jakiej podstawie go rozpoznano, usłyszeliśmy odpowiedź, że pan Piotr jest policjantom znany. - Znany z czego? Czy miał jakieś konflikty z prawem? - dopytujemy. Pani rzecznik odpowiada, że nie, nigdy nie był karany. Jest tylko - tu cytat - "osobą charakterystyczną". Prawdopodobnie chodzi o to, że ma porażenie mózgowe, problemy z poruszaniem się, chodzi w charakterystyczny sposób.

Pani Ewie najpierw okazano jeden film. - Postać mężczyzny wyrywającego te rośliny była nie do rozpoznania, ujęcie od tyłu. Zresztą ten ktoś się schylił - Piotrek, gdyby tak się schylił, pewnie by się przewrócił. Mówiłyśmy to pani policjantce - opowiada nasza rozmówczyni. Potem pokazano jej jeszcze jeden film. - Tu było widać m.in., jak ten mężczyzna chodzi. Powiedziałam, że to absolutnie nie jest mój brat, bo on zupełnie inaczej, bardzo charakterystycznie chodzi. Usłyszałam, że sprawa pójdzie do sądu i sąd oceni - dodaje pani Ewa.

Opinia psychologiczna o Piotrze: "(...) nie potrafi przedstawić się prawidłowo, ani określać stanu zdrowia. Wieku w latach, daty swojego urodzenia, ani innych danych dotyczących własnej osoby nie podaje. Nie potrafi nazwać miejsca aktualnego pobytu. Nie podaje dni tygodnia, nie odczytuje godziny z zegara, nie zna też nazw pór roku i dnia. Nie potrafi liczyć ani pisać, Nie zna się na nominałach pieniężnych, Nie nazywa podstawowych kolorów. Mowa bierna pozwala mu rozumieć proste wypowiedzi, na które nie zawsze adekwatnie reaguje - niekiedy wymaga powtórzeń".

Sąd dostał z policji wniosek o ukaranie i wydał wyrok nakazowy. To oznacza, że nikogo nie wzywał, nie przesłuchiwał, z nikim nie rozmawiał. Pana Piotra - przypomnijmy ubezwłasnowolnionego - ukarał 200-złotową grzywną; nakazał mu również zwrócić Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej koszt zerwanych roślin, czyli 95 zł. 

- Wychodzi na to, że każdy człowiek powinien mieć w domu kamerę, by nagrywać, jak śpi, żeby mógł potem udowodnić, że jest niewinny, że był wtedy w innym miejscu niż oni wymyślają - mówi pani Ewa.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że kobieta od kilku lat jest działaczką ulicznej opozycji - wcześniej w Komitecie Obrony Demokracji, dziś w przemyskich Rebeliantach. - Nie mamy na to dowodów, ale przypuszczamy, że jedno z drugim może mieć związek. Bo wiedzą, kim jest Ewa, kiedyś była legitymowana - mówi nam jedna z jej znajomych.

Pani Ewa po otrzymaniu wyroku nakazowego złożyła w sądzie sprzeciw. Czeka na wyznaczenie terminu rozprawy. Chce pójść do sądu, by opowiedzieć, jak było. Wierzy, że sąd weźmie pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy. - Tu nie chodzi o te 200 czy 300 zł, ale o zasadę. Mój brat jest niewinny i to chcę udowodnić - tłumaczy nasza rozmówczyni.

DOSTĘP PREMIUM