Narodowcy w Jedwabnem w 80. rocznicę pogromu Żydów. Ks. Lemański: Raczej szukali zaczepki, niż upamiętnienia tych ludzi

W sobotę pod pomnik pamięci Żydów spalonych żywcem w stodole w Jedwabnem zjechali się narodowcy. - To było grono osób, które nie przyjechało czcić rocznicy mordu na Żydach. Oni chcieli zamanifestować, że tutaj jest Polska, a nie Polin - mówił w TOK FM ks. Wojciech Lemański.

Jak informowała białostocka "Gazeta Wyborcza" narodowcy w sobotę (10 lipca) zorganizowali własne "uroczystości" pod pomnikiem upamiętniającym ofiary mordu dokonanego na żydowskich mieszkańcach Jedwabnego przez polskich sąsiadów. Na miejscu pojawiło się kilkadziesiąt osób. Mieli flagi i koszulki z hasłami np.: Nie przepraszam za Jedwabne. – To było grono osób, które nie przyjechało czcić rocznicy mordu na Żydach. Oni chcieli zamanifestować, że tutaj jest Polska, a nie Polin; że Polska jest dla Polaków, a to Niemcy dokonali zbrodni, za którą cały świat obwinia naród polski – mówi w TOK FM ks. Wojciech Lemański, duchowni parafii św. Andrzeja Boboli w Łodzi, który był w sobotę w Jedwabnem.

Jak wyjaśniał, przyjechał tutaj, żeby przypomnieć i odczytać imienia i nazwiska żydów jedwabieńskich, którzy jeszcze w 1940 roku mieszkali we wsi, a 10 lipca 1941 roku zostali zamordowani. – Nasza obecność tam nie była inwazyjna. Czytaliśmy imiona pomordowanych i modliliśmy się. Nawet proponowaliśmy narodowcom dołączenie do tej litanii pamięci, ale nie byli tym zainteresowani. Nagrywali nas. Chyba raczej szukali zaczepki, niż upamiętnienia tych ludzi. Prowadzili narrację niejako obok nas. Kiedy my czytaliśmy nazwisko ofiary pogromu, ci chóralnie odkrzykiwali: został zamordowany przez Niemców – opowiadał ksiądz Lemański w rozmowie z Anną Wacławik-Orpik

Dodawał, że według jego wiedzy narodowcy już od dłuższego czasu planowali przybyć w sobotę do Jedwabnego. – I trzeba też przyznać, że siły policyjne w tamtym miejscu były nadzwyczajne, jeśli chodzi o obchody rocznicy zbrodni. Bywała asysta funkcjonariuszy, ale kilkuosobowa. Teraz policjantów było kilkudziesięciu. Chyba mieli co robić. Legitymowali, spisywali, w pewnym momencie zatrzymali też kolejny pochód narodowców na drodze do mogiły, co pewnie pozwoliło nam dokończyć nasze upamiętnienie. Choć i tak łatwo nie było. Obawiam się, że przyjadą tu też w niedzielę, żeby pokazać swoje banery i pokrzyczeć swoje hasła – mówił Lemański.

CAŁA ROZMOWA Z KS. WOJCIECHEM LEMAŃSKIM W PROGRAMIE "WYWIAD POGŁĘBIONY". SŁUCHAJ W NIEDZIELĘ PO GODZINIE 20 W TOK FM!

80. rocznica pogromu w Jedwabnem

Właśnie dzisiaj zaplanowano oficjalne obchody 80. rocznicy zbrodni w Jedwabnem, bo w judaizmie sobota jest dniem odpoczynku. "W tym roku przybędziemy do Jedwabnego w niedzielę 11 lipca. Spotkamy się o godz. 11.00 w miejscu masowego grobu ofiar pogromu, pod pomnikiem upamiętniającym pomordowanych Żydów w Jedwabnem, aby pomodlić się i wspomnieć ich tragiczny los. W tym roku nie przewidujemy oficjalnych przemówień" - poinformowała PAP Marta Guze-Korszyńska z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.

Dodała, że po modlitwach i zapaleniu zniczy w Jedwabnem delegacja gminy pojedzie także do innych miejsc, gdzie doszło do mordów: Radziłowa, Wąsosza, Szczuczyna i Bzur.

Sprawa Jedwabnego zaczęła być głośna i wywołała szerokie międzynarodowe dyskusje po tym, gdy w 2000 r. ukazała się książka Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi", w której napisał on, że polscy sąsiedzi zamordowali w Jedwabnem 1,6 tys. Żydów.

W toku wszczętego w 2000 i umorzonego w 2003 r. śledztwa IPN ustalił, że mordu nie mniej niż 340 Żydów (300 spalono żywcem w stodole, a co najmniej 40 innych zabito wcześniej w nieustalony sposób) dokonała około 40-osobowa grupa polskiej cywilnej ludności, która miała w nim "rolę decydującą", ale inspiratorami byli Niemcy, choć ich roli do końca nie dało się ustalić.

Żydów najpierw zgromadzono na miejskim rynku. Grupę mężczyzn zmuszono do rozbicia pomnika Lenina, który stał poza rynkiem na skwerku, znajdującym się przy drodze wiodącej w kierunku Wizny. Następnie, około południa, Żydom kazano dźwigać fragment rozbitego popiersia na rynek, a stamtąd zanieść do stodoły na skraju miasteczka, na drewnianych noszach. Grupa ta mogła liczyć 40-50 osób. Ofiary z tej grupy zgładzono w nieustalony sposób, a ciała wrzucono do grobu wykopanego wewnątrz stodoły. Na zwłoki w grobie wrzucono części rozbitego popiersia Lenina. Potem grupę co najmniej 300 osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku, po zamknięciu w stodole spalono żywcem, przy czym - jak podawał IPN - "dokonywano uprzednio także pojedynczych zabójstw w bliżej nieustalonych okolicznościach".

IPN umorzył śledztwo, bo - jak wtedy tłumaczono - nie udało się znaleźć wystarczających dowodów na udział osób innych niż osądzone w tej sprawie już po II wojnie światowej. Nie znaleziono też wystarczających dowodów na postawienie zarzutów innym osobom. W końcu lat czterdziestych 22 mieszkańców Jedwabnego i okolic stanęło przed polskim sądem; zapadł wówczas m.in. jeden wyrok śmierci (za bezpośredni udział w mordzie), zamieniony potem na 15 lat więzienia. Pozostałych podsądnych oskarżono jednak tylko o udział w spędzeniu Żydów na rynek w Jedwabnem (skąd przepędzono ich do stodoły), a nie o zabijanie ofiar.

Największe uroczystości rocznicowe w Jedwabnem odbyły się - jak dotąd - w 60. rocznicę tego mordu, w 2001 r. Ówczesny prezydent RP Aleksander Kwaśniewski przeprosił wtedy za tę zbrodnię. Przed tymi uroczystościami, na przełomie maja i czerwca 2001 r., IPN przeprowadził w Jedwabnem ekshumację, która - wobec stanowiska Żydów, że nie wolno naruszać spokoju zmarłych - miała ograniczony charakter. Podczas niej w obrębie stodoły znaleziono m.in. łuski i naboje produkcji niemieckiej. Śledztwo wykazało jednak, że nie pochodzą one z 1941 r. W dwóch odkrytych wówczas przez IPN mogiłach znaleziono szczątki ok. 250 ofiar. W czasie ekshumacji odkryto drugą mogiłę ofiar pogromu. Znajduje się w obrębie fundamentu stodoły. Znaleziono tam - oprócz szczątków ofiar - fragmenty pomnika Lenina.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM