Warszawa. Pieszy zginął pod kołami porsche. Aktywiści oburzeni komunikatem policji

W centrum Warszawy kierujący porsche śmiertelnie potrącił pieszego. Z nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna był o kulach. Policja podała, że przechodził w niedozwolonym miejscu. Z komunikatem funkcjonariuszy nie zgadzają się działacze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

W sobotę w nocy, w samym centrum Warszawy, doszło do tragicznego wypadku. Na ulicy Marszałkowskiej (na wysokości ulicy Złotej) kierowca kierujący białym porsche śmiertelnie potrącił pieszego. Stołeczna policja podała, że "pieszy przechodził przez ulicę w niedozwolonym miejscu i wszedł pod przejeżdżający ul. Marszałkowską samochód marki Porsche" - tak powiedziała "Gazecie Wyborczej" Monika Nawrat z biura komunikacji Komendy Stołecznej Policji.

Mężczyzna zmarł na miejscu, miał około 50 lat. "GW" podała, że był o kulach.

Funkcjonariusze nie poinformowali, z jaką prędkością jechał kierujący porsche. Na zdjęciach widać, że zniszczenia pojazdu są znaczne (m.in. pęknięta cała przednia szyba i zgnieciony dach), co mogłoby wskazywać, że prędkość była znacznie wyższa niż obowiązujące 50 km/h. 

Na komunikat policji o tym, iż 50-latek przechodził w miejscu niedozwolonym zareagowali aktywiści z warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Ich zdaniem funkcjonariusze nie mają racji.

Działacze MJN podkreślają, że do najbliższego przejścia (nie licząc podziemnego) pieszy miał około 300 metrów i przypominają art. 26 ust. 7 Prawa o ruchu drogowym. Brzmi on następująco: "W razie przechodzenia przez jezdnię osoby niepełnosprawnej, używającej specjalnego znaku, lub osoby o widocznej ograniczonej sprawności ruchowej, kierujący jest obowiązany zatrzymać pojazd w celu umożliwienia jej przejścia."

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM