"Sąd nie jest miejscem kompromisów politycznych. Tam musi być stosowane prawo". Prof. Wróbel o kryzysie w SN

- Zdumiewające jest stwierdzenie (I prezes Sądu Najwyższego), że sprawa czołowego zderzenia z UE nie jest sprawą pilną. Wydaje mi się, że dzisiaj trudno mówić o bardziej pilnej sprawie niż ocena tego, co się dzieje w SN, bo to naraża Polskę na potężne konsekwencje finansowe. Ocena pani prof. Manowskiej jest dla mnie zdumiewająca - powiedział w TOK FM prof. Włodzimierz Wróbel, sędzia SN.
Zobacz wideo

Komisja Europejska podjęła decyzję o upoważnieniu komisarza UE ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa do podjęcia kroków, które mają skłonić Polskę do wykonania decyzji i wyroku TSUE dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego z połowy lipca - poinformowała we wtorek wiceszefowa KE Viera Jourova, grożąc Polsce sankcjami finansowymi. 

W odpowiedzi na to oświadczenie rzecznik polskiego rządu Piotr Müller stwierdził, że przepisy dot. Izby Dyscyplinarnej są podobne do tych, które już funkcjonują w innych krajach Unii Europejskiej. Zdaniem  sędziego Izby Karnej Sądu Najwyższego Włodzimierza Wróbla, który był gościem Poranka TOK FM, to twierdzenie "jest po prostu nieprawdą". - W Europie wpływ polityków na powoływanie sędziów jest zawsze bardzo umiarkowany. Są różne proceduralne uwarunkowania, które przesądzają o tym, że mamy dużą izolację polityki od sądów - wyjaśnił sędzia Izby Karnej Sądu Najwyższego.

Jak więc rząd zareaguje na ultimatum UE? 

"Rzeczpospolita" napisała, że w obozie rządzącym pojawiła się koncepcja polubownego rozwiązania sporu z Unią Europejską. Zgodnie z nią sędziowie Izby Dyscyplinarnej mieliby być wybierani rotacyjnie, losowo na pięcioletnie kadencje - spośród sędziów wszystkich izb Sądu Najwyższego. Czy to rzeczywiście sprawiłoby, że wyrok TSUE zostałby wykonany?

- Pierwszy problem polega na tym, że Izba Dyscyplinarna to jest taki "sąd specjalny". Niezależnie od tego, kto został do niego powołany. Natomiast to, że sędziowie różnych izb orzekaliby w sprawach dyscyplinarnych, nie jest rozwiązaniem nowym, obowiązywało w Polsce przez lata. Izba Dyscyplinarna musiałaby przestać być odrębnym sądem, wtedy sędziowie z różnych izb znów orzekaliby w różnych sprawach dyscyplinarnych. Byleby nie istniała możliwość manipulacji składami (orzekającymi) - ocenił prof. Wróbel.

To jednak - jak dodał sędzia - nie rozwiązywałoby drugiego problemu, który polega na tym, że "w Sądzie Najwyższym mamy do czynienia z osobami, które zostały powołane przez prezydenta na stanowiska sędziów w procedurach, które okazały się nieważne". - Z góry było wiadomo, że dojdzie do weryfikacji ich statusu - stwierdził. Zasugerował, że nie jest teraz możliwe uznanie ich za sędziów. - Sąd nie jest miejscem kompromisów politycznych. Tam musi być stosowane prawo - podkreślił.

Czołowe zderzenie z UE

I prezes SN Małgorzata Manowska nie wykonała wyroku TSUE i nie zawiesiła Izby Dyscyplinarnej. Stwierdziła również, że nie zwoła pilnego posiedzenia Kolegium SN ws. orzeczeń TSUE, mimo że grupa sędziów się o to zwróciła.

- To więcej niż błąd, bo zwrócili się o to członkowie Kolegium, którzy mają do tego uprawnienia. Zdumiewające jest stwierdzenie, że sprawa czołowego zderzenia z UE nie jest sprawą pilną. Wydaje mi się, że dzisiaj trudno mówić o bardziej pilnej sprawie niż ocena tego, co się dzieje w SN, bo to naraża Polskę na potężne konsekwencje finansowe. Ocena pani prof. Manowskiej jest dla mnie zdumiewająca - zakończył gość Dominiki Wielowieyskiej.

DOSTĘP PREMIUM